Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Kosik Rafał, Vertical

Autor: Felicja79 [cowartoprzeczytac.blox.pl]

 

Po poezji wracam do SF i świetnego pisarza Rafała Kosika. Co będzie dalej nie mam pojęcia, bo ostatnio trafiam na same kiepskie książki.

Początkowo wydawało mi się, że Verticalu również nie przeczytam, pierwsze sto stron było raczej nudne, a przy książce trzymała mnie jedynie pamięć o wcześniejszym, rewelacyjnym Marsie. Kilka dni zajęło mi uporanie się z początkiem i „zmuszenie” się do czytania dalej. I nagle, oczywiście kiedy już było bardzo późno, powieść zrobiła się tak ciekawa, że nie mogłam się od niej oderwać, dopóki nie przeczytałam ostatniej strony (a to już było w środku nocy).

Vertical opowiada o przedziwnym świecie, w którym ludzie mieszkają w stalowych miastach, które powoli wznoszą się na linach w górę, ku nieznanemu celowi. Ze względu na warunki społeczności miejskie są niewielkie (około 100 osób) i wszyscy muszą pracować dla wspólnego dobra. Np. łapać spadające z nieba przedmioty, uprawiać rośliny, dbać o mechanizmy poruszające osadę itd. Główny bohater zajmuje się reperowaniem sieci. Ma na imię Murk, jest jeszcze chłopcem i zastanawia się, czy z jego światem wszystko jest w porządku. Wydaje mu się, że „niebo” nie jest naturalnym środowiskiem życia ludzi i że kiedyś musiało być inaczej. Niestety nikt nie pamięta, co było dawniej i niewiele osób jest tym zainteresowanych.

Fabuła jak ze snu i podobno właśnie w ten sposób powstała – przyśniła się autorowi. Pomysł wyjściowy nałożył jednak na niego pewne ograniczenia. Mała liczba bohaterów, jedno miejsce. Portrety psychologiczne postaci zdecydowanie nie są specjalnością Kosika, więc mimo kilku opisanych wydarzeń (samobójcza śmierć jednego z mieszkańców, „wymiana handlowa” między miastami, tajemnicza zaraza, młodzieńcze zauroczenie) akcji nie można uznać za wciągającą. Mało przejmujemy się losami postaci, których prawie nie znamy. Do tego narracja jest pierwszoosobowa, co jeszcze bardziej spowalnia przebieg zdarzeń. I kiedy już wydaje się, że cała powieść będzie taka nieciekawa, autor zastosował zabieg radykalny – zmienił bohaterów i miejsce akcji na zupełnie nowe. I całe szczęście. Od momentu, kiedy główną postacią zostaje Jonathan, badacz niebieski śledzący „windowce” (miasta-windy wspinające się do góry po linach), zaczyna się w tej powieści coś dziać. Narrator trzecioosobowy świetnie radzi sobie z opisem jego przygód i stopniowaniem napięcia. Jest tajemnica, projekt odważnej wyprawy, mającej ją rozwiązać. Bowiem w świecie Jonathana też coś nie jest tak, jak powinno być. Górnicy w kopalni odkrywają, że pod skalami zamiast kolejnej warstwy złóż znajduje się… niebo. Jak to możliwe? I do czego służą wszechobecne liny? Wspinają się po nich „windowce”, ale po co? Tak opisuje tę sytuację astrofizyk Semiutys:

 

„- Zapewniam cię, że jesteśmy fragmentem o wiele bardziej złożonego i niezrozumiałego świata. Sprawdzałeś kiedyś ciśnienie powietrza tam, w górze? Może zastanawiałeś się dlaczego liny w dalszej perspektywie nie zasłaniają gwiazd, słońca… Jeśli tak, to wiesz, co mam na myśli. Przeczytałem połowę znanych ksiąg, a na pewno wszystkie księgi z zakresu nauk, którymi się zajmuje. Sam też kilka napisałem. Przeprowadziłem wiele eksperymentów, uczestniczyłem w wielu dyskusjach naukowych. Bez fałszywej skromności mogę stwierdzić, że wiem o naszym świecie bardzo dużo. Z całej tej mojej wiedzy wychodzi mi, że nasz świat nie wygląda tak, jak powinien. A od kilkunastu dni… wygląda jeszcze gorzej. Wyobraź sobie, że budzisz się rano, patrzysz w lustro i widzisz rogi na swojej głowie. Zdziwiłbyś się, prawda? – Zdezorientowany Jonathan szczerze przytaknął. – Ale gdybyś te rogi miał od dziecka i gdyby mieli je wszyscy inni, przestałbyś zwracać na nie uwagę. Liny to takie rogi. Nie powinno ich tam być – wskazał okno – my się tylko do nich przyzwyczailiśmy.”

 
Czy my również w naszym życiu przyzwyczailiśmy się do czegoś i dlatego uważamy to za oczywiste? Czy nasza Ziemia też może się kiedyś zmienić tak, jak ta z powieści?

Kosikowi udało się połączyć dwa zupełnie różne, niesamowite światy, a później kolejne i kolejne. Czułam się jakbym czytała przygody Dorotki z książki Czarnoksiężnik z Krainy Oz. Nie mogłam się doczekać, żeby się dowiedzieć, co będzie dalej. Wyobraźnia autora okazała się ogromna. Zagadki mnożyły się, odpowiedzi przywoływały tylko kolejne pytania. I tak aż do ostatnich stron. Zakończenie okazało się dość tajemnicze i bardzo zaskakujące, ale tego nie będę zdradzała.

Teraz po prostu muszę, naprawdę muszę, przeczytać kolejną powieść Kosika Kameleon z 2008 roku, która podobno jest najlepsza ze wszystkich. Dostrzegam już pewne charakterystyczne cechy stylu tego autora: oryginalne światy, dwie grupy bohaterów (zmiana perspektywy i warunków), zagadki, niemożność poznania ostatecznych odpowiedzi, za to stawianie intrygujących pytań. Taka literatura bardzo mi się podoba.

Ocena: 5/6

 

sobota, 28 kwietnia 2012, felicja79
Tagi: Kosik Rafał

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka