Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Kosik Rafał, Mars

Autor recenzji: Felicja79 [cowartoprzeczytac.blox.pl]

 

Jeżeli chodzi o fantastykę, to mamy w Polsce naprawdę świetnych pisarzy: Ewę Białołęcką, Annę Kańtoch, Jarosława Grzędowicza (to oczywiście tylko trójka ostatnio przeze mnie odkrytych, za najgenialniejszego w tym gatunku uznaję Andrzeja Sapkowskiego). Do tego wyjątkowego grona zaliczam też kolejnego pisarza odkrytego dzięki Nagrodzie im. Janusza A. Zajdla - Rafała Kosika, który pisze utwory science-fiction.           

Jestem naprawdę pod wrażeniem jego pierwszej powieści – Mars, wydanej w 2003 roku. Wyróżnia się ona: dobrze przemyślaną fabułą, wspaniale wykreowanym światem na obcej planecie i filozoficznymi pytaniami, które w sobie zawiera i które właściwie są jednym z jej głównych wątków (pytania, do czego służy polityka, co to jest świadomość, czym jest wolność, ogólniejsze o sens życia i wiele innych). Mogłabym jedynie zarzucić pisarzowi niedostateczne zarysowanie bohaterów od strony psychologicznej. Wydają mi się oni dość „jednowymiarowi”. Kilka cech, kilka uczuć i nic się w nich nie zmienia. Może dlatego autor w połowie akcji wymienia głównych bohaterów? To też trochę mnie zdziwiło i raczej się wcześniej z czymś takim nie spotkałam. Właściwie wydaje mi się, że można by mówić, że Mars to dwie powieści w jednym tomie z prologiem. Dla czytelnika nawet lepiej, że nie musi czekać na drugą część, ani podwójnie płacić. Niestety druga połowa powieści jest gorsza i podobała mi się zdecydowanie mniej, choć jednocześnie doskonale uzupełnia pierwszą, kontynuuje wątki i je wyjaśnia, do tego jest w niej przedstawiony zupełnie inny świat, będący wręcz przeciwieństwem tego wykreowanego na początku.

Trochę to złożone, więc może zacznę od początku. W prologu obserwujemy jedną z baz na Marsie, w której przygotowuje się teren pod zasiedlenie w przyszłości przez ludzi. Mechanicy i technicy trudnią się budową specjalnych wież, które mają umożliwić produkcję tlenu na planecie i rozwój flory i fauny. Jest rok 2040 – czerwona planeta nie nadaje się jeszcze do zamieszkania.

Trzysta lat później, a dokładnie w 2305 rozpoczyna się akcja powieści. Głównym bohaterem jest Allen Ryan, który decyduje się przeprowadzić na Marsa z braku perspektyw dla siebie na Ziemi:

 

„Coraz mniej ludzi emigrowało na Marsa. Allen wiedział o tym, ale właśnie w tym upatrywał swojej szansy. Miał dwadzieścia lat i cały majątek zakodowany w mikrochipie jedyne karty kredytowej. Już samo posiadanie karty kredytowej świadczyło o jego niskiej pozycji społecznej. Rodziców nie znał, dalsze rodziny też nie. Był sam, a rachunek ekonomiczny ostatnich trzech lat nie wyglądał najlepiej. Oszczędności kurczyły się niezależnie od tego, jakiej pracy się podejmował. życie w mieście było zbyt drogie. Allen nie mógł zrozumieć,  w jaki sposób ludzie, z którymi pracował, potrafili utrzymać siebie i rodzinę. Jeśli nie chciał wylądować w tekturowym domku pod mostem, miał do wyboru kilka rozwiązań, a Mars był prawdopodobnie najlepszą z nich.”

 

Jednak życie na obcej planecie pełne jest niespodzianek. Zamiast pokazywanych w folderach reklamowych: bujnej roślinności i jeziora – staw w małym parku, do tego wysoka temperatura, wstrętne jedzenie, wszechobecny piach i jakby tego było mało – podział na biednych i bogatych. Szybko też okazuje się, że planecie grozi zagłada, a uratować ją może jedynie nielegalny plan jednego z senatorów. Allen razem z poznaną w Biurze emigracyjnym urzędniczką – Doris zostają wplatani w wielką polityczną aferę, ryzykując życiem i nie znając wszystkich faktów. Ta umownie przeze mnie nazwana „pierwszą” część książki ma ok. 215 stron. Jak na powieść wystarczy prawda? (Szczególnie, że marginesy są dość wąskie, co utrudnia czytanie).

Na 237 stronie rozpoczyna się „druga cześć” opowieści, licząca ok. 186 stron. Akcja przenosi się znowu w czasie, tym razem o 35 lat, jest rok 2340, a głównym bohaterem zostaje Jared Grant, którego Allen poznał kiedyś jako chłopca podczas podróży na Marsa. Jared już jako dorosły mężczyzna jest poszukiwaczem wody, czyli wykonuje zawód bardzo ceniony na Marsie. Czerwona planeta przez czas jego dorastania bardzo się zmieniła. Nastąpiła prawdziwa rewolucja informatyczna, ludzie noszą wszczepione w głowach minikomputery – specjalne ”komplanty”, które są wstanie tworzyć doskonale światy wirtualne, iluzje indywidualne i zbiorowe:

 

„Komplant sterował ciałem precyzyjniej niż mózg.

Kwitł zatem przemysł rozrywkowy pozwalający zabić czas pracy i odpoczynku. Skoro komplant zastąpił inne towarzyszące człowiekowi gadżety, cała para poszła w oprogramowanie.

Muzykę przekazywano wprost do ośrodka słuchu, obraz do ośrodka wzroku. Dawno zniknęły materialne nośniki danych. Odłączenie się od ciała eliminowało nawet mimowolne ruchy gałek ocznych i skurcze mięśni twarzy. Istniało jednak wiele zawodów, w których multitasking układu komplant-mózg nie pozwalał na jednoczesną pracę i zabawę. Świadomość trzeba było więc czasowo włączać.

Dla użytkowników zysk i tak przewyższał starty. Po pracy szara klita mogła się stać ekskluzywnym apartamentem. Każdego dnia innym. Brzydka żona dostarczała uciech jak rasowa dziwka. Skala wrażeń dotykowych, zapachowych i smakowych była dłuższa od jej niebiańskich nóg. Tym bardziej, że małżeństwa stawały się coraz rzadsze. Brak żony nie stanowił zresztą problemu. Komplanty nie tylko udoskonalały. Generowały, co trzeba.”

 

Przerażający świat, od którego Jared ucieka na pustynię. Też bym uciekła. Wizja ta jest dlatego taka straszna, bo wydaje się całkowicie prawdopodobna. I chyba przez nią ta druga część jest gorsza. Opowiada o świecie, w którym nikt nie chciałby żyć, ale do którego ciągły rozwój technologii zdaje się zmierzać. Poza tym w tej części Jared wraz z dziennikarką – Valerie Pinard próbuje rozwiązać kolejne marsjańskie tajemnice, które już nie są tak wciągające, a dotyczą starożytnych ruin odkrytych na pustyni. Za to rozwiązanie zagadki jest bardzo satysfakcjonujące, wszystkie puzzle układają się w jedną całość. Brawa dla autora za ostatni pomysł i wszystkie wcześniejsze. Tylko bohaterowie znowu tacy płascy, że po przeczytaniu zapomina się nawet ich imiona. Dodatkowo brakuje między nimi prawdziwych uczuć, co może w takim odczłowieczonym świecie nie powinno dziwić.

Po Marsie sięgnęłam od razu po kolejną powieść Rafała Kosika – Vertical (niedługo o niej napiszę) i mam zamiar przeczytać wszystko inne, co ten pisarz napisał (Kameleon wydany w 2008) i jeszcze napisze. Wypożyczę też jego powieści pisane dla dzieci z cyklu Felix, Net i Nika, ciekawa jestem, czy bardzo się różnią stylem i poziomem literackim.

Ocena: 5/6

 

 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Mars
Autor: Rafał Kosik
Wydawnictwo: Powergraph
Ilość stron: 422
Rok wydania: 2009
Cena: 29,00 PLN
Ocena recenzenta: 7/10

 

Ludzkość już od jakiegoś czasu marzy o kolonizacji Czerwonej Planety. To otworzyłoby nam wiele nowych możliwości, jak i pozwoliło odciążyć Ziemię. Wszyscy czynili śmiałe plany względem tej najbardziej prawdopodobnej w naszym układzie słonecznym planety do kolonizacji. Jak się jednak okazało, prognozy nie sprawdziły się, a Mars nadal w większości pozostał ogromną pustynią.

„Mars” to właściwie dwie oddzielne powieści, połączone w niewielkim stopniu bohaterami i miejscem akcji. Druga powieść rozgrywa się w czasach, gdy planeta poddała się dużo bardziej zaawansowanej komercjalizacji, podczas gdy bohaterowie pierwszej borykali się z problemem burz piaskowych, upału i bardzo wysokich cen żywności. Jeśli dodamy do tego (jakżeby inaczej...) ślady obcej cywilizacji, otrzymujemy literacką „Pamięć absolutną”, która niewiele różni się od pierwowzoru z Arnoldem w roli głównej.

Nie ukrywam, że oczekiwałem niezłego science fiction. Oczywiście w ramach rozsądku – nie wymagam od Rafała Kosika poziomu Stanisława Lema, ale uważam, że wątek futurystyczny można było zrealizować odważniej. Bo w sumie otrzymaliśmy dzisiejszą technologię z wieloma modyfikacjami, zaś największym wyznacznikiem zmian są statki kosmiczne. Które pojawiają się w książce prawie przez przypadek, najczęściej w którymś z kolejnych dialogów.

Niestety, autor znacznie rozepchał książkę masą niepotrzebnych informacji i sporą ilością wątków, których nie zakończył lub nie wyjaśnił czytelnikowi. Szkoda, że kilka historii pozostaje wielkimi niewiadomymi i czytelnik musi obejść się smakiem. Owszem, wszechobecne tajemnice równoważą te wady, ale to chyba jednak za mało, by wybaczyć takie niedbalstwo.

Jakość wydania książki jest niestety dość marna. Być może przez pośpiech, goniące terminy, być może z innych względów. W każdym razie w tekście znajdziemy wiele literówek, a i dość małe marginesy znacząco przeszkadzają w lekturze.

Nie ukrywam, że oczekiwałem dość mocnego science-fiction, które rzuciłoby mnie na kolana swoim klimatem i złożonością. Zamiast tego w „Marsie” autor skoncentrował się na raczej miernym odwzorowaniu marsjańskiej kolonii ze wszystkimi zaletami i wadami życia na obcej planecie. Niestety, momentami miałem wrażenie, że czytam dzieje rodem z ziemskiego miasta zbudowanego pośrodku pustyni. Na pewno nie jest to książka zła, ale gdyby mocniej zarysować tutaj wpływ technologii na życie człowieka, książkę czytałoby się dużo ciekawiej.

sobota, 28 kwietnia 2012, felicja79
Tagi: Kosik Rafał

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka