Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Cholewa Michał, Gambit

Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com]

 

Tytuł: Gambit
Autor:
 Michał Cholewa
Wydawnictwo:
 Ender
Ilość stron:
 320
Rok wydania:
 2012
Cena:
 34,90 PLN
Ocena recenzenta:
 8+/10

 

Space opera wciąż nie jest gatunkiem zbyt popularnym w Polsce – autorzy fantastyki nadal mocno koncentrują się na fantasy. Jednak od dłuższego czasu na rynku pojawia się coraz więcej utworów fantastycznonaukowych w wykonaniu rodzimych twórców. Dołącza do nich także Michał Cholewa ze swoją military space operą, „Gambitem”.

 

Sztuczne inteligencje, niegdyś tak cenny sojusznik w walce, ostatecznie stały się przekleństwem ludzkości. Jednego dnia wirus doprowadził wszystko na skraj przepaści – elektroniczne osobowości zbuntowały się, a ludzie obudzili się z ręką w nocniku. Utracono ogromną część danych, kontakt z koloniami został zerwany – wiele sektorów wszechświata po prostu zniknęło z jakichkolwiek map. Bez danych nawigacyjnych niemożliwe jest wykonywanie skoków, co sprawia, że wiele ludzkich baz sprzed Dnia dryfuje gdzieś w przestrzeni i czeka na jedną z trzech stron gwiezdnego konfliktu, by pomóc swoim odkrywcom w przeważeniu szali zwycięstwa.
Fabuła dość szybko rozdwaja się, a oba wątki bardzo mocno się przeplatają, tworząc w efekcie prawie jednolitą całość – historia walk w przestrzeni kosmicznej jest ściśle powiązana z batalią na powierzchni planety, z pozoru niewielkiej górniczej kolonii, jednak z punktu widzenia armii stanowiącej punkt zapalny konfliktu między Unią Europejską a Jankesami. Losy Marcina Wierzbowskiego, głównego bohatera „Gambitu”, poznamy dość dokładnie – mamy do czynienia „tylko” z prostym liniowym żołnierzem, który idzie i strzela tam, gdzie mu każą. Nadaje to całej fabule „normalności”, bez upiększeń i pokazywania, że wojna jest chwalebna. W „Gambicie” wojna to piekło, które na zawsze odciska piętno na psychice człowieka.
Wizję Cholewy najkrócej porównać można z „Terminatorem” przeniesionym kilkaset lat do przodu. Ludzkość pozbawiona została wsparcia inteligentnych systemów i musi polegać wyłącznie na sobie. Informacje i technologie sprzed Dnia są na wagę złota – i to właśnie one stanowią artefakty, swoiste Graale wojskowych. W „Gambicie” stanowić je może eksperymentalna, przełomowa technologia, czy też cudem ocalone archiwum danych. Tu nikt nie ma skrupułów – jeśli ty nie wykorzystasz znaleziska, zrobi to wróg.
Z kart powieści wręcz bije bezradność, z jaką muszą poradzić sobie żołnierze. Nie znajdziemy tu herosów gotowych szarżować w pojedynkę na wrogą armię, a najzwyklejszych ludzi z krwi i kości. Strach jest wszechobecny, nie ma też miejsca na bohaterstwo. Do celu idzie się po trupach – trzeba poświęcić kilkuset zahibernowanych żołnierzy, by misja została zakończona? Dowódcy, jak w prawdziwym świecie, traktują swoich podwładnych przedmiotowo, niczym pionki. To tylko dodaje ludzkich cech jednostkom w „Gambicie”. Nie mamy tu do czynienia z anonimowymi żołnierzami – każdy z nich jest wykreowaną oddzielnie postacią, z własnym charakterem, celami czy historią.
Ciekawie autor rozwiązał kwestię technologii. Wyraźnie widać, że nie próbuje on na siłę tworzyć wrażenia, że jego powieść jest bardzo mocno oparta na nauce, ale też nie usiłuje upraszczać i upiększać na siłę wytworów swojej wyobraźni. W rezultacie otrzymaliśmy zaplecze technologiczne, któremu niekiedy bliżej do „fiction”, niż „science”, jednakże nie można powiedzieć wprost: „to nie może mieć miejsca”. Ta sfera „Gambitu” przypomina raczej beztroskie przewidywania przyszłości i technologii, z jaką przyjdzie nam obcować. Niemniej wszystko podparte jest tu w miarę wiarygodnymi wyjaśnieniami – widać, że autor liczył się z podstawowymi prawami fizyki, bez prób ułatwiania życia głównym bohaterom.
Pod względem literackim „Gambit” także stoi na wysokim poziomie, jednak pojawiają się drobne zgrzyty. Język autora jest ciekawy i łatwy w lekturze, nie zmusza czytelnika do przebijania się przez długie, zawiłe wypowiedzi narratora. Sporo jednak w książce fragmentów sprawiających wrażenie, że autor przez kilka minut pisaniny nie wiedział, co dalej i za wszelką cenę próbował zakręcić się w kółko, by dopiero po chwili poprowadzić fabułę dalej. Trochę za dużo tu też scen, które, z pozoru dość ważne, nie mają żadnego wpływu na przyszłość.

„Gambit” nie jest powieścią wybitną. Jednak wyraźnie widać, że autor wiedział, co i o czym chce pisać. Sprowadził on wojnę do poziomu jednostki, nie przeistaczając konfliktu zbrojnego w suche sprawozdanie na temat posunięć wroga i strat we własnych szeregach. Uniwersum, chociaż ciekawe, nie odgrywa jednak znacznej roli w całej fabule, a szkoda – do uzupełnienia istnieje tu jeszcze wiele białych plam, które aż kłują czytelnika w oczy. I chociaż wątek kosmiczny jest trochę słabszy od historii walk na powierzchni planety, nie są to ogromne różnice jakościowe. Owszem, zdarzają się drobne zgrzyty, i to dość często, jednak ogólny odbiór „Gambitu” pozostaje jak najbardziej pozytywny. Prawdziwy, brudny wizerunek wojny i dobry styl autora to tylko jedne z nielicznych elementów, które tworzą pozytywny obraz całego „Gambitu”.

piątek, 04 maja 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka