Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Canavan Trudi, Wielki Mistrz

Autor recenzji: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Skończyłam czytać Wielkiego Mistrzazaledwie parę godzin temu.

I jestem zachwycona.

Tym razem autorka nie tylko skupia uwagę na głównej bohaterce trylogii, Sonei, ale także przedstawia nam świat i przeróżne wydarzenia oczami albo zupełnie nowych postaci, do tego pory nieznanych, albo tych „starych”, do których już zdążyliśmy się przywiązać. Bardzo podoba mi się ta rozpiętość i zróżnicowanie, ponieważ dzięki temu cała opowieść staje się jeszcze bardziej interesująca, a akcja nigdy nie śpi. Przykładem może być powoli kwitnąca relacja pomiędzy Cerynim a Savarą, wysłanniczką Sachakan.

W każdym razie kiedy tylko czytelnik zaczyna wgłębiać się w powieść, budzą się w nim dwa sprzeczne uczucia. Pierwszym jest niechęć do dalszego czytania i poznania końca tej historii – aż odrzuca nas fakt, że po raz ostatni wkraczamy do Imardinu, do miasta magów, Złodziei i bylców, do świata pełnego tajemnic, zagadkowych morderstw oraz niebezpiecznych wypraw. Drugim uczuciem, całkowicie sprzecznym, trzeba przyznać, jest ekscytacja, iż wreszcie dowiemy się, jak to opowiadanie się skończy. Co się stanie z Soneą, Kyralią czy resztą Krain Sprzymierzonych; wciąż mnożące się znaki zapytania wreszcie znikną.

Szkoda tylko, że u mnie ta ekscytacja wkrótce zmieniła się w niedowierzanie, a później w lekką złość.

Tutaj również Sonea jest pod opieką Wielkiego Mistrza, Akkarina, lecz z czasem jej nienawistne uczucie, którym z początku darzy swojego mentora, zamienia się w coś cieplejszego. Spowodowane zostało to faktem, że dziewczyna coraz częściej z nim przebywa, rozmawia i dowiaduje się o nim naprawdę wielu nowych rzeczy, o których prawie nikt inny nie ma pojęcia. W pewnym sensie zbliżają się do siebie, jednak dalej pomiędzy nimi istnieje ten dziwny mur, jaki skutecznie ich od siebie oddziela. Oczywiście kiedy tylko historia nabiera tempa - Sonea wyrusza z nim do korytarzy Złodziei, by dowiedzieć się prawdy, a następnie uczy się posługiwania czarną magią – cegły zdają się powoli kruszyć i opadać. Punktem zwrotnym w opowiadaniu - gdy ściana całkowicie się burzy - jest moment, kiedy prawda wychodzi na jaw. Akkarin wraz ze swoją podopieczną zostają wygnani z kraju, nie mając już do niego nigdy wstępu. Udają się do Sachaki, do państwa, od którego wszystko się tak naprawdę zaczęło, które przesądziło o dalszym rozwoju sytuacji, a wkrótce nawet i o wojnie oraz śmierci niewinnych ludzi i... magów.

W trzeciej części dowiadujemy się o przeszłości Wielkiego Mistrza, o jego tajemniczych podróżach i głównej przyczynie rozpoczęcia posługiwania się niedozwoloną magią. Odkrywa on swoje karty życia nie tylko przed swoją ukochaną, ale również przed Dannylem, który dalej podąża ku nieznanemu, wplątując się w coraz to nowsze pułapki. Niestety, powstała sytuacja nie pozwala mu na dokończenie swoich poszukiwań. Musi wracać do Imardinu, musi bronić swojej ojczyzny i Gildii Magów przed najazdem nieprzyjaciela: Ichanich – magów o niewiarygodnej mocy, których niezwykle trudno powstrzymać, a żeby tego dokonać, trzeba złamać prawie wszystkie reguły.

To, czy nasi bohaterowie się na to zdobędą, pozostawiam Wam, moi drodzy. Zaspojleruję jednak i dodam, że koniec będzie dość dramatyczny i raczej zaskakujący. Sprawi, iż albo ze złości rzucicie książkę w kąt, albo z przygnębienia zaczniecie płakać.

 

Ocena własna: 9/10



 

Autor recenzji: Avo_lusion [ksiazkizbojeckie.blox.pl]

 

Cóż – ku mojemu zdumieniu jest to dla mnie najsłabsza część trylogii. Choć akcja toczy się w miarę sprawnie, to jednak wyjaśnianie pewnych kwestii trwa zbyt długo i dopiero w połowie książki pochłania nas wir wydarzeń.

Sonea, dziewczyna ze slumsów, która staje się magiem, odkrywa że Mistrz Akkarin ma powody, aby używać czarnej magii. Gildii grozi wojna i tylko mag posługujący się tą zakazaną sztuką może stanąć w jej obronie:

 

Zwolniła kroku na to wspomnienie. Wiele miesięcy temu, wróciwszy do domu z wykładów, usłyszała hałas i krzyki dobiegające z dołu rezydencji. Zeszła po schodach wiodących do podziemnego pomieszczenia i zobaczyła, jak Akkarin zabija człowieka, korzystając z czarnej magii. Wielki Mistrz twierdził, że mężczyzna ten był sachakańskim zabójcą, wysłanym, by go zamordować.

– Czemu go zabiłeś? – spytała. – Dlaczego nie oddałeś go w ręce Gildii?

– Ponieważ, jak zapewne się domyślasz, on i jego ludzie wiedzą o mnie rzeczy, których Gildia wiedzieć nie powinna. Zapewne zastanawiasz się, kim są ludzie, którzy pragną mojej śmierci, i jakie mają powody. Mogę ci powiedzieć tyle: Sachakanie wciąż nienawidzą Gildii, ale też boją się nas. Od czasu do czasu wysyłają takich jak ten, by mnie wypróbować.

 

Od tego momentu bohaterka całym sercem wspiera swego opiekuna i sama staje się czarnym magiem. Tymczasem Akkarin zostaje posądzony o morderstwo i w związku z tym na jaw wychodzą nielegalne praktyki – konsekwencją tego jest wygnanie Mistrza i Sonei. Nikt nie wierzy Akkarinowi, że Gildii grozi atak i wojna, jednak jak się okazuje – niebezpieczeństwo jest realne i brak zaufania w stosunku do Mistrza obfituje w wiele śmiertelnych ofiar. Na tle tych wydarzeń rozkwita miłość Mistrza i Sonei, a koniec niestety musi być dramatyczny – czarny mag ginie w walce oddając swoje życie w słusznej sprawie.

Śmierć Akkarina jest moim zdaniem zabiegiem mającym na celu udramatycznić akcję i wstrząsnąć czytelnikiem – po raz kolejny Sonea dostaje cios od losu, a jej szczęście zostaje zniweczone. Ta śmierć jest po prostu niepotrzebna, zbyt oczywista i banalna. A może ja jestem  romantyczką? W każdym razie ciekawiej byłoby zostawić czarnego maga przy życiu i pozwolić tej parze błyszczeć w kolejnych tomach tej, bądź co bądź, sagi.

Po kolejne książki dotyczące losów Sonei i jej syna (tak, tak, syn jest – choć Pani Canavan nie radzi sobie ze scenami erotycznymi, bo nawet słowa o seksie nie było!!!) zapewne sięgnę, ale bez wygórowanego entuzjazmu.

Na koniec chciałam poruszyć jeszcze jedną, zabawną kwestię. Już wspominałam, że autorka całkowicie wyklucza sceny erotyczne, aczkolwiek bohaterowie okazują sobie bliskość poprzez pocałunki. Natomiast na taką odwagę Canavan nie zdobyła się opisując gejowską miłość Mistrza Dannyla i jego kochanka. Ci dwaj są parą – dowiadujemy się tym w jednym zdaniu – jednak nie uświadczymy ich czułości, bliskości, czy dotyku. Bohaterowie trzymają się na dystans i nie wynika to moim zdaniem z faktu, że ukrywają swoje uczucie przed światem, ale z tego, że autorka nie chciała ukazywać fizycznej bliskości mężczyzn.

 

 

Autor recenzji: Clarissa [invisibl3e.blogspot.com]

 

Autor: Trudi Canavan
Tytuł: Nowicjuszka
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 718



Sonea wiele nauczyła się w Gildii Magów. W ciągu ostatniego roku Regin dał jej spokój, a pozostali nowicjusze zaczęli traktować ją z niechętnym szacunkiem. Dziewczyna nie może jednak zapomnieć tego, co widziała w podziemnej komnacie Wielkiego Mistrza Akkarina, ani też ostrzeżenia, że odwieczny wróg Kyralii obserwuje czujnie Gildię.
W miarę jak Akkarin ujawnia coraz więcej swojej wiedzy, Sonea przestaje być pewna, komu ufać ani czego bać się najbardziej. Czy prawda może być aż tak przerażająca, jak przedstawia ją Wielki Mistrz? A może jest to podstęp, mający skłonić ją do uczestnictwa w jego mrocznych praktykach?

 

Ostatnia część trylogii Czarnego Maga różni się od pozostałych. Jest pisana z punktu widzenia Sonei, Rothena, Cery'ego i Dannyla. Najciekawsze momenty zaczynają się od wyprawy Akkarina i Sonei do slumsów, aby zabić Inachi. Wtedy wydarzyło się coś, co "wyszło" dopiero w drugiej części książki. Oczywiście, Trudi nie mogła zakończyć tak po prostu tej książki. Musiała dodać zwrot akcji. Gdy Akkarin i Sonea wracają do domu Wielkiego Mistrza, Gildia dowiaduje się, że uprawiają czarną magię. Co gorsza, Sonea zabiła używając jej kilka minut wcześniej. Para zostaje rozdzielona do czasu procesu. Gdy zapada wyrok Akkarin zostaje zesłany na wygnanie a Soneę ułaskawiają. Ona nie zgadza się na te warunki i chcę, aby wygnano ją wraz z Wielkim Mistrzem. Podczas rytuału wypędzenia tylko Dannyl i Rothen nie mówią, że ją wypędzają. Wzruszający moment dla mnie.
Wszystko błoby okej, gdyby Gildia nie wypędzała ich tak publicznie. W każdym miejscu, w którym się znajdowali ogłaszali to. Tak dali tylko informacje o Gildii Ichanim.
Sonea i Akkarin nie mieli łatwego życia w Sachace. Dakova i jego towarzysze na niego polowali, więc musiał ukrywać Soneę i siebie. Był wkurzony na dziewczynę, że ta poszła z nim na wygnanie. Jego zdanie zmienia się, gdy kolejną noc spędzili na terenie obcego kraju. Tu przytoczę wam pewien fragment (pierwszy z love story Akkarina i Sonei)
  

"Zrobiła krok w jego kierunku. I następny. Przyglądał się jej badawczo, marszcząc brwi. Usiłowała zmusić go do spojrzenia poza jej oczy, wyczucia jej własnych myśli, zrozumie, że ona poznała jego pragnienia. Otworzył szeroko oczy ze zdumienia, gdy podeszła bardzo blisko. Poczuła, że jego ramiona obejmują jej plecy i zaciskają się, gdy stanęła na palcach, żeby go pocałować.
    Zesztywniał. Przytulając się do niego, czuła, że jego serce bije jak szalone. Zamknął oczy i odepchnął ją od siebie.
 - Przestań... Przestań - szepnął. Otworzył oczy i wbił w nią wzork.
    Jego ciało przeczyło jednak słowom: trzymał ją wciąż w uścisku, jakby nie chciał wypuścić. Sonea przyglądała się jego twarzy. Czyżby coś źle wyczytała? Nie, była przecież pewna tego, co wyczuła
."


Fragment jest dość długi, ale zawiera ważne informacje na temat dlaszej treści książki. Jest także jednym z moich ulubionych fragmentów. Pod koniec rozdziału 24, z którego pochodzi powyższy fragment całują się po raz drugi. Tu drugi fragment.

 

" - Nieważne. - Kącik jego ust uniósł się lekko w górę. - I tak już za późno. Zacząłem
  przegrywaćtamtej nocy, kiedy zabiłaś te Ichani.
Zamrugała oczami ze zdziwienia. Czy to znaczy...? Od tak dawna... ?
  Uśmiechnął się. Poczuła jego dłonie na swoich biodrach. Kiedy przyciągnął ja bliżej,
uznała, że pytania mogą zaczekać. Uniosła rękę i przejechała koniuszkiem palca po jego
wargach. A potem on się nachylił i ich usta spotkały się, i nie było już więcej pytań
."


Tak. Ta historia miłosna Akkarina i Sonei dodaje smaczku całej historii. "Wielki Msitrz" ma "to coś". Love story nie jest przesadzone. Jest kilka scen takich i to w zupełności wystarcza. Nie ma tu przesadzonej miłości Akkarina i Sonei jak np. w Zmierzchu. Jest tego w sam raz.
Koniec książki jest bardzo szokujący, ale fajnie opisany. Ja przyznam, że płakałam. Jakoś nie mogłam się powstrzymać. Dla fanów Wielkiego Mistrza Akkarina i Sonei będzie to bardzo szokujące oraz niesprawiedliwe.
W "Wielkim Mistrzu" już na początku wyjaśniły się motywy działalności Akkarina. Działał na rzecz Kyralii. Bronił ją przed Sachakańskimi wyrzutkami. Nie posługiwał się czarną magią, aby stać się potężnym. Jednakże Trudi jak dla mnie dziwnie zrobiła, że go uśmierciła. Mogła zabić Rothena.

Podsumowując. Książka jest ciekawa, warta do przeczytania. Akcja uporządkowana, nie chaotyczna jak w niektórych książkach. Ostatnią część trylogii polecam wszystkim osobą, które czytały poprzednie części książki. Najlepiej przeczytać od Gildi Magów, bo będzie to poukładane. Serię polecam miłośnikom Ery Pięciorga, fanom fantasy oraz osobą, które są jakoś związane z twórczością Trudi Canavan.
10/10 

 

 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Wielki mistrz
Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 717
Rok wydania: 2009
Cena: 43,90 PLN
Ocena recenzenta: 5+/10

 

Pierwsze, co rzuca się na myśl po lekturze „Wielkiego mistrza” to trylogia „Anioła nocy” autorstwa Brenta Weeksa. Rozplanowanie fabuły jest wręcz identyczne. Pierwszy tom wprowadza czytelnika w realia świata, drugi tak naprawdę nie wiadomo czemu służy, zaś trzeci ma stanowić „epickie” zwieńczenie całej trylogii. Niestety…

Nie da się też ukryć, że autorka przygotowała w „Wielkim mistrzu” wiele niespodzianek fabularnych. Kilka z nich rzeczywiście potrafi mocno zaskoczyć, jednak znaczna ich część wraz z zakończeniem – nie oszukujmy się – są nudne i schematyczne aż do bólu. Na dodatek mdły wątek miłosny osiąga tu apogeum. Nie jest on tak mocno zarysowany, jak w pierwszym lepszym paranormalu, jednak nie został też stworzony tak, aby sprawiać przyjemność (a przynajmniej nie w oparciu o męską część czytelników). Canavan także zdecydowanie przegięła z odsłonięciem jaśniejszej strony Akkarina – zamiast nas do tego stopniowo przygotowywać, stworzyła sceny w sposób sugerujący, że na ten pomysł wpadła właściwie przez przypadek, a spodobał się on jej tak bardzo, że postanowiła go wpleść w fabułę.

Sama fabuła raczej nie powala – emocjonujące zaczyna być dopiero jakieś ostatnie trzysta stron, które aż kipi akcją. Wszystkie wydarzenia opisane są w książce z dużą pieczołowitością, co odbija się jednak na objętości samej książki, a momentami zbliża się bardzo niebezpiecznie do zwykłego zanudzania i zapychania kolejnych linijek tekstu. Niestety, autorka nadal nie potrafi wyzbyć się schematu jednej sceny, którą powtarza co kilkanaście stron, zmieniając tylko aktorów i scenerię.

Zaletą jest już pokazanie samej Sonei jako starszej dziewczyny, która nie jest tą samą rozhisteryzowaną dziewuchą z poprzednich części. Szkoda, że poświęcono jej tak mało miejsca. Gdyby wywalić z tekstu kilka wyraźnie niepotrzebnych epizodów z innymi bohaterami, którzy nie odgrywają nawet drugoplanowej roli, mogłoby być znacznie ciekawiej.

Na szczęście sposób narracji i prowadzenia fabuły jest spójny i jednolity. Opisy potrafią tu oddać powagę sytuacji, a także pozwolić czytelnikowi na dokładne wyobrażenie sobie sceny walki magów. Uważam jednak, że bohaterowie są mdli aż do przesady, w ogóle nie zarysowując się w fabule. Od tej reguły niewiele odbiega jedynie Rothen i Sonea. Reszta postaci jest tu jako dodatek do fabuły.

Przyznaję szczerze, że oczekiwałem dużo więcej po zakończeniu trylogii. „Wielkiemu mistrzowi” zdecydowanie zaszkodził śmieszny wątek miłosny, masa niepotrzebnych wydarzeń i schematyczność, która im towarzyszyła. Zakończenie nie pozostawia żadnego niedosytu, a wręcz przeciwnie – po odłożeniu książki nie odczuwam żadnej przemożnej chęci, by sięgnąć po kontynuację niniejszej trylogii. A szkoda, bo spora część książki mogła być naprawdę dobra.

 

piątek, 27 kwietnia 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka