Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Clare Cassandra, Miasto Kości

Autor: Ew [pergamin.blox.pl]

 

Do tego, żeby w ogóle wziąć Miasto kości do ręki, zmusił mnie fakt, że już wcześniej czytałam twory Cassandry Clare. Oczywiście, chodzi mi o fanfictiony, bo, o ile wiem, jest to jej pierwsza wydana książka. Wracając, teksty te całkowicie kupiły mnie swoją niebanalnością i stylem, a już szczególnie Draco Trilogy. I przyznam, że miałam nadzieję ponownie zaczytać się w jej historii, przeżyć jakąś oryginalną przygodę.

Cóż, w większości się nie zawiodłam.

W większości, ponieważ fabuła nie jest aż tak innowacyjna, jak się spodziewałam. Naturalnie, potrafi uwieść i zaczarować, ale powtarza się z niej wiele obranych schematów. Chociażby to, że na samym początku główna bohaterka, w tym przypadku Clary Fray, całkowicie nie ma pojęcia o istnieniu „innego świata”, do którego należą, znów jak zazwyczaj bywa, wampiry, wróżki, skrzaty, wilkołaki czy półanioły. W historii nie brakuje również wątku ze złem, które coraz bardziej się rozprzestrzenia i powoli opanowuje Ziemię. W tym miejscu jednak pojawia się zaskoczenie; przywódcą mroku jest ojciec Clary. Zresztą, jeżeli chodzi o więzy rodzinne w tej książce, to powiem, że są nieźle poplątane i zasupłane, czego szczególnie dowiadujemy się na końcu powieści. Można się bardzo zadziwić i w pewnym sensie wręcz zdegustować. Ale ten czynnik odebrać się powinno jako pozytywnie duży plus.

Jednak głównym walorem Miasta kości, według mnie, są wspaniale wykreowane postacie drugoplanowe i epizodyczne, których nie da się nie zauważyć. Jace (stanowczo faworyt), Alec, Simon, Isabelle, Luke... Można by wymieniać bez końca, ponieważ każda osoba wprowadziła do fabuły trochę śmiechu, smutku, złości lub nawet rozgoryczenia – w końcu ja bym zrobił to całkowicie inaczej!

W książce pojawia się również parę zadziwiających motywów, które sprawiły, że nadal nie wiem, co dokładnie o niej sądzić. Mianowicie chodzi mi o zgodność (połowiczną, bo – przykładowo - tworzenie sobie na ciele Znaków z magicznymi właściwościami, to raczej bujda) z Biblią. Chodzi mi raczej o historię upadku Archanioła, na której właściwie powieść się opiera, której jest namacalnym fundamentem.

Zachętą powinien być również fakt, że całość opisana jest prostym, zrozumiałym stylem, nad którym nie trzeba się dogłębnie zastanawiać. Zrozumienie przychodzi z łatwością. Tak samo jak możliwość utopienia się w tej historii. Siła jej wciągania może nie równa się sile przyciągania ziemskiego, ale jest dość wysoka, by trzymać czytelnika aż do samego końca, aż do ostatniej kartki. I w tym miejscu rodzi się psikus, ponieważ pragnie się więcej. Ba! Pojawia się nawet chęć przeczytania książki po raz kolejny, ale przyznam, że byłoby to już trochę męczące. Dla mnie.

Dlatego postanowiłam (nie)cierpliwie poczekać, aż Miasto popiołów, druga część sagi Darów Anioła trafi w moje ręce.

 

Ocena własna: 9/10



piątek, 27 kwietnia 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka