Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

DeStefano Lauren, Atrofia

Autor: Felicja79 [cowartoprzeczytac.blox.pl]

 

Bardzo chciałam przeczytać tę książkę po dwóch pozytywnych recenzjach, jakie przeczytałam na książkowych blogach. Pewnie dlatego oczekiwałam od niej bardzo wiele i na początku przeżyłam rozczarowanie.

Myślałam, że książka będzie z gatunku, który lubię bardzo, czyli science-fiction. I rzeczywiście fabuła dzieje się w przyszłości, w świecie zniszczonym przez naukowców i ich genetyczne eksperymenty. Wahałabym się jednak nazwać ją fantastyczną. Bardziej przypomina romans czy powieść obyczajową.

Główna bohaterka, młoda dziewczyna Rhine, zostaje porwana i zmuszona do ślubu z nieznanym mężczyzną. Razem z nią porwane zostały też inne dziewczyny, dwie z nich zostają zmuszone do ślubu z tym samym mężczyzną co Rhine. W świecie przyszłości bowiem małżeństwa są poligamiczne, a kobiety nie mają nic do powiedzenia, nawet słowa przysięgi małżeńskiej wypowiada za nie kto inny.

Po ślubie trzy dziewczyny zaczynają egzystencje w domu swojego męża, w którym są bardziej więźniami niż żonami. Rezydencja jest bardzo luksusowa, z pięknym ogrodem i wszelkimi możliwymi udogodnieniami, poza wolnością. Bohaterki przypominają piękne ptaki zamknięte w złotej klatce.

Sam pomysł na fabułę zapewne nie jest nowy. Kobieta porwana i zmuszona do małżeństwa z nieznajomym to temat, który pojawiał się już i w książkach, i w filmach. O eksperymentach genetycznych, świecie przyszłości mówi się za to niewiele, a przecież to mogła być siła i oryginalność tej powieści. Opisać świat, którego nie ma, bo zniszczyli go sami ludzie, tego się autorce nie udało.

To, co mi osobiście przeszkadzało to właśnie ubóstwo realiów tamtego zniszczonego świata. Parę wspomnień i migawek z życia Rhine pojawia się co prawda czasami, ale jest ich bardzo mało, do tego wciąż powtarzają się te same. Książka powinna przecież mieć bogatszą warstwę faktów do opowiedzenia, a to co znajdujemy w tej z ledwością starczyłoby, żeby wypełnić krotki film. Myślę, że scenarzysta sam musiałby się napocić, żeby wymyślić dodatkowe sceny i zapełnić puste luki fabuły.

Czytając cały czas zastanawiałam się, co tak naprawdę jest nie tak z tą ksiązką i naprawdę nie wiem. Chyba najsłabszą stroną jest narracja. Mało scen oddanych „na żywo”, tak żeby czytelnik mógł je sobie wyobrazić i uznać za prawdziwe. Mało wydarzeń i akcji, która nie skupiałaby się wokół małżeństwa poligamicznego i dziwnej sytuacji, w której znalazły się dziewczyny. I chyba też niewiarygodne portrety bohaterek. Szczególnie Rhine, która bardzo nienawidzi swojego porywacza, a jednocześnie współczuje mu i zaprasza do swojego łóżka po śmierci jego pierwszej żony. Coś ją ciągnie do męża, a jednocześnie sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Postępuje fałszywie zarówno wobec niego, jak i wobec siebie. Najbardziej denerwująca postacią jest jednak mąż trzech dziewczyn – Linden, opisany jako inteligentny i wrażliwy, a w praktyce po prostu wykorzystujący swoją uprzywilejowaną sytuację bez żadnych wyrzutów sumienia. Do tego w powieści brak ciekawych dialogów. Decydująca rozmowa na podstawowe tematy nigdy nie ma miejsca między małżonkami.

Może gdyby powieść została napisana w trzeciej osobie portrety psychologiczne bohaterów byłyby głębsze i bardziej interesujące. „Przepuszczone” przez świadomość Rhine są dość płaskie i odpychające. Zupełnie nie odczuwa się również grozy sytuacji, która spotkała dziewczyny, całość wydaje się tylko kostiumem dla romansu. Oto pierwsze zdania, żebyście sami mogli zdecydować, czy macie ochotę przeczytać dalszy ciąg tej historii i poznać jej narratorkę i bohaterkę – Rhine:

 

„Czekam. Przetrzymują nas w całkowitej ciemności, nie wiemy już, czy mamy otwarte, czy zamknięte powieki. Śpimy stłoczone w gromadkę, jak szczury, kiwamy się na boki, a może tylko nam się śni.

Jakaś dziewczyna wyczuwa ścianę, wali w nią i wrzeszczy. Rozlega się metalowy pogłos. Żadna nie przyłącza się do wołania o pomoc, zbyt długo milczałyśmy, zagłębiamy się tylko jeszcze bardziej w ciemność.

Ktoś otwiera drzwi.

Światło budzi w nas grozę. Jesteśmy jak niemowlęta zerkające na świat przez kanał rodny, a może to światło na końcu tunelu, które widzi się po śmierci. Cofam się, przerażona zarówno wizją końca, jak i początku.”

 

W sumie „Atrofia” mogłaby być dużo lepszą książką, ale pisarce czegoś zabrakło. Może talentu? A może doświadczenia w pisaniu książek? Zapowiedziane są już dwie kolejne części, docelowo ma to być trylogia. Zdecydowanie nie zamierzam ich przeczytać, żeby ponownie się nie rozczarować. Chociaż możliwe, że będą ciekawsze. Ta nadaje się na czytadło na jeden raz, pod warunkiem, że nie spodziewamy się w niej głębokich przemyśleń.

Ocena: 4-/6



 

Autor: Książkówka [ksiazkowka.blogspot.com]

 

Gdy raz po raz natykam się w literaturze, filmie czy to w innych środkach przekazu na pojęcie dystopii, zastanawiam się, czy ludzie żyjący na naszej planecie, powiedzmy te kilkadziesiąt lat wstecz, mieli choćby zbliżone jej wyobrażenie do tego, co dzieje się obecnie. Czy byli w stanie przewidzieć taką ilość wypływającego zewsząd koszmaru i zła drzemiącego w głębinach ludzkiej psychiki, które teraz są naszą codziennością? Trudno tak do końca odpowiedzieć na to pytanie, tak jak równie trudno jest ewidentnie zaprzeczyć temu, że dzisiejsze dystopijne fabuły  nigdy nie znajdą odzwierciedlenia w przyszłości.

 

Jedną z takich książek jest debiutancka powieść Lauren DeStefano pt. „Atrofia”. Jest pierwszą częścią trylogii „Chemiczne Światy” i snuje na tyle mroczne wyobrażenie przyszłości bytu człowieka, by każdy jej czytelnik z całego serca pragnął nie dożyć tych czasów, jeśli miałyby się one kiedykolwiek ziścić…
Widzimy oto świat bardzo niedoskonały. Dzieci zrodzone w skutek naturalnej prokreacji mają coraz więcej wad genetycznych. Naukowcy, chcąc wyeliminować ten błąd, rozpoczynają pracę laboratoryjną nad embrionem bez skazy. I udaje się, lecz tylko w przypadku pierwszego pokolenia. Następne nie dożywają swoich trzydziestych urodzin – umierają, nim tak naprawdę zaczną żyć.
W takiej sytuacji niezbędnym posunięciem staje się legalizacja poligamii. Rhine, Jenna i Cecily zostają małymi trybikami w machinie mającej zapewnić przetrwanie gatunkowi ludzkiemu. Trzy młode kobiety (Cecily jest całkowicie słusznie traktowana przez dwie pozostałe bohaterki jak młodsza siostra, gdyż w chwili zamążpójścia ma zaledwie kilkanaście lat) otoczone luksusem, służbą i posiadające niemal wszystko, czego można pragnąć od strony materialnej, pozbawione są tego, co najcenniejsze – wolności. Każda z nich to inna osobowość, inna historia życia z czasów sprzed ślubu z Lindenem oraz inne wyobrażenie przyszłości. Rhine pragnie uciec z tego osobliwego więzienia, ale czy możliwe jest wymknięcie się z miejsca, w którym na każdym kroku trzeba posługiwać się specjalnymi kartami, a drzewa otaczające budynek okazują się być tylko hologramami? Czy miłość do służącego ten plan ułatwi, czy utrudni?
Po odpowiedzi na pytania naturalnie odsyłam do lektury, w której bez wątpienia odnajdą się fani mrocznych wyobrażeń przyszłości świata. W książkach tego typu jest tym straszniej, im dana wizja jest bardziej realistyczna, a ta systematycznie godzi czytelnika swą prawdziwością. To jeden z atutów – a kolejny? Kolejnym jest konkretyzm stylu prowadzenia akcji – już sam jej początek nie pozwala się nudzić, nie ma tu zbędnego i przydługiego wstępu, który ma nas dopiero wprowadzić w istotę fabuły, wszystko dzieje się od razu – tu i teraz. Jedyne, co mam za złe autorce, to poświęcenie zbyt małej uwagi mrocznej działalności czarnego charakteru tytułu, jakim bez wątpienia jest teść Rhine – Mistrz Vaughn. Myślę, że dodałoby to powieści jeszcze więcej mrocznego klimatu, a tak mamy lekką historię fantasy dla młodzieży (choć nie tylko, naturalnie).
Ktoś, dzięki komu przeczytałam tę książkę (Książka w Mieście), dodał do niej krótką adnotację: „to lepsza wersja Lasu Zębów i Rąk Carrie Ryan oraz innych temu podobnych”. Całkowicie mogę się z tą opinią zgodzić. „Atrofia” jest znacznie ciekawsza, mrozi realizmem i przede wszystkim nie bawi tępotą głównych bohaterów (w przypadku Lasu Zębów i Rąk mam na myśli marną kreację zombi). To książka, którą naprawdę dobrze się czyta.
Ocena: 4,5/6
sobota, 28 kwietnia 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka