Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Chapman Stepan, Trójka

Autor: Jenny [oczami-jenny.blogspot.com]

 

W oślepiającym blasku trzech fioletowych słońc troje wędrowców – stara Meksykanka, zautomatyzowany samochód terenowy i brontozaur – od setek lat brnie przez pustynię. Nie wiedzą, czy pustynia gdzieś się kończy, a jeśli nawet tak, to co znajdą na jej krańcu. Czasem napotykają idealnie zachowane, ale całkiem bezludne miasta. Nigdy nie spada ani kropla deszczu. Najgorsze jednak jest to, że nie pamiętają nic ze swojego życia przed pustynią – tylko nocą, w snach, przypominając sobie strzępy dawnych przeżyć.
Noc sprowadza jednak szaleństwo burz piaskowych, które zamieniają ich ciałami, w jakiejś metafizycznej odmianie zabawy w komórki do wynajęcia. Dysfunkcyjni i zdezorientowani, wielokrotnie zabijają się nawzajem, nigdy jednak nie udaje im się umrzeć. Gdzie są? I jak mogą stamtąd uciec?

"Trójki, pomyślał Alex, Potrzebuję więcej trójek. Zwierzę, roślina, minerał.(...)
Naomi zwróciła pysk w stronę matki.
O co chodzi ojcu? - spytała.
Mnie pytasz? -
odparowała Eva. Skąd ja mam, kurna, wiedzieć? Sama go zapytaj, ptasi móżdżku.
Dobrze, matko,
pomyślała Naomi.
Złapała wkurwa,
wtrącił Alex.
Jak zwykle,
odpowiedziała w myślach Naomi. Należałoby ją uśpić.
Bezboleśnie?
- zainteresował się Alex. Czy po torturach?"


Pamiętacie (wielu pewnie nadal to przeżywa) jakie to uczucie, kiedy  brakuje pół punktu do wyższej oceny? Albo gdy bawi się w ciuciubabkę i przez długi czas nie możesz nikogo znaleźć? Jest się wtedy nieco zdesperowanym  i smutnym. Czuje się wtedy głupim. Żałuje się, że zrobiło się czegoś więcej, kroku dalej. Gani się w myślach: "Dlaczego nie wpadłem na o wcześniej?!" Czytając "Trojkę" Stepena Chapmana, tak się właśnie czujemy.

To co stworzył Chapman można porównać do wielkiej siatki - pojedyncze ogniwo nie znaczy tak na dobrą sprawę nic, ale połączone z całą resztą, tworzy coś, z czego ciężko się wydostać. Choć z początku wydaje nam się, że każda postać, każde wydarzenie, każde miejsce zostało wrzucone do książki całkiem przypadkowo i bez dłuższego zastanowienia, pod koniec opowieści dowiadujemy się, że autor utkał dla nas siatkę perfekcyjną - z której nie da się wybrnąć, choć zostało już wyjaśnione, a wszystko zaczęło do siebie pasować, jak elementy układanki.

Najważniejszym elementem w książce są bohaterowie. Wykreowani idealnie, fantazyjnie, choć są tak niedoskonali, szarzy, bezbronni, zmęczeni. Tak niewyobrażalnie rzeczywiści, choć żyją w surrealistycznym świecie.
To właśnie oni są narratorami "Trojki". Eva, Alex i Naomi opowiadają czytelnikowi i sobie nawzajem historię ich życia, nim pojawili się na tej nieskończonej pustyni z trzema słońcami nad głowami. Narracja przeskakuje z Alexa na Evę, później na Naomi, by na ostatku pozytywka Labirynta zabrała głos. Z początku liczne przeskoki irytują czytelnika, jednak po pewnym czasie, można się do nich przyzwyczaić.
Najbardziej spodobała mi Naomi. Jej historia jest tak długa, pokrętna i nieprawdopodobna, że pod koniec książki zaczynamy się zastanawiać, która opowieść byłą tą prawdziwą.

Coś, co mnie zachwyciło, czytając Trojkę, to cytaty, sentencje, krótkie pieśni i wierszyki przed każdym z rozdziałów, wprowadzające czytelnika w odpowiedni nastrój i, niczym syreny, szepczące: Przeczytaj nas. Pomyśl. Przełóż nasz sens na rozdział. Zagłęb się w nas... Tak daleko, że głębiej nie można. A wtedy już nie będzie drogi powrotnej.
Kuszeni przez ozdobniki, zaczynamy się nad nimi zastanawiać, by pod koniec książki czuć, o czym wspominałam na początku recenzji.

Jednym z minusów książki jest to, że bardzo ciężko się ją czyta. Wątpię, by chodziło tu o trudną treść czy leniwą fabułę. Wątpię, by chodziło o specyficzność bohaterów.
Może to wina tłumacza i jego ciężkiego pióra? Przecież czasami czytam 300 stron dziennie, a przy lekturze "Trojki" miałam dość po 3-4 stronach.
A może po prostu tak głębokiej i specyficznej książce nie wypada być lekką i przyjemną lekturą?

"Trojka" S. Chapmana z pewnością nie jest książką lekką, miłą i przyjemną, a już z pewnością nie nadającą się do wieczornej lektury w łóżku. Jest opowieścią oryginalną, ciekawą, intrygującą i niezwykle wciągającą, jednak wciągającą niebezpiecznie i po przeczytaniu czytelnik może poczuć się przytłoczony szarą rzeczywistością.
Nie mniej serdecznie polecam wszystkim, którzy chcą na chwilę odpocząć od wszędobylskich komercyjnych masówek.

"Zdradzę ci tajemnicę. Dokładnie wiedziałam, co robię. Wszystko zaplanowałam. Wiedziałam, że tak się nie robi, ale co innego mi pozostało? Byłam przemarznięta. Byłam umierająca. Byłam samotna.
Wybacz mi, tato. Wybacz mój pradawny grzech. Wybacz, że byłam zmarznięta. Wybacz, że byłam głodna.
Wybacz, że cię potrzebowałam."



 

Autor:  [abominationasciturautumno.blogspot.com]

 

Trzy fioletowe słońca na niebie, trzy na wpół obłąkane istoty poniżej: Stara Meksykanka, samochód terenowy oraz podupadający na zdrowiu brontozaur. Bohaterowie przemierzają pustynię, prowadząc ożywione wymiany myśli, nierzadko absolutnie groteskowe i skądś jakby powyrywane niewielkimi kawałkami, z literatury, z telewizji, z życia? Wyzywają się wymyślnie i z pasją, w trudnych chwilach podnoszą na duchu, w jeszcze trudniejszych odgryzają sobie głowy. Wieczorami zaś wymieniają opowieści. „Trojka” to niekiedy czysta psychodelia, niekiedy głęboka analogia do rzeczywistości, a czasem coś jeszcze innego, w każdej jednak konfiguracji powieść pod każdym względem niepowtarzalna.

Na wstępie, ku wygodzie potencjalnych czytelników, podam trzy (a jakże) dość istotne wyznaczniki. Jeden: omawiana powieść jest surrealizmem, „domem wariatów”, delirium albo innym majaczeniem, dla jednych pozornie, dla drugich niekoniecznie. Dwa: umożliwia dowolność interpretacji prawdopodobnie wszystkiego, poczynając od kanwy fabuły po poszczególne zdania. Trzy: kondensacja zawartych w „Trojce” wizji graniczy ze stanem krytycznym. W konsekwencji opinie o książce bywają skrajne, od uwielbienia po niesmak, i to jedyne, co pozostaje pewne. Cała reszta to umowność, kalejdoskop symboli i odniesień, wariacje, absurd, nierzadko ciężka, chora atmosfera i niedopowiedzenie. A zatem, znudzeni konwencją, lubujący się w awangardzie, ewentualnie otwarci na nowe – bierzcie i korzystajcie z „Trojki” wszyscy, drugiej takiej nie macie co szukać.

„We troje przemierzali białą piaszczystą pustynię. Przemierzali ją, odkąd sięgali pamięcią. Dzisiaj po drodze słuchali wiatru.” Niewinnie rozpoczyna się taniec z obłędem, ale pozory ulatniają się szybko, mniej więcej przy drugiej stronie. Później idzie już z górki. Gdzieś tam, na początku wędrówki, między stronicami przemyka też informacja, że Alex, Eva i Naomi są ze sobą spokrewnieni. Relacje Trójki systematycznie odbiegają od normy, niekiedy jednak rzeczywiście można dostrzec odbicia z krzywego zwierciadła. Te fragmenty potrafią urzec. Na przykład kiedy objawia się zamiłowanie Aleksa do odgryzania głów. Ale nie tylko. Pretensje, roszczenia czy po prostu frustracja albo szaleństwo – a całkiem prawdopodobne, że fantazja autora – płodzą zupełnie odrealnione wycinki rozmów. Wątki te pojawiają się nagle i znikąd, a wyrwanie z kontekstu potęguje efekt, który i tak wyrósł nad wyraz dorodny. „Rodzina” czasem skłonna jest się porozumieć, innym znowu razem wypowiadane zdania szybują w całkiem innych kierunkach.

Naomi przystanęła na krótki odpoczynek i dyszała na słońcu, z wywieszonym językiem. Obejrzała się przez ramię i zmrużyła oślepione oczy. Poczochrała się łbem o kamień. Swędział ją jęczmień na dolnej powiece.
– Mam pytanie - powiedziała. – Skąd się wzięły trzy słońca?
– Alex? – odezwała się Eva. – Naomi o coś pyta. (…)
– Jeżeli każde z nas funkcjonuje w osobnym czasie, możemy obserwować trzy różne słońca w trzech różnych położeniach. To by sugerowało istnienie wszechświata kieszonkowego.
– Ale my nie jesteśmy w niczyjej kieszeni – zaprotestowała Naomi. – Siedzimy na dnie studni i jemy syrop.
– No, cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy – wtrąciła Eva.
– Mam ochotę odgryźć komuś głowę – przyznał Alex.
– Nie mnie – zauważyła Eva. – Ja nie mam głowy.
Ruszyli na południe, w stronę zabudowań.


Trójka nie tylko balansuje na granicy zdrowia psychicznego, ale również cierpi na amnezję. To dość znaczne utrudnienie, notabene nie tylko dla nich. Nie wiadomo, czy przytaczane (śnione) wspomnienia to rzeczywiście obrazy z pamięci, czy może raczej twory zwichrowanej wyobraźni. Jakkolwiek by nie było, nie w tym tkwi sedno. Istotniejszy zdaje się wydźwięk opowieści i to każdej jednej z osobna, ponieważ poruszane tematy bywają najróżniejsze. Mowa jest o zwyczajach, powinnościach, kulturowych absurdach, lękach, samotności, dehumanizacji, wojnie totalnej, robotyce, środowisku… Lista ciągnie się daleko, a w każdym jej miejscu wyolbrzymienie miesza się z paranoją, na gram realności przypada dwa razy więcej koszmaru. Odnośnie tego ostatniego, rozdział siódmy, tytuł „Montownie”, uznaję za nieporównywalny majstersztyk grozy i gdybym wyznawała bogów, prosiłabym ich o więcej.

Chapman nie ogranicza się do treści i równie efektownie miesza w formie. Trójka na zasadzie kompozycji szkatułkowej śni w snach, a narracja to wybiega w przyszłość, to znowu zawraca. Nieraz opowieść osadzona zostaje w bliżej niezidentyfikowanym momencie, a jako że „naczelne mają hyzia na punkcie wszystkiego, co okrągłe i cykliczne”, jednorazowość takich operacji nawet nie wchodzi w rachubę. To dobre założenie, bowiem otwarty układ powieści pozostawia ogromną swobodę manewrów. Można składać i dopasowywać urywki życia Trójki, porównywać i szukać wyjaśnień, a prawdopodobnie też sensu. Słowem, zabaw z pewnością nie zabraknie.

W środku całej tej dezorganizacji pojawia się również problematyka miłości. Trudno byłoby polecać wątek na przykład wielbicielom romansów paranormalnych, aczkolwiek, gdyby spojrzeć pod kątem formy, miłość w „Trojce” na słownikową definicję paranormalnego bez wątpienia zasługuje. Chapman zaprezentował szereg jej aspektów, począwszy od chorej zaborczości po poświęcenie, i oczarował mnie tym w równym stopniu jak całą resztą.

Przychodzi polecenie wykonania sekcji zwłok. Zawracanie głowy. Ustalić przyczynę śmierci. Dla mnie to żadna tajemnica: wyleciałaś przez przednią szybę. (Opuść fluoroskop. Przebij się. Patrz). Twoja skóra podświetlona promieniami rentgena lśni jak pergamin jakiegoś włoskiego traktatu o medycynie. Dobrze wyglądasz w tym świetle, Evo. Podkręcam głębię ostrości i poprzez mozaikę przenikających się tkanek zatracam się w tobie. (…) Najdroższa nieżyjąca Evo, moja jedyna przyjaciółko, wszystko jest tak, jak miało być. Jestem tylko czarnym żuczkiem, Evo, ale gdybym choć przez chwilę mógł przypuszczać, że mnie kochasz, porzuciłbym to miejsce i nawet się nie obejrzał.


W rzeczywistości jednak nie jest to pozycja na wskroś przesiąknięta niedorzecznością. Pod koniec lektury łatwo o weryfikację domniemań, wiele elementów łączy się ze sobą, zaś ogólny obraz staje się bardziej przejrzysty. Oczywiście nie wszystko daje się prosto wytłumaczyć, a mrowie scen nie straciłoby groteski nawet gdyby racjonalizować je słowo po słowie. Niemniej jednak najważniejsze koncepcje czytelnika powinny scalić się w jedno. Co za tym idzie, w tym szaleństwie chyba naprawdę tkwi jakaś metoda.



 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Trojka
Autor: Stepan Chapman
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 235
Rok wydania: 2011
Cena: 37,00 PLN
Ocena recenzenta: 9/10

 

„Niepokojąca” to najlepsze słowo, którym krótko można opisać recenzowaną „Trojkę”. Rzadko kiedy można spotkać się z powieścią tak chaotyczną, oryginalną i mroczną, a zarazem uporządkowaną i dającą duże pole do popisu wyobraźni. Problem w tym, że „Trojkę” trudno zakwalifikować do jakiegokolwiek gatunku literackiego…

Trójka (a nawet trojka) głównych bohaterów to wyjątkowo dziwne trio – przez nieskończoną pustynię podróżuje razem stara meksykanka, brontozaur i cybernetyczny jeep. Jakby tego było mało, co jakiś czas nadchodzi burza piaskowa, która zamienia ich umysły ciałami. Żadne z nich nie pamięta prawie nic z dawnego, własnego życia. Czasami przychodzą tylko chaotyczne, wyrwane z kontekstu wspomnienia. I bynajmniej nie napawają one ukojeniem. Obrazu rozpaczy dopełnia śmierć, która nie stanowi tu żadnej wartości – wędrowcy wielokrotnie zabijają się nawzajem, by zaraz po tym powstać i kontynuować podróż ku krańcowi morza piasków, którego istnienia mogą się tylko domyślać.

Jak już wspominałem, „Trojkę” zdecydowanie cechuje ogromna pomysłowość autora – wbrew pozorom wątek pustyni wraz z opustoszałymi, lecz doskonale zachowanymi miastami nie jest tu najbardziej oryginalny. Prawdziwą siłę napędową powieści stanowi trójka bohaterów i strzępki wspomnień z ich dawnego życia, które każde z nich miało mroczne i chaotyczne. W tej kwestii zdecydowanie największa uwaga należy się Alexowi i jego wspomnieniom – w teorii jest on tylko skomplikowanym mechanizmem składającym się z setek mikroprocesorów poddawanych nieustannym obliczeniom. Jednak to jego wspomnienia zdają się być najciekawsze i zarazem najbardziej psychodeliczne. Nic dziwnego – Alex jest maszyną, ludzkie życie nie przedstawia dla niego zbyt wielkiej wartości.

Wspomnienia, wbrew pozorom, wcale nie tworzą spójnej całości z głównym wątkiem fabularnym – są to właściwie dwie różne sfery, prawie w całości od siebie niezależne. I tu niestety objawia się największa wada wątku podróży przez pustynię – jest on poprzecinany wcześniej wspomnianymi wspomnieniami, przez co w pewnych momentach staje się bardzo trudny do złożenia w jedną całość, zaś czytelnik zostaje przerzucany z niesamowitą szybkością przez kolejne ważne dla fabuły wydarzenia, jednocześnie nie mogąc stworzyć sobie zobrazować całej historii. Zaś zakończenie „Trojki” pozostawia zdecydowanie zbyt mocny niedosyt – gdy całość zaczyna się mniej lub bardziej sensownie układać w jedną całość, autor gna zdecydowanie za szybko, nie pozwalając jednocześnie delektować się tak długo skrywaną tajemnicą, jaką odsłonią ostatnie karty powieści.

 „Trojka” z pewnością nie nadaje się dla czytelnika, który szuka lektury lekkiej i łatwej – powieść Stepana Chapmana jest zdecydowanie książką trudną, wymagającą większego stażu w literaturze fantastycznej. Jednocześnie cechuje się ona bardzo dużą oryginalnością, niespotykaną wręcz w innych pozycjach w tym gatunku (o ile takowy można w przypadku „Trojki” zdefiniować). Powieść wypada jednocześnie trochę słabiej od innych pozycji, które ukazały się na naszym rynku w serii „Uczta Wyobraźni”, jednak nadal jest to poziom, o którym inni autorzy mogą tylko marzyć.



piątek, 04 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka