Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Bacigalupi Paolo, Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć

Autor: Jareckr [jareckr.blox.pl]

 

Rozpoczynając lekturę książki Paolo Bacigalupiego, wydanej przez MAG-a w formie „dwa w jednym”, trudno nie mieć wysokich oczekiwań – zawarta w niej powieść „Nakręcana dziewczyna”zgarnęła wszystkie najważniejsze nagrody fantastyczne za rok 2010. Zbiór krótkich form, czyli pierwsza część tego pokaźnego tomu, również należy do utytułowanych (m. in. podwójna nagroda Locusa w 2008 roku). Grzechem byłoby niezapoznanie się z twórczością, której w dodatku przypisano etykietkę „fantastyki ekologicznej”, co – jak się okazuje – jest sporym uproszczeniem. Tyle tytułem wstępu, którego nie ma sensu przedłużać, bo fani sf albo pozycję już przeczytali, albo przynajmniej doskonale wiedzą o jej istnieniu. Czas przejść do konkretów, czyli smakowitej zawartości.

Na przystawkę lekki wstrząs w postaci „Maleńkich ofiar” – opowiadania o macierzyństwie w bliżej nieokreślonej przyszłości, w której poziom wszelakich zanieczyszczeń i skażeń odbił się bardzo mocno na ludziach. Historia jest krótka, konkretna i zaopatrzona w miażdżącą puentę, a wiele rzeczy dotyczących wykreowanej rzeczywistości czytelnik może sobie dopowiedzieć.

Dalej dostajemy dziesięć niemniej intrygujących tekstów ze zbioru „Pompa numer 6”. Pierwszy z nich – „Kieszeń pełna dharmy” jest zarazem najstarszym, bo opublikowanym w 1999 roku. Akcja rozgrywa się w nowoczesnym i niebezpiecznym chińskim mieście. Młody żebrak wchodzi w posiadanie infokostki – przedmiotu niby niepozornego, ale niezwykle wartościowego. Co takiego zapisano na tym nośniku, że wielu różnych ludzi chce go zdobyć? Poza cyberpunkowym klimatem znajdziemy tu na przykład drugoplanowy pomysł na żywy, luksusowy budynek. Uwagę zwraca poruszenie przez pisarza istotnego tematu, od dziesięcioleci związanego z chińskim państwem.

„Fletka” przenosi nas w region świata, w którym ponownie zapanował system lenny, a najbogatsi są niemal nowoczesnymi feudałami, żądnymi sławy, prestiżu, wiecznej młodości (zapewnianej dzięki zdobyczom medycyny) oraz najbardziej wyszukanych rozrywek. Główna bohaterka, Fletka to niewolnica zmodyfikowana przez szereg skomplikowanych operacji po to, by przez specjalne pokazy uświetniać przyjęcia dla arystokracji. Czy krucha (dosłownie) dziewczynka, własność swojej pani, ma szanse na jakiś bunt? Czyż pragnienie wolności nie jest dla człowieka naturalne?

W „Ludziach piasku i popiołu” znowu mamy do czynienia z niewesołą, nieco szokującą przyszłością. Grupa najemników – modyfikowanych i udoskonalanych tak, że coraz mniejszym  stopniu przypominają współczesnych homo sapiens – przypadkowo odnajduje przedstawiciela dawno zapomnianego gatunku. Stosunek do zwierzęcia (choć nie tylko to) pokazuje, że jeśli pozostały w nich jakieś ludzkie odruchy oraz empatia, to w formie co najwyżej szczątkowej.

O człowieczeństwie chylącym się ku upadkowi i cywilizacji trzymającej się na ostatnich włoskach traktuje opowiadanie tytułowe. Gorzką prawdę o stanie rzeczy powoli odkrywa… pracownik miejskich ścieków. A rzeczywistość przedstawia się nieciekawie – jakość dostępnej wody pitnej woła o pomstę do nieba, w mieście mnożą się trogle – zdegenerowani ludzie, którzy inteligencją oraz zachowaniem przypominają małpoludy. Niestety, nie tylko trogle stanowią namacalny przykład cofnięcia się w rozwoju. Bacigalupi snuje smutną refleksję o konsekwencjach skrajnego zanieczyszczenia środowiska, pisze o życiu sprowadzonym jedynie do podstawowych, fizjologicznych potrzeb i najwyraźniej gorzko się śmieje.

Woda, czy raczej jej silnie odczuwalny deficyt, to motyw przewodni „Łowcy tamaryszków”. W czasach suszy stulecia wielkie miasta zagarniają ją dla siebie, mniejsze podlegają przymusowemu wyludnieniu, czego efektem są straszące pustką, rozległe osiedla. Do kodeksu karnego wprowadzono nawet termin „przestępstwa wodnego”. I tutaj Amerykanin przedstawia ponurą, przejmującą wizję kryzysu, wcale nie gospodarczego, ani też militarnego. Składnik oznaczający życie cenniejszy od złota – prawie apokalipsa, choć w innym wydaniu.

Niemniej przejmujący jest obraz zaprezentowany w „Kaloriarzu”. Wielkie firmy żywnościowe zmonopolizowały międzynarodowy rynek przez wprowadzenie modyfikowanych genetycznie, wysokoenergetycznych, lecz jałowych roślin uprawnych. Zwykłe uprawy, niszczone przez rzesze ciągle mutujących chorób, chwastów oraz przez szkodniki, odeszły w zapomnienie. W obliczu głodu pożywienie, a co za tym idzie kalorie, stanowią niezwykle wartościową walutę. Będąc w posiadaniu odpowiednich patentów i chroniącej prawo własności intelektualnej policji, korporacje wpływają na rządy państw. Brzmi jak czysta, odległa fikcja? Niekoniecznie, wystarczy obejrzeć film o „Monsanto” czy dokument pod tytułem „Food Inc.”.

W „Człowieku z żółtą kartą” autor zabiera nas do stolicy Tajlandii – Bangkoku. Dla pewnego chińskiego uchodźcy, kiedyś świetnie prosperującego przedsiębiorcy, każdy dzień życia w slumsach oznacza walkę o przeżycie. Bieda i brak pracy to nie jedyne zmartwienia ocalałych po pogromie imigrantów. Są nikim, szczególnie dla rządzących na ulicy funkcjonariuszy białych koszul. Po raz drugi pojawia się temat korporacji żywnościowych oraz bioinżynieryjnych plag. Zarówno „Kaloriarz”, jak i „Człowiek” stanowią znakomity wstęp do powieści, szczególnie w tym drugim opowiadaniu Bacigalupi zarysowuje społeczno-kulturowe tło, by później odpowiednio rozszerzyć je w „Nakręcanej dziewczynie”.

„Regulator” niesie ze sobą duży, brutalny ładunek. Przeludnienie skutkuje sytuacją, w której posiadanie dzieci jest zabronionym anachronizmem. Ludzie masowo stosują rodzaj eliksiru młodości i środka antykoncepcyjnego jednocześnie, a nielegalne potomstwo podlega likwidacji. Dlaczego w taki razie niektóre kobiety, świadome ryzyka, odstawiają ów cudowny środek i zachodzą w ciążę? I jak ogromny kontrast widać pomiędzy partnerką bohatera, a pewną ukrywającą córeczkę matką… Mocny, nasuwający sporą porcję skojarzeń i przemyśleń tekst.

Treść innego opowiadania – „Paszo” można zinterpretować w kategoriach zderzenia pokoleń, tradycji z nowoczesnością oraz pragmatyzmem. Rolę doskonałego dopełnienia zbioru odgrywa zaś krótka, kryminalno-psychologiczna historia pod tytułem „Miękki”.

Jak widać, w krótkich formach Bacigalupiego nie ma miejsca na banał – facet doskonale rozumie, czym powinna być poważna fantastyka. Opowiadania zapadają w pamięć, co najmniej kilka z nich kończy się w sposób zaskakujący. Właściwie w każdym kryje się jakieś przesłanie, nie da się tego przeczytać i pozostać obojętnym. Autor porusza szereg aktualnych problemów (zestawienie postępu z istnieniem brudnych dzielnic nędzy, wykluczenie społeczne, pogrom mniejszości zorganizowany przez fanatyków), choć zdecydowany nacisk kładzie na te, które dzisiaj znajdują się na horyzoncie, jak na przykład dominacja GMO, totalna degradacja środowiska czy susze i braki wody. W następnych dekadach problemy te mogą, aczkolwiek wcale nie muszą, stać się palącymi i jednymi z najważniejszych dla ludzkości. Wrażenie niepokoju podczas lektury pogłębia wyraźnie akcentowana dehumanizacja. Pesymistycznie? Owszem, ale jak wspaniale się to czyta – miód!

Nie wiem, czy w tej uczcie wyobraźni par excellence, „Nakręcana dziewczyna” stanowi drugie danie (z racji większej objętości), czy też bardziej deser. I tu Bacigalupi popisuje się całą gamą kapitalnych pomysłów i niewątpliwym talentem literackim.

Losy bohaterów powieści splatają się i nierozerwalnie wiążą z wydarzeniami w Tajlandii – państwie, które – w przeciwieństwie do sąsiadów – oparło się ekspansji gigantów rynku żywnościowego, w dużej mierze za sprawą utalentowanego genhakera, niejakiego Gibbonsa. W kraju, gdzie tradycje i religia nadal odgrywają istotną rolę i gdzie widuje się duchy zmarłych, nieustannie trwa walka o wpływy politycznych sił, skupionych wokół Ministerstwa Handlu oraz Ministerstwa Środowiska. Obie instytucje (a właściwie minister z jednej i generał z drugiej strony) mają rozległe kompetencje. Ministerstwo Środowiska dysponuje zastępami budzących strach, często skorumpowanych, białych koszul. Bezpośrednia konfrontacja wisi w powietrzu. Uczestnikiem rozgrywki są także przedstawiciele potężnych korporacji oraz zagraniczni przedsiębiorcy i osobistości królewskiego dworu.

Gdzieś w Bangkoku żyje dziewczyna o imieniu Emiko. Osoby takie jak ona określa się mianem „nakręcanych”, co oznacza genetyczne zaprogramowanie i zmodyfikowanie w konkretnym celu, z czego z kolei wynika pewien defekt – ruchy „Nowych Ludzi” są bardzo charakterystyczne, jakby szarpane. Emiko, z niejako wbudowanym posłuszeństwem i potrzebą służenia komuś, kiedyś pełniła w Japonii funkcje sekretarki, tłumaczki i kochanki. Niestety, w Tajlandii nakręcanki (pogardliwie trzęsiłapy) czeka tylko kompostownia, czyli utylizacja. Dziewczyna pracuje w burdelu, a o jej istnieniu wie właściciel oraz spragnieni nowych wrażeń bywalcy przybytku. Emiko traktowana jest niemal jak przedmiot, dziwadło wykorzystywane codziennie w sadystycznym porno show, ale nadejdzie dzień, w którym tak pogardzana istota przełamie swoje uwarunkowania.

Obok tytułowej postaci występuje szereg innych, również dobrze skonstruowanych: bezkompromisowy kapitan białych koszul, jego podwładna z wewnętrznym konfliktem lojalności, starszy Chińczyk po życiowej katastrofie, korporacyjny agent czy zachodni biznesmeni, pragnący ugrać coś dla siebie w zmieniającej się sytuacji politycznej. Swego rodzaju szara eminencja (nie jedyna), wspomniany naukowiec-genetyk, choć wiekowy i schorowany, wzbudza pewną trwogę. Gibbons to ktoś więcej niż tylko genialny w swoim zawodzie cynik.

Konsekwentnie budowanym tłem akcji są lepiące się od gorąca ulice Bangkoku, slumsy, rynki, zrujnowane wieżowce, łodzie poruszające się po rzekach czy fabryka „sprężyn” do nagromadzania energii. Co jakiś czas autor sygnalizuje różnice kulturowe i mentalne pomiędzy Tajami, Chińczykami, Japończykami, czy wreszcie białymi cudzoziemcami. A że opisy opiera nie na wiedzy książkowej, tylko na prywatnych doświadczeniach wyniesionych z azjatyckich podróży – tym lepiej to o nim świadczy. Ukłonem w kierunku Lewisa Carrolla, czyli (wszech)obecnością sztucznie stworzonych, świetnie przystosowujących się kotów Cheshire (te całkowicie wyparły kota domowego) oraz odniesieniem m.in. do „Blade Runnera” Bacigalupi dodatkowo książkę uatrakcyjnia. Trzeba przyznać, że tam gdzie trzeba potrafi też nadać scenom odpowiedni dynamizm, ponadto wzbudza żywą ciekawość – jak zakończy się pędzący coraz szybciej ciąg zdarzeń?

Na ostatnich stronach, gdy już myślimy, że po małej wojnie domowej, nic szczególnego nas nie czeka, autor znów zaskakuje. Dalej już „tylko” epilog – rozmowa Gibbonsa z Emiko, przyginająca czytelnika do ziemi; czyżby Nowy Człowiek miał zrzucić z piedestału homo sapiens?

Zaiste, powiadam Wam (tym, którzy jeszcze nie czytali): opowiadania plus powieść to rzecz świetna, rarytas, palce lizać! Bacigalupi powinien stać się wzorem dla debiutujących pisarzy gatunkowych, a przynajmniej tych, którzy mają ambicje tworzenia czegoś więcej niż tylko pozbawione jakiejkolwiek głębi, rzemieślniczo dobre opowiastki. Ci bardziej doświadczeni, nawet z solidnym dorobkiem, najwyraźniej przyjęli już do wiadomości fakt, że Bacigalupi to gracz pierwszoligowy.

I tylko entuzjaści hard sf trochę narzekają…



Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć
Autor: Paolo Bacigalupi
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 707
Rok wydania: 2011
Cena: 55,00 PLN
Ocena recenzenta: 9+/10
„Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć” to potrójny debiut autora w Polsce – jego pierwsza książka, pierwsza powieść i pierwszy zbiór opowiadań w jednym. Paolo Bacigalupi jest jednym z niewielu autorów, którzy swą twórczość w głównej mierze opierają na biologii i genetyce. Jakie są tego efekty? O tym poniżej.

 

Pierwszą część książki stanowią wcześniej wspomniane opowiadania, których jest całkiem sporo, bo aż dziesięć (w tym jedna mikro-powieść). Nie są one przesadnie długie, ale działa to tylko na korzyść autora. Wszystkie teksty są tu bardzo treściwe pomimo swoich niewielkich rozmiarów, a czytelnik niejednokrotnie łapie się na tym, że chciałby przeczytać ich więcej. Zarazem jedyną wspólną cechą, jaka łączy wszystkie wspomniane opowiadania, to właśnie głęboko zakorzeniona biologia i genetyka, która stanowi nie tyle dodatek do tekstów, co ich podłoże. Wizja Bacigalupiego robi wrażenie, jednak zdecydowanie ponad wszystkie opowiadania wybijają się „Ludzie piasku i popiołu”. Opowieść o całkowicie zdegradowanym świecie w niedalekiej przyszłości, gdzie żywy pies jest nie tyle rzadkością, co przeoczeniem ewolucji, potrafi dać do myślenia. I taka właśnie jest cała książka – mroczna, ponura i stawiająca ludzkie cechy gdzieś z boku, nierzadko pozwalając przedstawicielom naszego gatunku na barbarzyńskie (w naszych oczach) modyfikacje własnych organizmów i dość niecodziennie zachowania.
Pewnym przeciwieństwem do opowiadań jest powieść „Nakręcana dziewczyna”. Ma ona wprawdzie kilka wspólnych elementów z niektórymi opowiadaniami (nawiązania fabularne), jednak nie ma ich przesadnie wiele. Niestety powieść jest zdecydowanie zbyt długa, a autor niekiedy naprawdę zaczyna lać wodę, jakby sam nie wiedział, o czym chce napisać. Czytelnik wyraźnie widzi, że obraca się on nadal wokół tajemniczej tytułowej Nakręcanej dziewczyny, jednak w pewnym momencie po prostu na kartkach książki dzieje się zbyt mało, co jest dużą wadą po świetnych i dynamicznych opowiadaniach. Zapewne gdyby najpierw przeczytać powieść, a dopiero później opowiadania, to odczucia czytelnika mogłyby być zgoła odmienne.
Postacie Bacigalupi'ego są zwykłymi ludźmi – nie zgrywają bohaterów, a starają się tylko przeżyć w tym dość nieprzyjaznym świecie, gdzie śmierć może przyjść z najmniej oczekiwanej strony. Jednocześnie każdy z nich stanowi niepowtarzalny przykład, jak bardzo zróżnicowany jest świat książki – nawet zwykły żebrak znacząco wyróżnia się z tłumu i na swój sposób jest po prostu nie do podrobienia. Tego właśnie nie można odmówić autorowi – zarówno tło wydarzeń, które opowiada, jak i bohaterzy, nawet ci drugoplanowi stanowią bardzo wyraźny element, w jaki można się podczas lektury najzwyczajniej zagłębić.
„Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć” to zdecydowanie nie książka dla każdego – lektura nie należy do łatwych i zdecydowanie wymaga myślenia, nie zaś automatycznego przewracania kolejnych kartek. Mimo to miłośnicy złożonej prozy, która nie składa się z samych literek, lecz z (prawie) żyjącego świata i żywych istot, będą zadowoleni. Mamy do czynienia zarówno z niebanalną tematyką, jak i niecodziennym opakowaniem – niewielu autorów podejmuje decyzję, by to na genetyce i biologii tworzyć bazę swoich tekstów. Bacigalupiemu udało się to bardzo dobrze. Zdecydowanie polecam!



czwartek, 03 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka