Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Spotkanie z Andrzejem Pilipiukiem

 Andrzej Pilipiuk

Andrzej Pilipiuk / fot. Felicja

 

Ostatnio przeczytałam tyle książek Andrzeja Pilipiuka (i wciąż jeszcze czytam), że aż dziwne, że jeszcze nie mam dość. Ale to fakt, naprawdę nie mam dość, co więcej bardzo lubię książki tego pisarza (choć nie wszystkie tak samo, o czym niedługo przeczytacie na blogu). Z radością poszłam więc w sobotę (10 marca 2012) na spotkanie autorskie organizowane przez nowo powstałą Bibliotekę Manhattan w Gdańsku.

Na początek jednak powinnam ponarzekać na organizatorów spotkania, choć to już niczego nie zmieni. Jednak wspomnę tu o małej ilości krzeseł (większość fanów stała, a przyszło naprawdę bardzo wiele osób, w tym dużo młodzieży), braku powietrza (duszno było niemożliwie, aż dziw, że nikt nie zemdlał) i najgorszym – zamieszaniu, które robiły małe dzieci bawiące się na placu zabaw tuż obok sceny. Naprawdę organizatorzy nie spodziewali się takich tłumów? Wiedząc jaką popularnością wśród miłośników fantastyki cieszy się Pilipiuk i że bardzo trudno go było namówić na przyjazd do Gdańska? I tak ciężko było przynieść dodatkowe krzesła z czytelni i pobliskich bibliotecznych stolików? Nie mówiąc o wyproszeniu dzieci w inny kąt biblioteki?

To wszystko jednak pewnie Was nie interesuje, a ja długo jeszcze mogłabym pisać o swoich wrażeniach na temat nowo otwartej, najnowocześniejszej na Pomorzu „mediateki”. Więc szybko przechodzę do głównego tematu – czyli samego spotkania z autorem. Było rewelacyjne i naprawdę warto było pójść! Jeżeli kiedyś będziecie mieli okazję, nie wahajcie się, Andrzej Pilipiuk jest świetnym gawędziarzem, opowiada niesamowicie zabawne anegdoty, odgrywa scenki ze swojego życia, cytuje dialogi z książek, zdradza tajemnice niewydanych jeszcze opowiadań i powieści. Żałuje tylko jednego, że mogłam go słuchać tak krótko. Dziesięć pytań prowadzącego, dziennikarza „Gazety Wyborczej”, Przemka Guldy (któremu dwa razy trochę się dostało od pisarza za miejsce pracy) i 12 pytań czytelników, owacja na stojąco, potem rozdawanie autografów, i koniec.

Pierwsze pytanie dotyczyło braku czasu na promowanie książek i przyjazd do Gdańska wcześniej. Pisarz tłumaczył się obowiązkami rodzinnymi (żartował, że pracował nad powiększeniem rodziny), odległością (wyprawa z Krakowa do Gdańska zajmuje mu 2 dni), ale jednak uległ presji: „Męczyli, męczyli, to trzeba było przyjechać”. Drugie pytanie tyczyło już literatury, a dokładniej ilości napisanych książek i szalonego tempa pisania. Pilipiuk znowu odpowiedział żartem, że najpierw sprawdza stan konta, a potem bierze się do pisania. Bardziej na poważnie tłumaczył, że „Ile się włoży, tyle się wyjmie” i że „Trzeba swoje zrobić”. Dodał też, że z tym jego tempem pisania, to trochę mit, który on stara się podtrzymywać, jak może. A tak naprawdę, to wychodzi mu średnio jakieś 3 strony dziennie, raz napisze 10-15 stron, a czasami tylko szlifuje napisany tekst.  Opowiadał też, w jaki sposób pisze, jak siada i gdzie, nawet pokazywał, którymi palcami stuka w klawiaturę.

Następne pytanie: „Który rodzaj pisania sprawia największą satysfakcję?”. Odpowiedź: „Wolę ambitne książki, ale czytelnicy wolą Wędrowycza”. Obawiając się trochę własnej szczerości, przeliczał książki na pieniądze: „Za Wędrowycza kupuję mieszkanie, a za resztę meble i inne rzeczy”.
Przy pytaniu o ekranizacje powieści i opowiadań zabłysnął kolejnym żartem (odnośnie tego, że plany pokrzyżował mu Rywin, który przyszedł do Michnika, ale nie będzie opowiadał, co było dalej ze względu na to, że prowadzący jest dziennikarzem „Gazety Wyborczej”). Opowiedział też anegdotę o scenariuszu, który odesłał do autorki z adnotacją, że „takie potraktowanie tematu wyleczyłoby twórców Wiedźmina z reszty kompleksów”.

Potem nastąpiły mniej ciekawe pytania o emeryturę i e-booki. Pisarz emeryturę wyobraża sobie w ten sposób, że nadal będzie pisał, ale już tylko to, co chce, a nie po to, żeby zarobić na chleb. Tutaj znowu pojawiły się aluzje polityczne do podniesienia przez premiera podatku VAT na książki. Chociaż ponownie pisarz zaznaczył, że powstrzyma się ze wznoszeniem okrzyków przeciwko Unii Europejskiej ze względu na osobę prowadzącego. Publiczność jednak była wyraźnie po stronie autora, jego uwagi spotykały się z życzliwymi reakcjami.
E-booki według Pilipiuka zastąpią cześć rynku za kilka lat (ok. 10), jeżeli stanieją czytniki lub jeżeli wzrosną nasze pensje. Tu także skrytykował VAT tym razem od e-booków, które na razie nie są konkurencyjne wobec książek. Zdradził, że elektroniczne książki stanowią ok. 3-5% jego dochodów.

Szczególnie interesujące było pytanie o niechęć Pilipiuka do fantasy. Dowiedziałam się, że ta odmiana fantastyki go „nie kręci, nie wchodzi mu”. W młodości czytał Conany i były „fajne”. Sapkowskiego nie  lubi, Tolkiena też nie. Tłumaczył to „defektem mózgu”, „Ja nie muszę, nie odczuwam potrzeby”. Opowiadał, że żona go zmusiła do obejrzenia „Gry o tron”, ale po książkę nie miał ochoty sięgnąć. „Jestem inny” – podsumował.
Ciekawe było również pytanie o ulubiony gatunek literacki, chociaż tu odpowiedzi można się było domyślić. Zdecydowanie ulubione przez niego są historie alternatywne, podróże w czasie. Pisarz wciąż ma ochotę je pisać, choć zdaje sobie sprawę, ze czytelnicy mogą ich mieć już dość. On jednak chciałby, żeby jego siedmioletnie studiowanie archeologii się chociaż w ten sposób zwróciło (nazwał to „niewyżytymi ambicjami archeologicznymi”). W pisaniu „Wędrowyczy” też czuje się „nieźle”.

Przedostatnie pytanie prowadzącego tyczyło „Pana Samochodzika”. Pilipiuk dokładnie opowiedział, jak doszło do tego, że zaczął pisanie kontynuacji powieści Zbigniewa Nienackiego. W 1995 pisał na plaży „Norweski dziennik”, kiedy zaczepił go Paweł Siedlar, zapytał, co pisze, a potem zaproponował, że zrecenzuje jego opowiadania. Tak mu się spodobały, że zaniósł je do redakcji Fenixa, a oni wydrukowali. Później okazało się, że wydawnictwo poszukuje kogoś, kto napisałby kontynuację „Pana Samochodzika”. Pilipiuk napisał opowiadanie, wysłał i oddzwonili. W sumie napisał 19 części, które nazwał „symbolem swojej ówczesnej nędzy i zapału do pracy”. Dzięki nim nauczył się żonglować objętością i mrówczej pracy, miał też czas na pisanie „Wędrowyczy” i innych dzieł.

A nad czym obecnie pracuje Andrzej Pilipiuk? Wymienił aż 6 projektów: tom opowiadań bez Wędrowycza (ma napisane już 200 stron, za miesiąc powinien być gotowy), kontynuacja „Wampira z M–3” – „Martwym okiem” (trochę o zombiakach, wampirach wegetarianach i ubecji, o różnicach mentalności i tradycji między polskimi i amerykańskimi wampirami), tom opowiadań z Wędrowyczem (główne opowiadanie” Juliusza Verne'a odwiedza kapitan Nemo, a Wędrowycz jest ostatnim strażnikiem Nautilusa), coś ściśle tajnego (ale pisarz nie zdradził co), komiks o krasnoludach (ma być skończony do marca), kontynuacja „Oka Jelenia” (tu dodał żartem: „150 cm bieżących półki muszę doczytać, a potem dać posłowie, żeby ludzie docenili”).

Pytań od czytelników nie będę streszczała wszystkich (chyba że komuś bardzo zależy, to mogę je rozwinąć w komentarzach). Wymienię tylko pokrótce, że pytano o opisy Gdańska w „Oku Jelenia”, popularyzację Wojsławic, politykę, piwo „Perła”, „13 prac Jakuba Wędrowycza”, kota i łasicę z światów alternatywnych, wątek Wędrowycza w „Wampirze z M-3”, proponowano napisanie antyutopii w stylu „Roku 1984” i kontynuacji wątku neandertalczyków z Dębinki.

Dwa pytania fanów zasługują jednak na szersze omówienie. Pierwsze o pierwowzór Wędrowycza. Okazało się, że nie ma jednego pierwowzoru, ale pisarz napatrzył się w Wojsławicach na swojego dziadka i jego kolegów, którzy opijając sukcesy po sprzedaży towarów na targu, opowiadali  o swojej przeszłości z czasów partyzantki (mniej i bardziej prawdopodobne), przy okazji nasiąkł „dziwnym” klimatem. Po raz pierwszy Jakub pojawia się w 3. tomie „Norweskiego dziennika” jako postać „trzecioplanowa”, dziadek kolegi głównego bohatera (pogłębienie postaci: kontakty z dziadkiem zwichnęły wnukowi psychikę). Przy okazji Pilipiuk odpowiedzi na to pytanie nazwał Jakuba „paskudnym dziadygą, którego lepiej mieć po swojej stronie”.

Ostatnie pytanie na spotkaniu okazało się być tym najbardziej zaskakującym, to znaczy odpowiedź na nie mnie zdziwiła. Jaka książka jest kwintesencją stylu Andrzeja Pilipiuka według niego? Otóż „Oko Jelenia”, które nazywa swoim szczytowym osiągnięciem, „przelaniem na papier wszystkiego, co w duszy gra”! Czytałam połowę „Drogi do Nidaros” (pierwszy tom cyklu) i według mnie to najsłabsza książka pisarza. Teraz chyba będę musiała ją dokończyć? Skoro pisarz tak wysoko ją ceni i do tego zamierza kontynuować (wydać 7. tom). Pilipiuk twierdzi, że wrzuca tam dużo swoich zainteresowań (historia), przemyśleń politycznych (Janusz Korwin-Mikke premierem), filozofii życiowej (bohaterowie zachowują się tak, jak ja bym się zachował: dialog z diabłem-stróżem, cyniczni, starają się zachowywać przyzwoicie, ale nie zawsze im wychodzi).



Autor: Felicja79 [cowartoprzeczytac.blox.pl]

 

niedziela, 29 kwietnia 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka