Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Grzędowicz Jarosław, Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy.

Autor: Felicja79 [cowartoprzeczytac.blox.pl]

 

Powieść Jarosława Grzędowicza podobała mi się mniej niż jego opowiadania.  Właściwie, gdyby skrócić ją do np. 60 stron (czyli pierwotnego tekstu – Obol dla Lilith) nic by się złego nie stało, a myślę, że miałabym bardziej pozytywne odczucia. Jak na tak długi utwór, to zdecydowanie zbyt prosta i jednowątkowa historia. Chociaż początkowe rozdziały zdają się zapowiadać świetną rozrywkę, to później właściwie fabuła zaczyna przypominać gry komputerowe, w których bohater za wszelka cenę stara się nie zginąć. Mamy walki, ucieczkę i przerażający świat Pomiędzy życiem a śmiercią. I okropne zakończenie z gatunku „deus ex machina”, czyli gdy autorowi kończą się pomysły, jak uratować swoją postać, wprowadza dodatkowy i niespodziewany czynnik, w tym wypadku – nagą czarownicę na motocyklu.

A przecież miało być ciekawie. Narrator pierwszoosobowy tak opowiada o swoim dzieciństwie:

 

„Pierwszego demona widziałem zanim jeszcze nauczyłem się mówić. Dlatego to tak pamiętam. To był gaki. A ja nie miałem nawet dwóch lat. Upiorna, wysnuta z nicości żółtawa gęba z krwawymi oczami ścigająca mnie, wrzeszczącego, po całym mieszkaniu. Pamiętam nie tylko przerażenie. Pamiętam też straszny wysiłek, z jakim usiłowałem zawołać o pomoc, wyrazić cokolwiek z tego, co czułem, i nie potrafiłem. Nic z tego, co się ze mną działo, nie mogło być oddane za pomocą tych kilku przypadkowych słów, które znalem. Rodzice uspokajali mnie i nie mogli, bo nie widzieli tego, co ja.
Potem były sny.
Miałem normalne, pogodne dzieciństwo, dopóki nie wypiłem kubka mleka, nie wysłuchałem bajki i nie położyłem się do łóżka. Później w ciemnościach dziecięcego pokoju śniłem o szkieletowych twarzach ludzi ubranych w biało-sine pasiaki, kłębach zardzewiałego drutu kolczastego, widziałem morza ceglanych ruin, wśród których snuł się siwy dym, widziałem doły pełne trupów, kłębowiska wyciągniętych rąk, jak powykręcane gałęzie.
Nie bałem się.
Nie rozumiałem, co widzę.”

 

Tę historię da się logicznie wytłumaczyć – u bohatera powieści stwierdzono schizofrenię i zaczęto go leczyć. I podobno wyleczono, ale on nadal potrafi widzieć krainę „Pomiędzy”, która od czasu jego okresu dojrzewania wygląda tak:

 

„Wtedy po raz pierwszy znalazłem się w krainie Półsnu. W świecie Pomiędzy. Po raz pierwszy zobaczyłem jego czerwone niebo i Ka wszystkich codziennych przedmiotów, stojące na ich miejscu, jak mroczne atrapy.

To nie jest zaświat. Jeszcze nie. Zaświaty są znacznie wyżej. To tylko pęknięcie. Szczelina. Dziura pomiędzy życiem a śmiercią, wypełniona cieniami i wątpliwościami. Znajdują się tam martwe lub półżywe dusze wszystkiego, co nas otacza. Stoją tam takie same budynki, takie same krzesła i lustra, wyglądają jednak inaczej, bo to nie są te same przedmioty, tylko ich widma. Ich Ka, Ich odbicia w krainie Półsnu.”

 

W krainie Pomiędzy bohater odgrywa rolę Charona, albo jak sam siebie nazywa „psychopompa”, to znaczy pomaga duszom, które utknęły w tym miejscu po śmierci, przejść na drugą stronę, do światła. Choć sam nie ma pojęcia o tym, co jest dalej. Korzystając ze swoich niezwykłych umiejętności stara się też rozwiązać zagadkę morderstwa swojego przyjaciela – mnicha i dziwnych zdarzeń w jego klasztorze. Jednocześnie pracuje zawodowo na uniwersytecie, jest doktorem etnologii. Prowadzi wykłady na temat kultury Celtów (o legendach, przypowieściach, rytuałach i demonologii). Napisał też książkę o wierzeniach mieszkańców Syberii, Oceanii i Ameryki. Oba kręgi zainteresowań, zawodowy i prywatny wyraźnie się ze sobą łączą. Bohater może w praktyce sprawdzić różne podania ludowe o duchach i praktyki medytacyjne. I robi to, ryzykując własnym życiem. Jego historia jest zdecydowanie przerażająca, pełna demonów i trupów, wywołuje w czytelniku strach. Dla mnie jest zbyt mroczna i pozbawiona, w przeciwieństwie do opowiadań, drugiego dna.

Doceniam język autora, tak dobry, że nie mogę się powstrzymać przed cytowaniem dłuższych fragmentów, doceniam wyobraźnię, która stworzyła bardzo konkretną krainę rządzącą się swoimi prawami. Nie odkryłam jednak sensu tej opowieści. Jedyne przypuszczenie związane jest z popularną anegdotą o tonącym człowieku, który odmawia pomocy ludzi, wierząc w pomoc Boga. Bohater podziela zdanie będące jej morałem, że radzić musimy sobie sami, bo „Bóg pomaga tylko tym, którzy sami sobie pomagają, ale nie wychodzi z cienia. Zapewne po to, by wiara nie stała się wiedzą”. Przyjmując taką interpretację, można by zaliczyć powieść Grzędowicza do „historii alternatywnych” będących ilustracjami, tego, co po śmierci.

„Popiół i kurz” nie zniechęcił mnie do poznania kolejnych utworów tego pisarza. Może będą mniej mroczne i bardziej wieloznaczne. A na pewno oryginalnie napisane.

Ocena: 4+/6

 

 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy
Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 329
Rok wydania: 2006
Cena: 28,99 PLN
Ocena recenzenta: 7+/10

 

Grzędowicz miewa spektakularne wzloty („Pan lodowego ogrodu”), jak i spektakularne upadki („Księga jesiennych demonów”). Po tym tytule nie spodziewałem się niczego nadzwyczajnego, jednak miło wiedzieć, że polscy autorzy nadal potrafią pozytywnie zaskoczyć. Może „Opowieści…” daleko do miana idealnej, ale jako lekka lektura sprawdza się idealnie!

Główny bohater jest odzwierciedleniem mitycznego Charona. Krótko mówiąc, przeprawia zagubione dusze za symbolicznego obola na drugą stronę. Praca ta jednak wcale łatwa nie jest. Świat Pomiędzy jest mroczniejszym odbiciem naszej rzeczywistości. Wypełniony energią Ka skrywa w sobie tajemnice i niebezpieczeństwa.

Prolog jest jednocześnie opowiadaniem pt. „Obol dla Lilith”. Nie jest on może specjalnie długi, ale wystarczająco dobrze wprowadza nas w realia świata Pomiędzy. Główną siłą napędową powieści nadal pozostaje jednak śmierć Marcina, wieloletniego (i jedynego) przyjaciela wykładowcy (stworzonego na wzór samego autora, nie wspomnianego z imienia). Problem jest jednak taki, że gdy ta siła napędowa zrobi swoje, przez naprawdę długo zostaje zapomniana, dopiero pod koniec przypominając czytelnikowi o kimś takim, kto nazywał się Marcinem. I przez większość czasu tak naprawdę nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Jakaś Księga, o której zbyt wiele nie wiadomo i walka o przetrwanie w Pomiędzy. Nie ukrywam, że jest tu dość sporo chaosu.

Jakość wydania książki jest na poziomie starej, dobrej Fabryki (bez tego tałatajstwa, które obecnie wydają). Okładka idealnie wpasowuje się w klimaty powieści, podobnie jak niezwykle klimatyczne ilustracje, oddające okropieństwa świata równoległego. Tytuł polecam jak najbardziej, z zastrzeżeniem, że do dzieła wybitnego mu daleko, ale nie można też nazwać czymś złym.

sobota, 28 kwietnia 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka