Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Canavan Trudi, Nowicjuszka

Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Księga druga trylogii Czarnego Maga dzieli się na dwie części.

Pierwsza ma za zadanie przybliżyć czytelnikowi sytuację, w której znalazła się Sonea tuż po dołączeniu do grona nowicjuszy. Można by w tym momencie powiedzieć, że to prawdziwa książka dla młodzieży, ponieważ główna bohaterka zmaga się – nie licząc oczywiście ogólnego pojęcia magii – z typowymi dla nastolatek problemami. Nauka, romanse, oddanie bliskim i walka z kolegami-dręczycielami. Naturalnie pani Canavan, żeby nie zanudzić nas wszystkich na śmierć, wplątuje od czasu do czasu różne skandale i niedopowiedzenia, które powoli zaczynają ze sobą kumulować. Aż wreszcie wybuchają, kiedy prawda, którą skrywają Sonea, Rothen i Administrator Lorlen, wychodzi na jaw. Wielki  Mistrz wreszcie się dowiedział, że poznano jego olbrzymi sekret.

I wówczas rozpoczyna się część druga – moim zdaniem o niebo lepsza od pierwszej. To w niej pojawia się wiele pytań bez odpowiedzi, a wszystko obraca się aż o sto osiemdziesiąt stopni, przez co każdy bohater wydaje się być całkowicie inną osobą, a wcześniejsze wydarzenia po prostu tracą sens. Liczy się jedynie odkrycie prawy i walka o przetrwanie.

Jak widać, pani Trudi znów postanowiła wciągnąć czytelnika do swojego zamkniętego świata, zupełnie nie przejmując się jego rzeczywistością. Wprowadziła w rutynę jakiś punkt zaczepienia, przez co nie było rady oderwać się od książki. Jestem tego doskonałym przykładem. Księga druga liczy około sześciuset pięćdziesięciu stron, a jej przeczytanie zajęło mi tylko niecały dzień. W tym czasie z zachłannością pożerałam przygody bohaterów, próbując jakoś przewidzieć zakończenie.

Najbardziej z całej książki spodobał mi się wątek – oczywiście nie licząc Sonei; ona zawsze wprawiała w zachwyt i przyciągała zainteresowanie – o Dannylu i jego podróżach z Tayendem. Wszystko byłoby zwyczajne, gdyby nie fakt, że towarzysz naszego Drugiego Administratora w Elynie był Złotą Żyłą – posługując się żargonem slumsów. Te walki toczące się w umyśle Dannyla czasami były naprawdę śmieszne, ale czasami aż boleśnie prawdziwe.

Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że zupełnie zaskoczyła mnie postać Wielkiego Mistrza. I wbrew samej sobie, naprawdę go polubiłam, mimo że przedstawiony został jako wróg Gildii. Zakończenie okazało się dać aczkolwiek sporo do rozmyślań.

W tym momencie przez moją głowę przewijają się myśli, które dotyczą wyłącznie  trzeciej i zarazem ostatniej księgi trylogii. Już nie mogę się doczekać, aż będę ją miała w swoich rączkach.



Ocena własna: 9/10

 

 

 

Autor: Avo_lusion [ksiazkizbojeckie.blox.pl]

 

„Nowicjuszka” zasługuje na dobre słowo - wciągająca, wzbudza emocje, godna polecenia dla wszystkich miłośników fantasy i nie tylko!

Zaczynam recenzję od drugiej części trylogii Czarnego Maga, gdyż pierwszą czytałam już rok temu… Jednak głównej bohaterki Sonei  się nie zapomina – młodej dziewczyny ze slumsów, która odkrywa u siebie moc magiczną i zostaje przyjęta w elitarne kręgi Gildii Magów. To właśnie tam rozpoczyna pięcioletnią szkołę, w której uczy się korzystać ze swoich umiejętności.

Jednak sytuacja bohaterki nie jest prosta – czarodzieje okazują się pyszni i gardzą niższymi warstwami społecznymi, przez co Sonea zostaje nie tylko odrzucona przez rówieśników, ale jest również szykanowana na różne sposoby:

 

Sonea przechyliła lekko głowę i zobaczyła kątem oka dwie stojące obok niej Kyralianki.
– To ta dziewczyna ze slumsów, tak?
– Tak – odpowiedziała pierwsza z kobiet. – Kazałam Binie trzymać się od niej z daleka. Nie chcę, żeby moja córeczka podłapała jakieś okropne zwyczaje… nie mówiąc już o chorobach.

Sonea musiała przejść do przodu, nie usłyszała więc odpowiedzi drugiej kobiety. Przycisnęła dłoń do piersi, stwierdzając ze zdumieniem, że serce bije jej szybko. Przyzwyczajaj się, powiedziała do siebie, tak będzie często.

 

To realia szkoły, niestety nie tylko tej „magicznej”…  Dziewczyna radzi sobie dzielnie – nie skarży się, wymyśla sposoby na ucieczkę od prześladowców, a kiedy przychodzi czas na otwarte starcie – okazuje się być dużo silniejsza od pozostałych osób. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem tego, co widziała w przeszłości – a więc wspomnienie mistrza Akkarina, przełożonego całej Gildii, który para się zakazaną, czarną magią. Aby zachować milczenie dziewczyny, wielki mistrz bierze ją jako swoją podopieczną, co odcina dziewczynę od ostatnich życzliwych jej osób. I tak oto pobyt w Gildii Magów to wielkie wyzwanie dla bohaterki i pasmo udręk równocześnie. Pomimo tego nie uświadczymy jej łez czy słabości, a na końcu zaznamy smaku zemsty…

Książka Canavan jest  napisana sprawnie, akcję obserwujemy z trzech perspektyw – Sonei, Mistrza Dannyla (ambasadora Gildii, który podróżuje śladami wielkiego mistrza starając się odkryć jego przeszłość) oraz Mistrza Lorena – administratora Gildii. Trzeba tu dodać, że wątki Dannyla i Lorena są przerywnikami, które potrafią znużyć, bowiem losy Sonei i jej sytuacja stanową serce akcji i całej powieści. To właśnie o niej pragniemy wiedzieć jak najwięcej i jej kibicujemy.

Myślę, że trylogia Canavan to ciekawy przykład „uniwersalnego fantasy” – książkę przeczytają z przyjemnością zarówno fani gatunku jak i osoby, które wzdrygają się na myśl o prozie Piekary czy Sapkowskiego.



 

Autor: Clarissa [invisibl3e.blogspot.com]

 

Autor: Trudi Canavan
Tytuł: Nowicjuszka
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 650



Imardin to miasto ponurych intryg i niebezpiecznej polityki, gdzie władzę sprawują ci, którzy obdarzeni są magią. W ten ustalony porządek wtargnęła bezdomna dziewczyna o niezwykłym talencie magicznym. Odkąd przygarnęła ją Gildia Magów, jej życie zmieniło się nieodwracalnie - na lepsze czy gorsze? Sonea wiedziała, że nauka w Gildii Magów nie będzie łatwa, ale nie przewidziała niechęci, jakiej dozna ze strony innych nowicjuszy. Jej szkolnymi kolegami są synowie i córki najpotężniejszych rodów w królestwie, którzy zrobią wszystko, żeby poniosła klęskę - nie licząc się z kosztami. Niemniej przyjęcie opieki Wielkiego Mistrza Gildii może dla Sonei oznaczać jeszcze marniejszy los. Albowiem Wielki Mistrz Akkarin skrywa sekret znacznie czarniejszy niż jego szaty. Nowicjuszka to drugi tom znakomitej nowej trylogii fantasy, skrzącej się od magii, akcji i przygód, będącej dziełem jednej z najciekawszych nowych autorek fantastyki.

 

Książka jest zdecydowanie lepsza, niż Gildia Magów. Więcej akcji i bohaterów lecz część Dannyla może nudzić. Osobiście, gdy widziałam imię Dannyl w tekście to liczyłam kartki do końca rozdziału, albo części innego bohatera. Taak, niektóre części przymulały. Książka rozwinęła się trochę, gdy do akcji został wprowadzony nowy bohater - Dorrien (syn Rothena). Oczywiście zakochuje się on w Sonei. Moim ulubiony momentem z Dorrienem w roli głównej jest pocałunek tej pary (334 strona). Jednakże, ciekawiej się robi, gdy Wielki Mistrz Gildi Akkarin zostaje mentorem Sonei. Wyczytuje z myśli Lorlena, że ta trójka (Rothen, Sonea i Lorlen) wiedzą, że on uprawia czarną magię.

Taak Druga część jest zdecydowanie lepsza niż pierwsza. Nawet przygody Dannyla są o wiele ciekawsze. "Nowicjuszka" kończy się w nietypowy sposób. Jeśli licząc koniec rozdziałami to ostatnim wydarzeniem jest wygrana walka Sonei przeciwko Reginowi i uleczenie go przez Soneę. To mnie wczągnęło. Jeśli licząc epilog to ciekawa jest śmierć Sachakana zadana z ręki Akkarina na oczach Sonei.

Książkę polecam. Jest lekka w czytaniu i czyta się ją przyjemnie. O wiele więcej magii niż w poprzedniej części. Mogą was zainteresować przemyślenia Sonei na temat Akkarina oraz części wykładów na Uniwersytecie, które się pojawiają. Nie jest to kolejna głupia i naiwna książka. Fanów gatunku fantasy powinna zainteresować. Daję zasłużone 9 na 10.

 

Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Nowicjuszka
Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 634
Rok wydania: 2009
Cena: 39,90 PLN
Ocena recenzenta: 3+/10
 
„Nowicjuszka” jest drugą częścią trylogii „Czarnego maga”. Fabuła w książce rozpoczyna się kilka miesięcy po zakończeniu wydarzeń opowiedzianych w „Gildii magów”. Jak zdążyliśmy się dowiedzieć, Sonea wstąpiła do gildii (co naprawdę nie jest trudne do przewidzenia, skoro mamy do czynienia z trylogią). Dziewczyna musi zmagać się z sekretem Wielkiego Mistrza, który odkryła przez przypadek i z innymi nowicjuszami, którzy nie są jej zbyt przychylni. O ile podczas lektury poprzedniej części miałem tylko lekkie wrażenie, że ja gdzieś już to widziałem, o tyle tutaj wrażenie to przekształca się w szaloną pewność…
Jako fantasta lubię powieści, które są inspiracją na kanwie książek innych autorów. Z drugiej strony w tym gatunku niesamowicie ciężko też wymyślić coś oryginalnego. Mimo wszystko pewne granice trzeba zachować, a Trudi Canavan zdaje się, jakby ona była ponad nimi. Bo co wam mówi odpowiednio: szkoła magów, mroczny sekret skrywany przez bohatera, prześladowanie ze strony innych uczniów, kilku dobrych przyjaciół czy nawet opiekuńczy mentor? „Harry Potter” jak malowanie. Mógłbym nawet się kłócić, czy tor fabuły nie jest łudząco podobny do oryginału.
W drugiej części trylogii autorka wykazuje wybitny talent do zwykłego lania wody. Wiele scen jest tu powtarzanych z uporem godnym lepszej sprawy. W teorii wszystko zawiązuje się pod koniec, ale czy naprawdę nie można było ograniczyć się do naprawdę kilku epizodów? Czy większość książki musiała być pisana na zasadzie „kopiuj-wklej i zmodyfikuj”? Niestety, ale liczbę udanych fragmentów można policzyć na palcach obu rąk – reszta jest, jak już wspominałem, mistrzowskim laniem wody i rozpychaniem książki. Czy naprawdę trzeba było poświęcać tak dużo czasu wątkowi homoseksualizmu wśród dwóch magów, skoro i tak nic z niego nie wynika? Bo tutaj mamy kolejny mankament książki – wątki, które autorka rozpoczęła i nawet nie raczyła wyjawić ich roli jako trybiku w całości.
Pod względem jakości wydania książki narzekać nie można – uczepić mogę się jedynie okładki, która za mocno śmierdzi komputerową grafiką i korekty, która zawaliła zadanie. Czytelnik musi zmagać się z masą literówek i anemicznym niedoborem przecinków.
Podsumowując, „Nowicjuszka” jest dla mnie kompletnie nieudaną pozycją – mogę zaryzykować stwierdzenie, że wycięcie kilku scen i dołączenie ich do „Gildii magów” lub „Wielkiego mistrza” na samym początku dałoby ten sam efekt, co lektura tejże pozycji. Zabrakło większego dynamizmu akcji i tajemniczości – która to przedstawiła się tylko na krótko, dokładnie pod koniec książki. Wyrok należy do was.



piątek, 27 kwietnia 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka