Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Collins Suzanne, Igrzyska śmierci

Autor recenzji: Felicja79 [cowartoprzeczytac.blox.pl]

 

„Igrzyska śmierci” będę Wam dziś polecała. Książka dostarcza bardzo dobrej rozrywki, świetnie się ją czyta i jeszcze dzięki plastycznej narracji bardzo łatwo można sobie wszystkie wydarzenia wyobrazić. A później można wybrać się do kina na film. Nie oglądałam, ale mam wielką ochotę zobaczyć.

Samą fabułę już pewnie znacie z reklam wersji kinowej. Świat przyszłości, okrutne igrzyska, na których na śmierć i życie walczą wylosowane z dwunastu dystryktów nastolatki. Też znałam przed lekturą ten zarys, a jednak byłam bardzo zaskoczona. Książka wzrusza, łapie za gardło, wyciska łzy. Poznajemy Katniss, szesnastolatkę, która nielegalnymi polowaniami próbuje zapewnić byt rodzinie. To nie ona zostaje wylosowana, a jej ukochana młodsza siostra Prim. W tej sytuacji Katniss zgłasza się na ochotnika, by ją uratować. Wydaje się, że tym czynem skazuje siebie na pewną śmierć. Zmagać się będzie przecież nie tylko ze starszymi od siebie chłopcami, ale i z osobami specjalnie szkolonymi do zabijania. Jak na ironię z  jej miasta wylosowany zostaje Peeta, który kiedyś podarował jej chleb i uratował od głodówki.

To jednak dopiero początek fascynujących zdarzeń. Wylosowani, zwani trybutami, zostają przewiezieni do stolicy, by tam pod okiem stylistów przygotować się do występu przed kamerami. Igrzyska, przypominające te ze starożytnego Rzymu, otrzymały w książce oprawę medialną rodem z BigBrothera. Twórcy nie cofną się przed niczym, żeby tylko przyciągnąć jak najwięcej widzów przed ekrany telewizorów. Poznajemy mechanizmy powstawania wielkiej produkcji telewizyjnej, które autorka zapewne podpatrzyła podczas swojej pracy w telewizji (tworzyła programy dla dzieci).

Nie chcę Wam za dużo zdradzać, żeby nie psuć przyjemności czytania. Powieść ma drobne mankamenty, ale szybko się o nich zapomina. Postacie są ciekawe, szczególnie główna bohaterka, odważna, szczera i waleczna. Fabułę napędza nie tylko pytanie, kto przeżyje i będzie zwycięzcą, ale dużo ważniejsze, kto jest przyjacielem, a kto tę przyjaźń tylko udaje. Bardzo chętnie sięgnę po następny tom tej trylogii. Mam nadzieję, że jest równie dobry. Dawno takiej powieści dla młodzieży nie czytałam, jest w niej jakiś powiew świeżości.
A tak się rozpoczyna:

 

„Gdy się budzę, czuję, że druga strona łóżka już zdążyła wystygnąć. Wyciągam rękę w poszukiwaniu Prim, ale dotykam tylko szorstkiego płótna materaca. Na pewno przyśnił się jej koszmar, więc poszła do łóżka mamy. Oczywiście, że tak. Dziś dożynki.

Podpieram się na łokciu. W pokoju jest już na tyle jasno, że je widzę. Moja młodsza siostra Prim zwinęła się jak embrion i wtuliła w mamę, przywarły do siebie policzkami. We śnie mama wygala młodziej, nadal wydaje się zmęczona, ale nie taka sterana. Prim ma twarz świeżą jak poranek i śliczną jak prymulka, na której cześć dostała imię. Mama też kiedyś była wyjątkowo piękna. Tak przynajmniej słyszałam.”



Recenzje tej książki możecie przeczytać także na blogach padmy i bookfy. Ja na koniec dodam tylko, że okładka choć nawiązuje do treści książki, nie przypadła mi do gustu.

Ocena: 5/6

 


 

Autor recenzji: Avo_lusion [ksiazkizbojeckie.blox.pl]

 

Ludzkość to rasa, która wyniszcza się wzajemnie. Chciwość, pragnienie władzy, tyrania – właśnie to rządzi światem, w którym człowiek nie jest równy drugiemu człowiekowi. Nie ma miejsca na współczucie czy litość, bo wszystko jest grą, a każda istota powinna znać swoje miejsce. Bunt? To inne imię krwawej rzezi, której pamiątką stają się Igrzyska Śmierci. Oczy ludu skierowane są na arenę, gdzie toczy się bój na śmierć i życie. Dwadzieścia cztery osoby, w wieku od dwunastu do osiemnastu lat. Przeżyć może tylko jedna. Ku chale rządu, ku przestrodze dla innych - bądźcie pokorni, bo wielki brat patrzy i nie toleruje niesubordynacji.

Suzanne Collins tworząc Igrzyska Śmierci połączyła motywy znane nam z literatury, ale ubrała je w formę nowatorską i perfekcyjnie przemyślaną. Ustrój totalitarnego państwa pamiętamy aż za dobrze, wiemy również, że rząd nie cofnie się przed niczym, aby podporządkować sobie obywateli. Nie inaczej jest w Panem, kraju, w którym w dawnych czasach niezwykle krwawo stłumiono bunt, zaś mieszkańcy żyją na granicy śmierci, bezustannie gnębieni przez funkcjonariuszy państwowych. Przychodzi tu na myśli Rok 1984 Orwella, gdzie każdy obywatel jest kontrolowany, a tych, którzy przejawiają jakąkolwiek formę nieposłuszeństwa spotyka surowa kara. Rzeczywiście, łatwo porównać te dwa światy. Bohaterowie są tak samo zmanipulowani, trudno komukolwiek zaufać, wszystko jest nadzorowane, a żądza krwi nie słabnie. Państwo pragnie ofiary, nie pozwala zapomnieć, skutecznie usiłuje każdego dnia rozsiewać paraliżujący strach.

Życie w takiej rzeczywistości jest wyzwaniem, któremu nie wszyscy mogą podołać. Igrzyska Śmierci to czara goryczy – wielka i bezdenna, którą mieszkańcy Panem co roku muszą wypić do dna. Giną ich dzieci, giną z własnej ręki, na arenie - bo tak chce rząd. A to wszystko transmitowane jest na żywo, w charakterze znakomitego show dla elit. O tak, elity są zachwycone! Cały rok czekają na tak wyszukaną porcję zabawy.

Czy jednak tylko oni bawią się przy "takiej" rozrywce? Wystarczy przypomnieć sobie starożytne igrzyska, czy walki gladiatorów. Ludzkość od wieków uwielbia patrzeć na rozlew krwi, to pragnienie zakodowane jest w pokoleniach i uwalania się pod przeróżnymi postaciami.

 

Skoro więc mieszkańcy Panem muszą patrzeć na rzeź dzieci, walczących ze sobą na arenie, nietrudno domyślić się, że emocje sięgają zenitu. I rzeczywiście. Collins udało się stworzyć rzeczywistość, która szokuje odbiorcę i pochłania go doszczętnie. Fenomen Igrzysk Śmierci tkwi nie w kreacji bohaterów lub warstwie językowej, ale w doskonałej, precyzyjnej, pulsującej od zdarzeń fabule. Ten świat przytłacza, zdumiewa, nie pozwala nabrać tchu. Collins rzuciła odbiorców na kolana, podarowując im świat pełen detali i szczegółów, w którym nikt nie może zaznać spokoju – ani bohaterowie, ani czytelnicy. Kto decyduje się podążyć za Katniss i Peetą, ten już nie może zwrócić. Będzie gnał wraz z nimi, słowo po słowie, rozdział za rozdziałem, aż do samego końca. Znika doczesna rzeczywistość. Collins skutecznie wygłusza w czytelniku potrzebę jedzenia, picia, a przede wszystkim rachubę czasu. Liczy się tylko los Katniss, która walczy o swoje życie:

 

Rozumowanie organizatorów jest proste. Sformowała się wataha zawodowców, która dąży do wymordowania pozostałych rywali, zapewne rozsianych po całym obszarze areny. Pożar ma nas zagonić w jedno miejsce. Mogę sobie wyobrazić bardziej subtelne sposoby nakłaniania ludzi do walki, ale temu nie sposób odmówić wyjątkowej skuteczności. (…)

(…)

Noga mnie spowalnia, ale wyczuwam, że moi prześladowcy również nie są tacy prędcy jak przed pożarem. Dociera do mnie ich pokasływanie, nawołują się chrapliwie.
Mimo wszystko się zbliżają, niczym wataha zdziczałych psów, więc robię to, co zawsze w podobnych okolicznościach. Wybieram wysokie drzewo i zaczynam się na nie wspinać. (…) Gdy zawodowcy podchodzą do pnia, tkwię na wysokości około siedmiu metrów nad ziemią. Przez moment stoimy i przypatrujemy się sobie badawczo. Mam nadzieję, że nie słyszą, jak łomocze mi serce.

 

Kreując bohaterów, Collins odwołała się do starej prawdy, że zło tkwi w każdym człowieku. Także w nieletnich uczestnikach Igrzysk. Arena może odrobinę przypominać wyspę z Władcy much Goldinga – tam również w dzieciach wyzwalają się mordercze instynkty, zamieniając je w żądnych krwi myśliwych. Oddziela się ziarno od plew. Jedni chcą po prostu przeżyć, inni pragną przelać krew…

Suzanne Collins napisała powieść, którą adresuje się do młodzieży, ale w rzeczywistości trafia ona do wszystkich grup wiekowych. Jeżeli twórczość autorki ma słabsze strony, zostają one znakomicie zatuszowane porażającą akcją, która angażuje emocjonalnie i nie pozwala nawet na sekundę wytchnienia. Trylogia Collins to dzieło, które pod względem fabularnym przyćmiewa wszystkie swoje koleżanki i z dumą może zająć miejsce tuż po samym Harrym Potterze. Taka rekomendacja mówi sama za siebie! Na czytanie Igrzysk Śmierci najlepiej wziąć dzień lub dwa urlopu, bo państwo Panem tak łatwo nie wypuszcza ze swych kleszczy... A upiorna zabawa dopiero się rozpoczęła!




 

Autor recenzji: Sophie [bucherwelt.blogspot.com]

 

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest to prawdziwa walka o przetrwanie... 

 

Opis jest już chyba wszystkim dobrze znany zwłaszcza, że pojawia się ostatnio dosłownie wszędzie z powodu promocji filmu. Przyznam się, że o książce usłyszałam kilka lat temu, zaraz po tym, jak wyszła w Polsce. Ale tytuł nie za bardzo mnie przyciągnął. W końcu z ciekawości spowodowanej tym, że naprawdę mnóstwo osób, ją polecało wzięłam książkę do ręki, po czym odłożyłam, bo zobaczyłam, że poleca ją Meyer. Głupi powód, ale cóż... W końcu jednak ją kupiłam, po czym czytałam całą noc, by drugą część pochłonąć w kolejną. Teraz przed filmem pozwoliłam sobie na powtórkę. Czytałam ponownie z ogromną przyjemnością i wszystko przeżywałam tak samo intensywnie. 

 

Co takiego mają te książki, że każdy zostaje porwany w ich świat? Myślę, że główną zasługą jest po prostu historia. Nie jest ona szczęśliwa, wesoła, nie ma też happy endu, a na pewno nie takiego, jakiego byśmy oczekiwali. Katniss dosłownie wpada z deszczu pod rynnę. I chociaż jest tu trochę fantastyki, to realizm aż kuje w oczy. Autorka przyznała, że pomysł na książkę zrodził się po obejrzeniu relacji z wojny(ale nie jestem teraz pewna, czy z Iraku czy z Afganistanu), tuż po zobaczeniu kawałka reality show. Podziwiam ją za wyciągnięcie z tego takiej historii, choć czasami zastawiam się, czy kiedyś naprawdę nie dojdzie do takiej sytuacji... Biję ukłony za niesamowite wykreowanie bohaterów, ponieważ nie da się niektórych nie polubić, innych nie pokochać, a jeszcze innych nie znienawidzić. Collins bardzo zręcznie manipuluje narracją, że nie dosyć, że od książki nie da się oderwać, to jeszcze dosłownie jest się 'głodnym' kolejnej części. 

 

Wiele osób, jak zauważyłam narzeka na to, że narracja jest pisana w czasie teraźniejszym. Dla mnie to zaleta, ponieważ możemy to wszystko przeżyć jakby 'teraz', razem z Katniss, a nie czytać opis przeszłości. Chociaż momentami były też malutkie minusy, a to ponieważ nie mogliśmy poznać innych trybutów, więc większość nie zostaje nawet wymieniona z imienia. I przyznam, że irytowało mnie to, z jaką dokładnością Kotna opisuje wszystkie potrawy, ale potem pomyślałam, że to chyba normalne dla osoby, która całe życie głodowała. Tak poza tym, to Katniss jest moim(jednym z wielu) życiowym wzorem, ze względu na to, jaka była.

 

Oczywiście gorąco polecam książkę wszystkim, jednak jeżeli ma się te 12, 13 lat, to lepiej sobie na razie odpuścić tą serię, poczekać, dojrzeć do tej historii, bo teraz mogłoby się przegapić cały sens, lub go nie zrozumieć. 

 

Ogólna ocena: 10/10!

 

Zapraszam serdecznie wszystkich miłośników serii na forum. ;3

 


 

Autor recenzji: Clarissa [invisibl3e.blogspot.com]

 

Tytuł: Igrzyska Śmierci
Autor: Suzanne Collins
Seria: Igrzyska Śmierci
Tom: 1
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 352

Opis wydawnictwa:

 

Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę?
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję.
Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a to prawdziwa walka o przetrwanie... 

 

Książkami dominującymi na rynku młodzieżowym są powieści o wampirach i wilkołakach oraz ich miłości do śmiertelniczki. Czasem zdarza się trójkąt miłosny, lecz dziewczyna zawsze wybiera tego pierwszego, ładniejszego i którego lubią wszystkie inne. Coraz rzadziej  pojawiają się książki, które reprezentują poziom np. Harry’ego Pottera. Myślałam już, że nie znajdę żadnej książki, która reprezentowała by wcześniej podany tytuł. Jednak po tej lekturze zmieniam zadanie.

 

Książka Igrzyska Śmierci skupia się na postaci Katniss Everdeen, która mieszka w Dwunastym Dystrykcie w państwie Panem. Co roku podczas dożynek z każdego Dystryktu losowane są dwie osoby – chłopak i dziewczyna, którzy mają za zadanie stanąć do bezwzględnej walki w dorocznych Godowych Igrzyskach. Każde dziecko, które mieści się w przedziale wiekowym 12-18 lat ma obowiązek zgłosić się do Igrzysk. W tym roku Effie Tinkler wyjmuje karteczkę z napisem Primrose Everdeen. Katniss zgłasza się jako ochotniczka na trybuta za swoją siostrę. Chłopak, który zostaje wylosowany to Peeta Mellark. Nastolatki od razu wsiadają w pociąg i jadą do Kapitolu – stolicy Panem. Tam zostają przygotowany do Igrzysk. Podczas wywiadu Peeta oznajmia, że kocha Katniss od czasu, gdy ją zobaczył. W ten sposób dostają miano nieszczęśliwych  zakochanych. Gdy trafiają na arenę tworzy się grupa zawodowców, do której dołącza Peeta. Katniss zawiera sojusz z Rue, trybutką z Dystryktu Jedenastego. Chłopak z Pierwszego Dystryktu zabija Rue a Katniss jego. Następuje zmiana zasad i wygrać mogą dwaj trybuci, jeśli są z tego samego dystryktu. Katniss odnajduje Peetę i pomaga mu w przeżyciu. Musi udawać zakochaną bez pamięci, aby otrzymywać podarunki od sponsorów. Katniss i Peeta przez przypadek uśmiercają dziewczynę z Piątki. Po kilku godzinach Cato zabija Tresha a Katniss i Peeta postanawiają z nim skończyć. Jednak atakują ich zmiechy (stworzenia, które są zmieszaniem różnych gatunków zwierząt), które przypominają zmarłych trybutów. Po walce na Rogu Obfitości spychają Cato do zmiechów. Teoretycznie powinni wygrać, lecz decyzja o zwycięskiej parze ostaje odwołana. Peeta chce się poświęcić, jednak Katniss daje mu jagody. Gdy mają je połknąć zostają ogłoszeni zwycięzcami igrzysk. 

 

"...I niech los zawsze wam sprzyja..."

 

Nigdy nie będę żałowała, że przeczytałam ta książkę. Jest to chyba najlepsza powieść jaką w życiu czytałam. A trochę tego jest. Do lektury w postaci Igrzysk Śmierci zostałam namówiona. Głównie robił to mój kuzyn, który ma to już za sobą. Postanowiłam jednak najpierw udać się na film. Przyznam, że mnie zachwycił i po powrocie do domu zamówiłam pakiet Igrzyska Śmierci. Gdy kurier mi to dostarczył od razu zaczęłam pochłaniać książki. W pierwszym rozdziale nie poczułam tego samego co na początku filmu. Lecz z doświadczenia wiem, że książka musi się rozkręcić. I tak samo dzieje się w przypadku Igrzysk. Suzanne wyśmienicie opisała historię powstanie Panem. Wszystko jest wyjaśnione krok po kroku. Ciężko się tu zgubić. Od pierwszej wzmiance zakochałam się  w Peecie Mellarku. Pozornie nie jest zdolny do zwyciężenia Igrzysk, ale udaje mu się to. I podoba mi się, że jego uczucie do Katniss nie jest częścią gry na arenie.

Nie spodziewałam się, że książka przebije Harry’ego Pottera, który stał do teraz na szczycie moich ukochanych książek. Igrzyska Śmierci reprezentują bardzo wysoki poziom i pokazują, że autorka nie inspirowała się innymi powieściami młodzieżowymi. Muszę dopisać także, że dóść trudno recenzowało mi się tą książkę i ciężko było wydać ocenę.

 

Plusem jest interesująca historia Panem. Oraz motyw Igrzysk, które zostały ustanowione, aby przypominać mieszkańcom Dystryktów, że Kapitol (stolica Panem) nadal ma władzę nad ludźmi. Podoba mi się także love story Peety i Katniss. Główne postaci są mocno zarysowane i szybko można poznać ich charakter. Taka sytuacja rzadko się zdarza w najnowszych książkach młodzieżowych. Czasami tylko dlatego, że książka jest niepoważna a Igrzyska przeciwnie. Bardzo szybko i przyjemnie się ją czyta.

 

Minusów nie znalazłam. Mogłabym tu tylko zaliczyć uczucie Katniss do Gale’a, ale tego nie zrobię, ponieważ to wpływa na fabułę.

 

Podsumowując całą książkę. Jest to jedna z najlepszych książek, którą czytałam. Polecam ją każdej spotkanej osobie, która lubi czytać. Nie mam co do niej żadnych zastrzeżeń. 

 

Ocena: Arcydzieło!



 

Autor recenzji: Megajra [szeptksiazek.blogspot.com]

 

Autor: Suzanne Collins 
Tytuł: Igrzyska śmierci (strona książki
Seria: Igrzyska śmierci, tom 1
Oryginalny tytuł: The Hunger Games
Wydawnictwo: Media Rodzinna             
Data wydania: 23 kwietnia 2009
Stron: 352
Ocena: 10/10

 

Pamiętam ten szał na informacje o ekranizacji „Igrzysk śmierci”. W wielu miejscach się o tym rozpisywano. Wiele miesięcy przed tym przysięgłam sobie, że przed jej premierą koniecznie muszę przeczytać, chociaż pierwszą część i jeśli książka mi się spodoba z chęcią się na nią wybiorę. Niestety nie udało mi się, bo najpierw oglądałam film, a później dopiero przeczytałam książkę. Jednak ja jestem z tego bardzo zadowolona, ponieważ dzięki temu niedługo po tym jak obejrzałam kinową wersję zamówiłam cały pakiet książek w jednym ze sklepów i nie muszę czekać aż kolejne części albo będą dostępne w bibliotece, albo je zakupię.
Katniss Everdeen szesnastolatka, która po śmierci ojca musi zadbać o swoją młodszą siostrę i matkę. Razem mieszkają w państwie Panem, które jest podzielone na stolice tego państwa Kapitol oraz otaczających go dwanaście dystryktów. Państwo to znajduje się na ruinach dawnej Ameryki Północnej. Pech chciał, że mieszkają w najuboższym z nich – Dystrykcie Dwunastym, który zajmuje się górnictwem. Życie w nim nie jest usłane różami dla żadnego z jego mieszkańców. Katniss musi codziennie polować, aby zapewnić żywność swojej rodzinie. 
Co roku w całym Panem są organizowane dożynki, które mają na celu wyłonić jedną dziewczynę i jednego chłopaka w wieku od 12. do 18. lat. Wybrańcy będą przedstawicielami swojego dystryktu na Głodowych Igrzyskach, organizowanych po to, aby przypominać o buncie, którego się dopuścili i o tym, że Kapitol już na to nie pozwoli. To Kapitol ma władzę nad dystryktami, a nie odwrotnie. I tak o to 24. trybutów (bo tak nazywają się wybrańcy) ląduje na Arenie, na której dosłownie stoczą walkę na śmierć i życie. Na dożynkach zostaje wybrana Prim, młodsza siostra Katinss, jednak miłość, przywiązanie i świadomość tego, że Mała by sobie nie poradziła Katinss zgłasza się na ochotnika. W takiej sytuacji to ochotnik idzie na Igrzyska. Do niej dołącza Peeta Mellark. Syn piekarza, który jak się okazuje w przeszłości uratował dziewczynę od głodu. Z jakiego powodu to zrobił, skoro nawet się nie znali? Kto jest zwycięzcą 74. Głodowych Igrzysk? Jak potoczą się losy bohaterów? Jakie decyzje będą musieli podjąć? 
Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Wiele emocji towarzyszyło mi przy jej czytaniu: zdenerwowanie, zadowolenie z niektórych decyzji i podjętych działań, oszołomienie, w niektórych momentach nawet uśmiech. Chyba to jedna z tych nielicznych lektur, która prawie wywołała u mnie łzy. Jak na razie pamiętam tylko dwie takie książki: „Rilla ze Złotego Brzegu” (gdy byłam w szóstej klasie) oraz „Zielona mila” przy pamiętnym momencie. I chyba z czystym sercem mogę stwierdzić, że teraz już będzie tych pozycji trzy. Czytałam ją z zapartym tchem, chociaż wiedziałam, co się wydarzy i jak się skończy, bo oglądałam film. Jednak obejrzenie ekranizacji przed przeczytaniem nie przeszkadzało mi. Przed oczami miałam obraz z filmową wersję, tych wszystkich bohaterów i w ogóle. Przyznam się, porównywałam je. Czy się wszystko zgadza, czy w filmie coś zmienili. Okazało się, że zmienili, ale tylko nic nieznaczące detale.
Styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu. Lekki warsztat pisarski, wartka akcja oraz bardzo dobrze przemyślana i wyjątkowa fabuła sprawiły, że nie mogłam się od książki oderwać i czytało się ją w zastraszająco szybkim tempie. Intrygująca historia, relacje między bohaterami i ich przemyślane działania bardzo mnie zaskakiwały. Katinss to wyjątkowa dziewczyna, która wie, czego chce, zajmująca się rodziną i domem po śmierci taty. Ona nie załamuje się na Arenie nawet w krytycznych momentach. Cały czas myśl o tym, że jej siostra na nią patrzy i nie może pokazać swojej słabości, aby ta nie cierpiała. Poświęcenie, którego się dopuściła zgłaszając się na ochotnika jest zaskakujące i tylko pokazuje to, jak ważna jest dla niej rodzina. Bardzo ją polubiłam tak samo jak Peete. Ten uroczy chłopak po prostu podbił moje serce. ^^
Mogłabym pewnie jeszcze pisać i pisać o tej książce, ale, po co? Musicie sami się przekonać o jej odmienności w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Suzanne Collins wykonała kawał świetnej roboty. Zaraz zabieram się za drugą część, a mianowicie za „W pierścieniu ognia”. Już nie mogę się doczekać, zupełnie nie wiem czego mogę się po niej spodziewać, bo „Igrzyska śmierci” zupełnie mnie zaskoczyły i teraz już wiem, dlaczego ludzie pokochali tę serię. Ja nie mam innego wyjścia jak tylko gorąco ją polecić. 
"I niech los zawsze wam sprzyja" *

cytat z "Igrzysk śmierci" (s.13, 23)




 

Autor recenzji: Książkówka [ksiazkowka.blogspot.com]

 

Witaj w nowym i okrutnym świecie. W miejscu, gdzie słowo człowiek ma najmniejszą wartość; najwyższą zaś – pieniądz, zaspokojenie głodu oraz nieludzka rozrywka panów tego świata. Jeśli nie potrafisz należycie zadbać o byt swój i swojej rodziny, po prostu giniesz i nikogo ten fakt nie interesuje. Każdy dzień życia musisz okupić własną, ciężką pracą od świtu po zmrok. Tu nic nie przychodzi łatwo, jeśli nie jesteś bogaczem. To miejsce, w którym każdego dnia musisz udowadniać, że zasługujesz na... życie.

 

Ten świat to państwo Panem powstałe na terenie dawnej Ameryki Północnej. Dowodzi nim Kapitol leżący w miejscu dawnych Gór Skalistych, a otacza go Trzynaście Dystryktów. W Dystrykcie Dwunastym mieszka Katniss Everdeen – młoda dziewczyna, od momentu tragicznej śmierci ojca w kopalni, pełniąca rolę głowy rodziny. Oprócz siebie ma na utrzymaniu schorowaną matkę oraz młodszą siostrę Prim. I może, gdyby życie opierało się wyłącznie na zasadach wyznaczonych przez Kapitol, nie byłoby tak źle, jednakże władza postarała się, by mieszkańcom Panem nigdy nie brakowało wrażeń. Corocznie każdy dystrykt musi wyznaczyć dwoje mieszkańców (od dwunastego do osiemnastego roku życia) do udziału w osobliwym turnieju – Głodowych Igrzyskach. Reguły są okrutne: w skrajnych warunkach na śmierć i życie walczy w sumie dwudziestu czterech uczestników, zwanych trybutami. Polem ich walki jest ogromna arena, w obrębie której są zamknięci – zawiaduje nią Kapitol. Przebieg Igrzysk transmituje telewizja, co rok w rok gromadzi rzeszę widzów. Czy Katniss spodziewała się, że tym razem to ona stanie się obiektem, na który zwrócone będą oczy milionów? Na pewno nie i z pewnością bycie jednym z trybutów to ostatnia rzecz na świecie, której pragnęła. Okoliczności sprawiły jednak, że nie miała wyboru – musiała stanąć do walki w krwawym turnieju o trofeum, którym był... własny byt.
Tak pokrótce przedstawia się fabuła bestselleru autorstwa Suzanne Collins pt. „Igrzyska śmierci”. Choć powyższy opis może wydawać się obfity w szczegóły, wierzcie mi, że to możliwie najkrótsza forma zobrazowania tego, co dzieje się w toku akcji. A ta nie daje chwili wytchnienia! Poza świetnym pomysłem na fabułę, cechą charakterystyczną są liczne i znakomite (!) zwroty akcji. W momencie, gdy obiecywałam sobie, że przeczytam jeszcze tylko ten jeden rozdział i zrobię przerwę, działo się coś tak niesamowitego, że czytałam kolejny, potem kolejny i… tak do samego końca. A bohaterowie? Dobrze nakreśleni, wyraziści, niemal jak żywi. Czy znajdzie się jeszcze jakiś atut? Oczywiście, że tak – bez wątpienia jest nim pierwszoosobowa narracja, dzięki której czytelnik dosłownie żyje w Panem, poluje wraz z Katniss i wreszcie uczestniczy w Głodowych Igrzyskach. Nie sposób nie przeżywać przygód głównej bohaterki – wraz z nią czytelnik boi się, śmieje czy wzrusza (tak, nawet mnie się zdarzyło!).
Sam pomysł brutalnego widowiska, który karmi oczy widzów, nie jest w literaturze niczym nowatorskim. Wystarczy pierwszy lepszy przykład z brzegu, jak choćby „Wielki marsz” Stephena Kinga, powstały w 1979 roku. Jednak styl, w jakim Collins zabrała się do tego tematu, mocno przyćmiewa fakt, że „to już przecież było”.
Magda (Książka w Mieście) napisała w swojej recenzji, że powieść ta zasługuje na włączenie w poczet lektur szkolnych – i ja podpisuję się pod tym obiema rękami. Gdyby kanon lektur powiększyć o dzieła Collins, to jestem przekonana, że znacznie większe grono młodzieży czytałoby książki, dodam, że byłyby to wartościowe propozycje, wspaniale oddziałujące na wyobraźnię i pobudzające ją.
Po lekturze czuję się należycie przygotowana tak do obejrzenia ekranizacji „Igrzysk śmierci”, jak i do lektury kolejnej części trylogii. Wiele osób ma już ją za sobą, ale jeśli uchowały się jeszcze jakieś wyjątki, to ja po stokroć namawiam – czytajcie trylogię Suzanne Collins!
Ocena: 6/6
sobota, 28 kwietnia 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka