Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Carriger Gail, Bezduszna

Autor recenzji: Lena [ksiazkowepodrozowanie.blogspot.com]

 

Mimo, że ostatnio chodzę do bliblioteki z listą książek, które chcę przeczytać, jeszcze nigdy nie ograniczyłam się tylko do zapisanych tytułów. Zawsze nawinie się coś jeszcze. Tym razem wyszłam z "Bezduszną" Gail Carriger. Coś tam mi się plątało po głowie na temat tej książki, ale raczej mgliście. Pamiętałam tylko, że wrażenia czytelników były raczej pochlebne.

Zacznijmy może od tego, że raczej nie odczułam na własnej skórze natłoku literatury nawiązującej do "Zmierzchu" Stephenie Meyer. Owszem, przeczytałam cały cykl z umiarkowaną ciekawością, ale fanką to ja raczej nie zostanę. Ale jestem zwolenniczka literatury fantasy. Kiedy więc na okładce przeczytałam, że będziemy mieli do czynienia z wilkołakami, wampirami i innymi nadprzyrodzonymi w czasach królowej Wiktorii, wiedziałam, że muszę sprawdzić, czy mi się to spodoba osobiście.

Z przyjemnością piszę, że się spodobało.

Alexia Tarabotti jest starą panną. Właściwie utrapieniem dla swojej rodziny. Oczywiście kochają ją, ale całkowicie nie rozumieją. No, bo jak rozumieć kogoś, kto interesuje się nauką i kocha książki. Jej uroda pozostaje w sprzeczności z obowiązującymi kanonami, a zmarły ojciec był Włochem, co samo w sobie jest podobno wystarczająco skandaliczne. Jej matka wychodzi powtórnie za mąż, ma dwie powszechnie uznawane za urocze córki i tylko Alexia burzy spokój rodziny.

Na dodatek nie posiada duszy, a każdy nadprzyrodzony dotykając jej traci swoje "umiejętności". Dlaczego więc na przyjęciu atakuje ją wampir? Przecież jej zdolności są znane wilkołakom i wampirom z Londynu. Panna Tarabotti zmuszona bronić się przed absolutnie niewychowanym krwiopijcą, zabija go swoją parasolką. Okazuje się to jednak, tylko wierzchołkiem góry problemów.

Do rozwiązania zagadki przystępuje lord Maccon, gburowaty, tajemniczy i bardzo przystojny wilkołak.

"Bezduszna" jest pierwszą częścią z czterech zaplanowanych tomów "Protekturatu parasola". Połączenie wampirów, wilkołaków i innych nadprzyrodzonych z wiktoriańską epoką dało naprawdę intrygujący i ciekawy rezultat. Społeczeństwo jest powszechnie zaznajomione z faktem ich istnienia, królowa Wiktoria ma ich nawet w swoim najbliższym otoczeniu, jako cenionych i potrzebnych doradców. Istnieje też BUR, czyli Biuro Ultranaturalnych Rzeczy, które ma pilnować porządku wśród przedstawicieli nieludzi. A wszystko to wśród cudownych, eleganckich strojów. No i te obowiązujące maniery... Wilkołakom czasem trudno się do nich stosować. Alexia też ma z tym problemy...

Szczególnie, że lord Maccon po bliższym poznaniu okazuje się fascynującym osobnikiem.
W pierwszym tomie otrzymujemy mieszankę fantasy, steampunku i romansu. Wszystko w odpowiedznich proporcjach. Dawno już tak dobrze nie bawiłam się przy książce. Polubiłam świetnie zarysowane postacie. Również te drugoplanowe: lokaja, który wie więcej o domownikach, niż oni sami, starego trzymającego się na uboczu ekscentryczny wampira, całkowicie pozbawioną gustu przyjaciółkę głównej bohaterki. Watek romantyczny obfitował w "momenty", ale był opisany tak lekkim i zabawnym językiem, że ani przez chwilę nie poczułam się tym zmęczona. Może przez to wszystko trochę zaginęła główna zagadka powieści, a jej rozwiązanie nie obeszło mnie za szczególnie, ale barwność książki wynagrodziła mi to całkowicie.

W kolejnych tomach Alexię i lorda Maccona czekają inne szalone przygody, a ja już wiem, że na pewno o nich przeczytam.




 

Autor recenzji: Polonisty [polonisty.blox.pl]

 

Zamiarem moim było przeczytanie czegoś normalnego. Coś znalazłam, to coś było krótkie i polskie. A poza tym szkoda słów. Wiem, że zdarzało mi się w przeszłości wyrażać mało pochlebnie o pewnych powieściach, ale o tamtej nie napiszę nic.

Zaczęłam więc szukać kolejnej normalnej książki i … znalazłam fantastykę. To napiszę o fantastyce. Znów.

Bezduszna to pierwsza część serii Protektorat Parasola. Połączenie typowego romansu historycznego z wampirzo-wilkołaczym horrorkiem. Całkiem zmyślne, ale szału nie ma. Wątek romansowo-historyczny za bardzo typowy i charakterystyka postaci odrobinę kuleje, bohaterowie są „płascy”. Wydarzenia paranormalne trochę te braki nadrabiają. Wątki są fajnie przemyślane i przede wszystkim jest tu coś nowego, powiew świeżości – ludzie pozbawieni duszy, którzy potrafią niwelować skutki wampiryzmu i wilkołactwa (wilkołakowatości?*). Dotykają tacy wampira, a temu znikają kły i światłowstręt, dotykają wilkołaka a on zmienia się z powrotem w człowieka.

Główną bohaterką książki jest bezduszna stara panna (fajnie to brzmi) Alexia Tarabotti, która ze względu na swój duży nos, śniadą cerę i włoskie korzenie nie może znaleźć męża. Poza tym kobieta jest jeszcze sawantką pozbawioną duszy, ale to szczegół. Pewnego dnia Alexia zabija wampira, zabija w obronie własnej -  parasolką, i wplątuje się tym samym w poważny spisek, mający na celu eliminację stworzeń nadprzyrodzonych. Alexia rozpoczyna współpracę z apodyktycznym alfą sfory Woolsey i szefem BUR-u (Biura Ultranaturalnych Rzeczy) hrabią Macconem (hałaśliwym, gburowatym i zabójczo przystojnym wilkołakiem) starając się wyjaśnić tajemnicze zniknięcia wampirów i wilkołaków. Sprawa staje się niebezpieczna, gdy spiskowcy próbują porwać Alexię, odkrywszy kim ona jest i jak bardzo jej „przypadłość” mogłaby pomóc w ich misji. Oczywiście Alexia zakochuje się w wilkołaku, on ją kompromituje w porywie namiętności, później się oświadcza a ona mu odmawia, bo nie chce go zmuszać do małżeństwa bez miłości.

Na razie daruję sobie kolejne części. Jeśli kogoś interesuje coś nowego, to może przeczytać, ale jakoś tak namiętnie nie polecam…

 


 

Autor recenzji: Zaczytania [www.zaczytania.blox.pl]

 

„Gail Carriger pisze, by odreagować smutne dzieciństwo pod okiem ekspatrianta i zrzędy. Wyrwała się z prowincji i wyruszyła w podróż po Europie, mimochodem uczęszczając po drodze do paru szkół. Obecnie rezyduje w Koloniach wraz z haremem armeńskich kochanków i pokaźnym zapasem londyńskiej herbaty.” – odczytałam z okładki „Bezdusznej” i już to by wystarczyło, żebym zapragnęła ją przeczytać, a przecież wiedziałam także, że jest to powieść steampunkowa, pełna wampirów i wilkołaków… Aby oprzeć się takiemu połączeniu pokus musiałabym zużyć co najmniej miesięczny zapas silnej woli, więc wolałam ulec.

Konsekwencje ulegania pokusom zazwyczaj bywają nieprzyjemne, ale tym razem było inaczej. Lektura „Bezdusznej” to czysta przyjemność bez przykrych następstw, a może nawet posiadająca pewne walory lecznicze – wszak śmiech to zdrowie.

Akcja powieści toczy się w epoce wiktoriańskiej, która –  jak to bywa w utworach steampunkowych – jest epoką cudownych wynalazków i odkryć naukowych. Ludzkość ma już za sobą wieki ciemne, nazwane tak dlatego, że nadprzyrodzeni spędzili je w ukryciu, często pod osłoną ciemności; wielką rewolucję techniczną, która pozwoliła nadprzyrodzonym ujawnić się przed śmiertelnikami oraz oświecenie, czas kiedy ustały prześladowania i nadprzyrodzeni stali się częścią społeczeństwa. Jednym z departamentów ministerstwa jej królewskiej mości jest Biuro Ultranaturalnych Rzeczy (BUR), a sama królowa Wiktoria korzysta z rad nieśmiertelnych doradców i – jak wieść niesie – większość trafnych politycznych decyzji zawdzięcza potentatowi, będącemu przedstawicielem wampirów, sukcesy militarne natomiast – dewanowi, reprezentującemu wilkołaki.

Co ciekawe, obecność nadprzyrodzonych na wyspach usankcjonowała już królowa Elżbieta, a ówczesnym purytanom nie spodobało się to do tego stopnia, że opuścili Anglię i wyruszyli do Nowego Świata, czyniąc z kolonii miejsce strasznie zacofane – wilkołaki, wampiry i duchy wciąż żyją tam w strachu przed Kościołem i prześladowaniami.

Precyzja konstrukcji świata w „Bezdusznej” wzbudziła we mnie szczery zachwyt, ale jeszcze większy odczuwam na myśl o głównych bohaterach tej książki. A postacią najważniejszą jest Alexia Tarabotti, będąca nadludzką czyli kobietą pozbawioną duszy i posiadająca charakterystyczną dla bezdusznych moc neutralizowania sił nadprzyrodzonych… dotykiem. Wszyscy, łącznie z matką i siostrami, wmawiają Alexii, że jest brzydka i że nigdy nie wyjdzie za mąż, więc w to uwierzyła i tak przyzwyczaiła się do roli kobiety skazanej na staropanieństwo, że jest zaskoczona każdym przejawem zainteresowania ze strony przedstawicieli płci odmiennej.

Po obejrzeniu kilku zdjęć autorki zaczęłam podejrzewać, że Alexia powstała na jej wzór i podobieństwo, a im dłużej o tym myślałam, tym więcej przesłanek potwierdzających tę hipotezę przychodziło mi do głowy. Niezależnie jednak od tego, czy mam rację czy się mylę – postać Alexii wydaje się naprawdę wiarygodna. Jeśli natomiast chodzi o jej nazwisko, to w jednym z wywiadów Gail Carriger zdradziła, że zapożyczyła je od Arcangeli Tarabotti, siedemnastowiecznej włoskiej zakonnicy i pisarki, która sprzeciwiała się powtarzanym przez osoby związane z kościołem katolickim twierdzeniom, że kobieta nie ma duszy. Nie wiem czy pomysł nazwania bezdusznej kobiety Tarabotti spodobałby się Arcangeli, ale mnie szczerze rozbawił.

„Poznanie” Arcangeli Tarabotti uznaję za „wartość dodaną” lektury „Bezdusznej”. Przyjemnie wiedzieć, że już w siedemnastym wieku tworzyła tak fascynująca FEMINISTKA o postępowych poglądach. Arcangela pisała o różnych niesprawiedliwościach, których doświadczają kobiety w społeczeństwach patriarchalnych, ale szczególną uwagę zwracała na bariery w dostępie do edukacji, podkreślając, że brak możliwości kształcenia się odbiera kobietom narzędzia dzięki którym mogłyby odpierać zarzuty o swej niższości. Dowodziła też, że skoro kobiety nie mogą wyrażać siebie w żaden inny sposób, to nie powinno nikogo dziwić, że skupiają się na ubraniach, biżuterii i makijażu.

Ad rem. Konstrukcja świata i postaci to największe zalety „Bezdusznej”, ale fabuła też „daje radę” – losy bohaterów śledziłam z zainteresowaniem, choć nie zamierzam nikomu wmawiać, że znajdzie w tej powieści jakieś odkrywcze czy kontrowersyjne rozwiązania fabularne albo nieprzewidywalne zwroty akcji. To jest po prostu jeszcze jedna wersja opowieści o Kopciuszku – taka, w której Kopciuszek zamiast zgubić na balu pantofelek, zabija wampira ;-)




 

Autor recenzji: Książkówka [ksiazkowka.blogspot.com]

 

Wyobraźcie sobie świat pełen wilkołaków. Jednak nie taki, w którym te łaknące krwi istoty są w nim pewnego rodzaju dodatkiem czy wątpliwej jakości urozmaiceniem. Zwizualizujcie sobie rzeczywistość, w której istoty te są czymś naturalnym i nikogo nie dziwi ich istnienie. Pomni wielu lektur z takim wątkiem, powiecie: nic trudnego? Dobrze…To teraz do tego obrazu dołóżcie sobie kobietę biegnącą za przedstawicielem jednego z nich, dopadającą go i okładającą parasolką. Prawda, że już jest ciekawiej?

Pani, kryjąca się pod pseudonimem Gail Carriger, postarała się o to by podczas lektury jej książki nie sposób było się nudzić i by nie zabrakło w fabule interesujących oraz dobrze weń wkomponowanych, elementów. Akcję powieści „Bezduszna” wplotła w czasy epoki wiktoriańskiej ówczesnego Londynu. Na bohaterkę pierwszego planu wybrała sobie jakże barwną i wyrazistą postać – dwudziestosześcioletnią starą pannę z włoskimi korzeniami. Nie taką tam zwykłą zrzędzącą kobietę bez perspektyw na zamążpójście, a inteligentną, oczytaną z nieopuszczającym ją ani na krok, zgryźliwym poczuciem humoru, niewiastę…bezduszną. I nie chodzi tu bynajmniej o chłód uczuciowy, a dosłowne rozumienie tegoż…hmm…bonusu, (choć owo określenie mocno kłóci się z jego ideą).
O przypadłości panny Tarabotti prawie nikt nie wie, nawet jej najbliższa rodzina. Wyjątek stanowią członkowie Biura Ultranaturalnych Rzeczy (w skrócie BUR), którzy informację o wyjątkowych zdolnościach Alexii do neutralizowania mocy istot nadprzyrodzonych, mają w swoich aktach. Jednak fundamenty tej tajemnicy zaczęły mocno drżeć w posadach, gdy bohaterka postanowiła skutecznie nauczyć dobrych manier jednego z wilkołaków. Gdy ten zapragnął skosztować jej krwi, ta bez zastanowienia zdzieliła go parasolką…A, że ze skutkiem śmiertelnym…No cóż, wypadek przy pracy – zdarza się najlepszym.
Pieczę nad przeprowadzeniem śledztwa w sprawie śmierci krwiopijcy, przejmuje BUR, na czele z lordem Maccon’em. Choć ten, początkowo budzi w Tarabotti raczej mniej przychylne uczucia, przejawiające się w licznych utarczkach słownych, to szybko jednak sprawdza się w ich przypadku powiedzenie: „kto się czubi, ten się lubi”.

Bez obawy jednak! To nie jest kolejna smętna opowieść z cyklu: ona taka piękna i bezbronna (obydwa określenia pasują do bohaterki jak pięść do oka) natomiast on rządny krwi, ale bezgranicznie zakochany i w związku z tym, wstrzemięźliwy. Uff….Na szczęście to nie tego typu literatura. To historia osadzona w końcu XIX wieku, gdzie znajdują się niemal wszystkie charakterystyczne elementy tego czasu – piękne stroje, (choć zapewne często doprowadzające do szewskiej pasji), nienaganne maniery (nie licząc braku ogłady niektórych, sepleniących wilkołaków) i piękny język, (w który mistrzowsko wpleciony jest absolutnie fantastyczny humor). Styl autorki jest lekki i jednocześnie pełen osobliwego uroku. Z pomysłu starego prawie jak świat, stworzyła niebanalną opowieść, od której nie sposób się oderwać aż do końca.

Chyba śmiało mogę zachęcić do tej książki także tych, którzy nie przepadają za wątkami krwiopijców w tle albo są do nich uprzedzeni, bo to naprawdę miła odmiana i jeszcze milsze zaskoczenie. Wiem, co mówię, bo wszystko, czego tematem był wampiryzm, wzbudzało we mnie skojarzenia „zmierzchopodobne” i skutecznie mnie odstręczało. Jak się jednak okazało, nie do końca słusznie.

Ocena 6/6

 


 

Autor recenzji: Alannada [luincaerherbata.blogspot.com]

 

Protektorat Parasola Gail Carriger poznałam od tomu drugiego, Bezzmiennej. Tak mnie owa powieść zaciekawiła, że postarałam się dopaść tom pierwszy, mianowicie Bezduszną, gdzie znana mi już Alexia była jeszcze panną Tarabotti. Bezduszną wydało wydawnictwo Prószyński i S-ka wiosną 2011 roku (strona książki:Bezduszna).

Powieść zaczęła się od całkowicie nietaktownego ataku na Alexię. Do incydentu doszło na nudnym przyjęciu, a wampir, który połakomił się na jej szyjkę chyba nie przejął się tym, że ofiara nie posiada duszy - przez co dotykając ją staje się na powrót zwykłym człowiekiem i gryźć może co najwyżej chleb.

Potem autorka przedstawiła nam hrabiego Conalla Maccona, alfę wilkołaczej watahy i szefa BUR-u, który przybył na miejsce zdarzenia, aby zastać pannę Alexię w towarzystwie martwego wampira. W ten sposób młoda dama została zamieszana w sprawę zaginięć samotnych wilkołaków i wampirów oraz pojawień się krwiopijców zdecydowanie świeżych, do których żaden ul się nie przyznawał.

Potem nasza wredna, pragmatyczna i z wszech miar włoska bohaterka zdołała zawędrować nie tylko do wampirzego ula, ale i do wielu innych frapujących miejsc, zapoznała brać naukowców a także miała okazję zostać porwaną przez automat. Jakże radośnie.

Nie wiem, czy to jeszcze fantasy, czy już romans. W każdym razie wątpię, aby jakiś pan przebrnął przez opisy sukni, kapeluszy, potraw i doznań panny Alexii w trakcie spotkań z hrabią. W ogóle wątek miłosny atakował mnie co krok, nawet w niebezpieczeństwie para głównych bohaterów się migdaliła.

Książkę ratowało tylko kilka rzeczy - między innymi panna Alexia i idea mieszanego angielskiego społeczeństwa, gdzie wampiry i wilkołaki są pełnoprawnymi obywatelami.

Akcja była przewidywalna, ale przynajmniej nie zabijała nudnym przeciąganiem się w czasie. Mimo to Bezduszna nie okazała się być książką rewelacyjną, rzekłabym raczej, że dość dobrą. Oczywiście czytało mi się całkiem dobrze, było parę naprawdę fajnych kawałków, ale zabrakło mi czegoś, co sprawia, że powieść jest tak dobra, że choć nie jest arcydziełem chce się przeczytać ją jeszcze raz.

 

Ocena
Wciągliwość - 3
Wygoda czytania - 4
Jak bardzi mi się podobało? - 3



wtorek, 01 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/05/02 22:56:08
nom mi się mniej podobała... ale może dlatego, że ja więcej romansów historycznych czytam:)




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka