Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Dick Philip K., Ubik

Autor recenzji:  [abominationasciturautumno.blogspot.com]

 

Określany mianem najważniejszego dzieła Philipa K. Dicka „Ubik” doczekał się godnego wydania. Duży format, gruba oprawa, piękne ilustracje Wojciecha Siudmaka (znanego już z „Kronik Diuny”) i przedmowa Łukasza Orbitowskiego wskazują na klasykę literatury nawet nieobeznanym. Taką odsłonę Dicka aż chce się zobaczyć na półce. Dość jednak pochwał w stronę wydawnictwa, wszak nie Dom Rebis jest tu najważniejszy. Pamiętaj tylko – wskazane jest używanie „Ubika” zgodnie z instrukcją…

W swojej przedmowie Łukasz Orbitowski dotyka najistotniejszych kwestii zawartych w powieści i usiłuje zestawić je z życiorysem Philipa K. Dicka. Przyznać trzeba, zadanie to niełatwe. Interesujący się science fiction znają zapewne narkotyczne i jak wieść niesie, wyjątkowo rozległe, ciągoty autora. A nawet jeśli nie, to przynajmniej jego paranoiczne zarzuty stawiane Lemowi, dzięki którym wiele można sobie dopowiedzieć. Philip Kindred Dick barwną postacią był i to nie ulega wątpliwości. Orbitowski pisze szczegółowo o środkach, jakie Dick wykorzystywał przy pracy, porównuje jego cierpienia do cierpień Kierkegaarda czy Nietzschego, a nawet Gustawa-Konrada. Stawia pytania odnośnie wpływu narkotyków, tak na samą twórczość, jak i całe wypełnione poszukiwaniem Absolutu życie pisarza. Przedmowa jest dużym ułatwieniem do prób zrozumienia powieści i warto zwrócić na nią uwagę. Wprawdzie zdradza też ważne wątki fabularne, ale i nic nie stoi na przeszkodzie, by oddać się jej lekturze już po przeczytaniu tekstu właściwego.

Świat przedstawiony w „Ubiku” opisuje niedaleką przyszłość. (Niedaleką przyszłość dla Dicka, gdyż rzecz dzieje się w roku 1992). Oto wiek, w którym kluczową pozycję zajmują ludzie obdarzeni zdolnościami paranormalnymi. Telepatów i jasnowidzów zatrudnia się w wielkich firmach, istnieją również korporacje antypsi zajmujące się niwelowaniem działań tych pierwszych. Nastąpił niebywały rozwój medycyny. Nie sposób już określić wieku człowieka, zastępcze organy działają sprawnie, niemalże bez zarzutu. Egzystencję prowadzą także półżywi. Instytucje takie jak Moratorium Ukochanych Współbraci zapewniają klientom trwanie w półżyciu, zawieszenie pomiędzy jednym a drugim światem. Jakim jest ten drugi, czy buddyjskim odrodzeniem się w innym łonie? Czy odejściem zupełnie gdzie indziej? Te zagadnienia wciąż pozostają tajemnicą.

Główny bohater, niejaki Joe Chip, to pracownik firmy przeciwdziałającej mocom parapsychicznym. Wiecznie zadłużony, mieszkający w niemal polowych warunkach, spotyka na swojej drodze Pat Conley, niejako femme fatale, młodą i o niebywałej mocy psionicznej. Tak oto zaczynają się kłopoty. Od tej pory jawa i ułuda będą się ze sobą przeplatać, niekiedy mieszać. Kartezjańskie cogito ergo sum utraci swoje znaczenie. „Czy ja istnieję?” jest pytaniem jak najbardziej adekwatnym, a jednocześnie odpowiedź na nie zdaje się niemożliwa do zweryfikowania. Na tej płaszczyźnie widać też zainteresowanie Dicka solipsyzmem, poglądem często pojawiającym się w jego twórczości. Mniej więcej od połowy książki autor dostarcza nikłych przesłanek do budowy teorii, czasem absolutnie sprzecznych, i wodzi za nos zarówno czytelnika, jak i bohaterów. Nie raz i nie dwa można zachodzić w głowę, co tak naprawdę jest rzeczywistością, a co nią nie jest. Co w ogóle znaczy rzeczywisty?

Historia rozwija się powoli, pytań przybywa, zaś odpowiedzi wciąż brakuje. Wszystko, każdy szczegół, może mieć znaczenie, jednak zebrać szczegóły w całość to rzecz najtrudniejsza. Tłem dla zastanowienia i dla poczynań bohaterów Dick ustanowił obojętny świat maszyn. Pozbawione uczuć, zmechanizowane realia przyszłości wydają się bolączką wielu pisarzy science fiction i nie inaczej stało się w tym przypadku. Treść ta najbardziej widoczna jest przy opisach prozaicznych czynności dnia codziennego. Momentami Dick stosuje humorystyczne paradoksy, co tym bardziej uwydatnia problem, a zarazem rozluźnia odrobinę atmosferę.

Świetnie wykreowany został motyw przewodni – Ubik. Czym albo może kim jest ten intrygujący twór? Początek każdego rozdziału z pewną przewrotnością przedstawia Ubika jako substancję cudotwórczą, panaceum i środek oferowany w reklamach. „Rewelacyjny nowy sos do sałatek Ubik. Nie włoski, nie francuski: całkowicie nowe i odmienne doznanie smakowe, które zaczyna podbijać świat. Daj się ponieść Ubikowi! Nieszkodliwy po przyrządzeniu według instrukcji.” Jak połączyć nachalne epatowanie sloganami ze stawianiem pytań o Absolut? To zdolność właściwa Dickowi i jego twórczości.

„Ubik” to wyjątkowa, niestarzejąca się powieść, której mogą dać się porwać tak wyjadacze science fiction, jak i entuzjaści innych gatunków. Najnowsze wydanie tym bardziej zachęca do kupna, zwłaszcza że w edycji dzieł wybranych znajdują się też między innymi „Valis” czy „Człowiek z Wysokiego Zamku”. „Ubika” można polecić też tym, którzy nie słyszeli wcześniej o autorze. Jest mniej psychodeliczny od „Trzech stygmatów Palmera Eldritcha” i wybitniejszy od kilku innych powieści w znacznym dorobku Philipa K. Dicka.

 

 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Ubik
Autor: Philip K. Dick
Wydawnictwo: REBIS
Ilość stron: 305
Rok wydania: 2011
Cena: 45,90 PLN
Ocena recenzenta: 10/10

Z pozoru „Ubik” jest kolejną książką z gatunku science-fiction, jakich wiele. Początek także nie wskazuje na nic innego – ot, zwykła powiastka. Ale to, co na pierwszy rzut oka jest całkiem normalne, okazuje się być abstrakcyjnym bytem.

Wszystko zaczyna się od, z pozoru, prostego i łatwego zlecenia dla firmy Glena Runcitera, zajmującej się, krótko mówiąc, usługami „telepatycznymi”. Jak się jednak okazuje, zlecenie jest pułapką, które zapoczątkuje niesamowity bieg wydarzeń. Tym razem walka o przetrwanie nie będzie się toczyła z kohortami wrogich istot, lecz z czasem… Świat „Ubika” jest zdecydowanie bardziej rozwinięty, niż ten nam współczesny – wszechobecne moratoria pozwalają rodzinom na rozmowę z „pół-martwymi”. To właśnie stąd będą wynikać wszystkie problemy, na jakie natkną się później bohaterowie książki. Świat dookoła młodnieje, a Runciter próbuje wyraźnie przekazać im w wiadomościach ukryte informacje.

Siła oddziaływania „Ubika” nie leży w sferze bohaterów, których wyróżniają tylko silnie zarysowane cechy ludzkie. Książka Dicka ma w sobie wszelkie cechy pewnej psychodeliczności, z którą mało który autor do tej pory postanowił się zmierzyć. Dick wręcz po mistrzowsku stworzył wątek komunikowania się ze zmarłymi, a zakończenie książki jest tak zaskakujące, że czytelnik po prostu nie może się go spodziewać. Krótko mówiąc, „Ubik” jest klasą samą w sobie, pokazując m.in., do czego mogą prowadzić eksperymenty ze świadomością osób zmarłych.

Najnowsze wydanie powieści Dicka naprawdę zasługuje na miano „kolekcjonerskiego”. Książka opatrzona jest ilustracjami Wojciecha Siudmaka oraz (przydługim i momentami nudnym) przedsłowiem Łukasza Orbitowskiego. Twarda, płócienno-podobna okładka i dobrej jakości papier są pełnym usprawiedliwieniem dość wysokiej ceny. Zdecydowanie warto zapoznać się z tą klasyką w gatunku science-fiction, która będzie jeszcze żywa przez długi czas.

piątek, 04 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka