Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Carriger Gail, Bezgrzeszna

Autor: Książkówka [ksiazkowka.blogspot.com]

 

W zeszłym tygodniu Londynem wstrząsnęła informacja o tym, że lady Maccon, dawniej Alexia Tarabotti, córka pani Loontwill, siostra Felicyty i Evylin oraz pasierbica pana Loontwilla, opuściła dom męża po powrocie ze Szkocji bez wyżej wspomnianego.[1]

Takie oto zatrważające wieści zagościły pewnego dnia na łamach szanowanej gazety. Po tak skandalicznym wydarzeniu świat dam nazwiskiem Loontwill mógł już jedynie legnąć
w gruzach, a ich życie zakończyć się w kwiecie wieku. Taki wstyd, taka hańba!
Oj, niedobrze rozpoczyna się trzecia część przygód słynnej poskramiaczki wilkołaczego zła
i właścicielki stuningowanej do granic możliwości parasolki. Jednak, jak sam tytuł książki wskazuje, Alexia zrobi wszystko, by odzyskać dobre imię i dowieść światu, że zasługuje na miano bezgrzesznej. Perypetie z poprzedniej części, których szczegółów zdradzić nie śmiem (bo jeszcze zdolna jest przybyć w moje strony z waleczną parasolką i wybić mi z głowy plotki!) zaprowadziły naszą bohaterkę na samo dno poważania u elity Londynu. Żeby cała afera skończyła się tylko na niej, byłoby znośnie, ale niestety jej mocne skutki dotknęły także lorda Maccona. Nieszczęśnik wpadł bowiem w szpony nałogu, który ani myślał go od siebie uwalniać. Formalina to ma dopiero siłę! Lord ją w pysk, a ona go gdzie?
W lochu dochodzi do siebie. Tak się schlał, że zwilczał. Musieliśmy go zamknąć.[2]
Na szczęście, jego szacowna małżonka z nadszarpniętą reputacją, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i udowodnić, że zasługuje na jego zaufanie i poważanie wśród elity. W tym celu znów wyrusza w podróż, tym razem tropem swoich własnych rodowych korzeni – do Włoch. I już w drodze napotykają ją liczne i bardzo niebezpieczne przygody. Wręcz można by rzec, że ta część przygód lady Maccon to istna literatura sensacji!
Właśnie tym szczegółem „Bezgrzeszna” mocno wyróżnia się na tle wcześniejszych części serii. Choć w „Bezzmiennej” fani wartkiej akcji się nie nudzili, to tu jest jej zdecydowanie więcej – pościgi, pojedynki, atak rozsierdzonych mechanicznych biedronek… uff, dużo tego!
Poza tym wciąż nie brak Alexii pazura, lordowi grzesznych myśli (biorąc pod uwagę incydenty z formaliną, nawet do potęgi!), a fabule powieści specyficznego klimatu rodem z czasów wiktoriańskich oraz humoru.
Jedyne, co mam za złe Carriger w przypadku „Bezgrzesznej” to fakt, że cała historia (oczywiście mocno ją uogólniając) znów opiera się na wątku podróży i niebezpieczeństwa czyhającego na Alexię – to już przecież było w „Bezzmiennej”. Jednak, jest to tak drobny szczegół, że fani przygód tej specyficznej lady na pewno przemilczą moją drobną uwagę i każą mi nie pleść bzdur. Niniejszym już swe usta zamykam i z niecierpliwością oczekuję na kolejny zapis z jej przygód. Coś czuję, że tam dopiero będzie się działo!
Ocena: 5/6


[1] G. Carriger, Bezgrzeszna, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, s. 12.
[2] Tamże, s. 99.



 

Autor: Jenny [oczami-jenny.blogspot.com]

 

Alexia jest w ciąży. Tak, tak. Ta sama Alexia jaką znaliśmy: żona Conalla Maccona, córka Alessandra Tarabottiego, przyjaciółka lorda Akeldamy, madame Levoux i państwa Tunstell, bezduszna, muhjah królowej Wiktorii, wielbicielka parasoli i miłośniczka herbaty – nie koniecznie w tej kolejności. I byłoby cudownie, radośnie i wspaniale, gdyby nie fakt, że… Wilkołaki nie mogą mieć dzieci. Bezduszni bezdusznymi, ale lord Maccon po kontakcie z żoną jest po prostu martwy, nie może więc posiadać potomstwa. Posądziwszy Alexię o zdradę, wyrzuca ją z domu, a sam z rozpaczy upija się… formaliną. Tymczasem załamana bezduszna szuka schronienia u rodzinki, która bezczelnie wyrzuca ją za próg, a następnie u lorda Akeldamy, który przy okazji, rozwiązałby problem z dzieckiem, które nie ma prawa istnieć. Niestety wywiało go z miasta – nikt nie wie gdzie jest i dlaczego uciekł. Jedyne co pozostało Alexii, to prosić profesora Lyalla o opiekę nad Woolsey i Conallem, by samej z madame Levoux i Floote’em wyruszyć we wspólną podróż do Włoch, a tam spotkać się z Templariuszami, którzy jako jedyni potrafią wyjaśnić istnienie dziecka bezdusznej i wilkołaka.
Od początku wiedziałam, że książki Gail Carriger są szalone – to właśnie z tego powodu postanowiłam je przeczytać. Pełne niespodzianek, zabójczego humoru i skomplikowanych zagadek opowieści o Alexii Tarabotti były lekiem na śmiertelną powagę tego świata. Kiedy zaczynałam trzecią część Protektoratu Parasola pomyślałam: „OK. „Bezzmienna” mnie totalnie zaskoczyła, ale „Bezgrzesznej” się nie dam. Wiem, czego mam się spodziewać, więc mogę powrócić do myśli, że będę krok przed Alexią.” Niestety – nie dość, że lady Maccon wyprzedziła mnie o dobre 100 metrów, to jeszcze całkowicie ogłuszyła niespodziewanymi i absurdalnymi wydarzeniami z życia jej męża.
Cała recenzja na




piątek, 04 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka