Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Belitz Bettina, Pożeracz snów

Autor: Jenny [oczami-jenny.blogspot.com]

 

Do czasu przeprowadzki z Kolonii do Kaulenfeld, największym problemem Elisabeth Sturm było to czy na sobotnią imprezę kupić sukienkę niebieską czy różową. Z chwilą, gdy Ellie przekroczyła próg nowego domu, poczuła, że poprzednie życie było jedynie wspaniałym snem, który w końcu musiał się skończyć. Kaulenfeld okazało się zapyziałą dziurą zabitą dechami, w której nie ma nawet piekarni, a autobusy do szkoły są tylko dwa: o ósmej i czwartej. I choć jakimś cudem udało jej się zakolegować z Benim i Maike, w ogromnym domu nadal czuła się niezwykle samotna. W pewnym momencie poznaje jednak Collina Blackburna, przez którego jej życie wkrótce stanie na głowie - o ile to jeszcze w ogóle możliwe.

Ktoś kiedyś powiedział (możliwe, że była to nawet moja polonistka, chociaż ręki sobie odciąć nie dam), że dobra recenzja powinna być choćby odrobinę krytyczna. I choć oczywiście staram się, by moje recenzje były dobre, często odpuszczam ten element, bo już nie raz mi się zdarzyło, że po książkę z notą 7/10 bez wspomnienia o wadach w recenzji sięga więcej osób niż po powieść z oceną 9/10, w której było zdanie, mówiące o jakimś małym niedociągnięciu. Cieszę się jednak, że tym razem będę mogła napisać "pełnowartościową" recenzję bez obaw, że książka zostanie niezasłużenie poniżona.

Jednym z plusów książki jest jej tłumaczenie - Alicja Rosenau spisała się na medal. Język jest prosty, lekki. Wchodząc w rzeczywistość "Pożeracza snów" mamy wrażenie, że nie czytamy książki, a słuchamy relacji Ellie. Niestety, choć język jest niesamowicie istotny, nie gwarantuje on książce sukcesu. Nie licząc ostatnich 50 stron (w których panował chaos, ale lepsze to niż nic), w książce nie działo się absolutnie nic. Przez połowę książki Ellie użalała się nad sobą (najpierw, bo nie mieszka w Kolonii, później, że Collin ją odtrąca), przez ćwierć spotyka się z Collinem, a ćwierć zajmują sny (którymi też nie jestem usatysfakcjonowana, ale o tym za chwilę). Byłam wniebowzięta, kiedy Leo albo Blackburn brali sprawy w swoje ręce, opowiadając pannie Sturm o sobie i o swoich przeżyciach, bo życie Elisabeth było niemiłosiernie nudne.

Sny!
Kocham je! Ubóstwiam. Pragnę poznać wszystkie tajemnice, topić się w nich i obserwować je z góry. I mam wrażenie, że autorka "Pożeracza" kocha je równie mocno jak ja. Jednak to, co zaserwowała mi Bettina Belitz nie było nawet przystawką, nie mówiąc już o głównym daniu. Po książce spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego (no dobrze, może bez tego "naprawdę"), jeśli chodzi o dziedzinę snów, tymczasem ledwie liznęliśmy temat. Wątpię, żeby chodziło tu o niewystarczającą wiedzę w tym temacie, jestem więc niezmiernie ciekawa, czemu w książce jest tak mało o tym cudownym stanie umysłu i ducha.

Jeśli chodzi o bohaterów... Są dobrze wykreowani. Poniekąd może i ciekawi. Jest ich mało, ale nie mamy przynajmniej do czynienia z jednolitą papką. Jednak jacy by oni nie byli różnorodni, każdy - co do joty - jest niezwykle irytujący! Nie wiem po czyjej stronie leży wina - autorki? mojej? wydawnictwa? - ale jest to jedna z tych rzeczy, które mnie tak potwornie zniechęciła do tej książki.

Drugą z takich rzeczy jest miejscowa znieczulica - czyli momenty tak głupie, że aż bolą.
DWIEŚCIE EURO KIESZONKOWEGO MIESIĘCZNIE!
Nie wiem w jakim domu wychowywała się autorka; nie wiem ile zarabia teraz; nie wiem ile zarabia psychiatra w Niemczech (jako że ojciec Ellie był psychiatrą), ale z tymi DWUSTOMA EURO KIESZONKOWEGO MIESIĘCZNIE to już chyba lekko przesadziła. Gdybym ja dostawała dwieście, chociażby, złotych kieszonkowego (zacznijmy od tego, że gdybym w ogóle dostawała kieszonkowe) byłabym wniebowzięta, a naszej kochanej bohaterce jeszcze mało (nie, że starcza jej to na tydzień, ale mogła by wziąć tę swoją małą fortunę, zamknąć paszczę i nie denerwować ojca chłopakiem-demonem).
Takich perełek w "Pożeraczu snów" jest jeszcze kilka (jak np. wampiry zżerające na śniadanko Niemców, gdyż ponieważ jest u nich przeludnienie), ale nie miałam siły rozpaczać nad każdym z nich przez całą książkę (więc chcieć to móc - wystarczy nie nurkować zbyt daleko w książkę,  by się nie utopić).

Podsumowując... "Pożeracz snów" Bettiny Belitz jest książką młodzieżową z gatunku tych do poczytania w poczekalni przed wizytą u lekarza (przynajmniej dla mnie). Potencjał w książce był, ale autorka skoncentrowała się nie na tym, na czym powinna. Jeśli lubi się wartką akcję i wielką przygodę, gdzie głównym wątkiem nie jest wątek miłosny - stanowczo nie polecam. Jednak dla miłośników paranormal romance - książka bardzo dobra.

 

Autor: Isztar [isztarbooks.blogspot.com]

 

Piękno naznaczone złem.
Miłość na granicy jawy i snu.
Ona – wrażliwa, samotna, nie chce się pogodzić z przeprowadzką na wieś w lasach Westerwaldu.
On – niesamowicie przystojny, intrygujący i groźny. Ellie wyczuwa, że tkwi w nim głęboka tajemnica, ale choć się boi - za wszelką cenę chce się z nim spotykać.
To on - Colin Blackburn - ratuje ją w czasie burzy i od tej chwili Ellie nawiedzają niesamowite sny, groźne i jednocześnie fascynujące. Sny, które prowadzą ją na granicę dwóch światów…
Dzieli ich wszystko. Łączy tylko tajemnica.


 

Czym jest dla człowieka sen? Powiadają, że w snach widzimy najskrytsze marzenia, ale i najgorsze koszmary. Sny bywają niezwykle realistyczne, ale mogą być także całkowicie wyjęte spod prawa logiki. Nikt jednak tak naprawdę nie wie, czym dla człowieka jest sen i jaką pełni rolę w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Jak do tego wszystkiego odnosi się nasza świadomość? Być może odpowiedź na którekolwiek z tych pytań znajdziemy w Pożeraczu Snów.

 

Historia Ellie jest z pewnością dziwna i skomplikowana, choć wcale na początku tak się nie wydaje. Dziewczyna wraz z rodziną przenosi się z miasta na wieś. Ellie zostawia przyjaciół i wszystko co zna, ponieważ jej ojciec dostał wymarzoną prace w tamtejszym szpitalu psychiatrycznym. Po drastycznej zmianie miejsca zamieszkania, w dziewczynie dokonuje się wewnętrzna przemiana. Do tej pory dostosowywała się do koleżanek, ale po dłuższym rozstaniu w dziewczynie coś pęka. Nie stało się to samoczynnie. Paliwem napędowym tej przemiany był Colin – tajemniczy chłopak, buntownik skrywający mroczną tajemnicę, który wielokrotnie wybawiał dziewczynę z opresji. Colin – mroczny rycerz na koniu. Czyż nie może być piękniejszej historii?

 

Rozpoczynając lekturę nie miałam żadnych oczekiwań w stosunku do treści. Po prostu książka trafiła na moją półkę i długo na niej leżała, aż w końcu znalazłam chwilę, by ją poznać. Jednak przez pierwsze sto stron nie potrafiłam zagłębić się w świat autorki. Dopiero z kolejnymi stronami książka robiła się coraz bardziej interesująca. Kreacja bohaterów jest ciekawa i barwna. Ellie jest osobą zagubioną, odrzucaną przez otoczenie, szukającą swojego miejsca. Cechuje ją także zdecydowanie i ciekawość, ale przede wszystkim to uparta osóbka. Natomiast Colin to postać intrygująca, wzbudzająca niepewność czytelnika z każdą kolejną stroną. Sytuacje, w których on gra główne skrzypce, są nieprzewidywalne i mroczne.

 

Książka napisana jest lekkim i prostym językiem, a narracja prowadzona z punktu widzenia głównej bohaterki ułatwia odnalezienie się w sytuacji. Styl autorki jest przystępny dla szerokiego grona odbiorców. Autorka zwróciła uwagę na wszystkie szczegóły powieści. Dopracowane zostały zarówno opisy otoczenia jak i odczuć bohaterów. Akcja jest dość nieprzewidywalna, co dodaje lekturze atrakcyjności w oczach czytelnika, nikt przecież nie chce czytać książki, już na początku domyślając się jej zakończenia. A tu zakończenie jest naprawdę interesujące.


Nie sposób nie zwrócić uwagi na okładkę książki. Piękne, głębokie kolory, które wręcz hipnotyzują. Kobieta w wodzie, z przymkniętymi oczami, sprawia że czytelnik nie może oderwać oczu od całości. Do tego sama objętość książki jest niebywała – ponad 500 stron lektury potrafi zająć czytelnika na długie godziny.

 

Pożeracz snów to lektura odpowiednia dla młodszego czytelnika, ale i starsza młodzież znajdzie w niej coś dla siebie. Ciekawa historia, nieprzeciętne rozwiązania, zauroczenie a nawet miłość – to sprawia, że książka zainteresuje fanów paranormali, romansów oraz wszystkie te osoby, które szukają ciekawego zajęcia na spędzenie nudnego wieczoru. Książka w pełni zasługuje na ocenę 4,5/6, z chęcią poznam kolejne losy Ellie, jednak mam nadzieję, że wraz z kolejną częścią serii autorka wykaże się bardziej – teraz brakowało mi tego „czegoś” co sprawia, że w lekturze można się zatracić.

 

piątek, 04 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka