Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Flanagan John, Ruiny Gorlanu. Zwiadowcy. Księga 1

Autor recenzji: Jenny [oczami-jenny.blogspot.com]

 

O serii: Honor, odwaga, wierność, przyjaźń, miłość. Wartości te nie są nam obce w serii "Zwiadowców" autorstwa Johna Flanagana.
Will wraz z mistrzem Haltem i przyjaciółmi - Horace'm i Gilanem - nie mają chwili wytchnienia. Co chwila Araluenowi - państwu pod rządami dobrego króla Duncana - i krajom na starym kontynencie grozi niebezpieczeństwo. Z Gór Deszczu i Nocy nadchodzi Morgarath, z północy Scottowie, z zachodu Skandianie, z południa - mieszkańcy Arydii. Na wschodzie natomiast, w Hibernii - krajowi bliskiemu Haltowi - rozprzestrzeniają się wyznawcy niebezpiecznej religii, która zaczyna zagrażać ojczyźnie bohaterów. Mimo nieustających przygód nadal mają czas na życie prywatne, co z reguły kończy się... Bardzo dobrze :).


O książce: 15-letni Will - sierota na zamku Redmont - od zawsze marzy, by stać się rycerzem. Niestety, jego marzenia są nie do zrealizowania. Niski, skromnej postury inteligentny chłopaczyna, który woli uciekać, skrywać się, chodzić po drzewach i atakować z ukrycia, nie jest odpowiednio przygotowany do roli zacnego rycerza. Nie to co Horace - wysoki, umięśniony i nieco przy głupawy rówieśnik oraz największa zmora Willa. Chłopak jednak nie traci nadziei i z niecierpliwością oczekuje na Dzień Wyboru organizowany przez barona Aralda na zamku Redmont, w którym każda sierota, która ukończyła 15 lat ma szansę zostać czeladnikiem jednego z Mistrzów Sztuk. Niestety - kiedy przyjaciele mają szansę pobierać nauki u tych mistrzów, u których chcieli, Will zrozumiał, że nie nadaje się do niczego i czeka do praca na polu. W tym momencie na scenę wkracza tajemniczy Halt i proponuje chłopakowi przystanie do zwiadowców - ludzi owianych legendą, którzy, jak wieść niesie, parają się czarną magią, potrafią stawać się niewidzialni. Chłopak uznaje, że gorzej już być nie może, więc przystaje na propozycję zwiadowcy. I w tym momencie zaczyna się zabawa :). 
Pobieranie nauk, pierwsza jazda konno, pierwszy Zlot Korpusu Zwiadowców, walka z kalkarami, trudny wybór i mianowanie na ucznia to tylko część wydarzeń, która spotyka młodego zwiadowcę w pierwszej części serii.

Zabawy przy czytaniu jest co niemiara. Po ironicznych tekstach Halta, Gilana i Starego Boba nie sposób się nie uśmiechnąć, jeśli nie wybuchnąć śmiechem. Poza tym akcja książki podzielona jest na dwóch bohaterów, więc możemy obserwować zarówno naukę Willa ze swoim mistrzem, jak i poczynania Horace'a, który gnębiony jest przez trójkę starszych "kolegów". Dzięki temu mamy szansę polubić mięśniaka nim zaprzyjaźni się z młodym zwiadowcą.
"Ruiny Gorlanu", jak i kontynuacje, zdecydowanie skierowane są ku młodzieży. Lekki język, nienużące opisy, ciekawa fabuła, zwroty akcji i liczne niespodzianki sprawiają, że młodzi nie mogą oderwać się od książki, choć i dorośli bez problemu mogą zagłębić się w historię Willa i przyjaciół. Zagłębienie się w nieco podrasowany wizerunek średniowiecznej Anglii sprawia, że możemy zapomnieć o otaczającym nas świecie na kilka miły godzin, dając wytchnienie zszarganym nerwom.
Po lekturze "Zwiadowców" w życiu kilku (a może jednak wielu) młodych czytelników powinno się co nieco zmienić. Zaczynamy rozumieć, że każdy jest do czegoś stworzony i każdy ma swój cel w życiu, a przy okazji poznajemy drugi koniec kija - to, że marzenia się spełniają nie oznacza, że po ich spełnieniu możemy odejść w spokoju, tylko, że czeka nas jeszcze cięższa praca, której finał może być lepszy od spełnienia marzeń.



Oczami Jenny: "Ruiny Gorlanu" są swoistym wprowadzeniem, prologiem do całej serii. Takiej atmosfery, którą znajdujemy w pierwszej księdze cyklu, nie możemy znaleźć w żadnej kolejnej części (co oczywiście nie oznacza, że kolejne części są gorsze). Kiedy sięgniemy po nią raz, nie oderwiemy się od niej, póki nie przeczytamy ponownie całej historii. A kiedy się ją skończy pragnie się sięgnąć po kolejną.

 

 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Ruiny Gorlanu
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 318
Rok wydania: 2009
Cena: 29,90 PLN
Ocena recenzenta: 8/10

 

Jeśli taka książka podoba się gościowi, który zjadł zęby na fantasy odpowiednio wypełnionych: seksem, zdradą, seksem, juchą tryskającą hektolitrami, seksem, wulgarnością, seksem, brzydkimi potworami, seksem i mrrrrrrokiem, to znaczy że jest to książka nad wyraz dobra. A o dziwo nie powiela znanego nam wszystkim schematu „Dziesięć trupów w dwa sekundy, a i smokowi się dostanie”. To nie jest książka, gdzie główny bohater nosi na sobie równowartość składnicy złomu, śmierdzi magią na kilometr, a jego oddech zabija wszystko, co żywe.

Will, główny bohater jest sierotą, która wychowywała się na zamku. W końcu przyszedł czas, gdy musiał dokonać wyboru przyszłej szkoły i mieć nadzieję, że zostanie przyjęty. Jego wybór padł na Szkołę Rycerzy, pomimo drobnej postury. Jednak jak pokazuje nam życie, chłopak spotkał się z odmową. Jeszcze nie wiedział, jaką niespodziankę szykuje mu los…

Halt jest zwiadowcą. Człowiekiem, na którego wszyscy spoglądają z trwogą. Wybrał Willa jako swojego ucznia, co zdarza się niezmiernie rzadko. Bardzo trudno wkroczyć w sferę zwiadowców, grupy zawodowej, która rządzi się własnymi prawami i nie dopuszcza wielu osób do swoich tajemnic.

Nie wiem, kiedy ostatni raz zdarzyło mi się czytać tak dobry tytuł. Jedną z tych składowych jest na pewno język, który jest zarazem przyjemny dla oka, jak i strawny w odbiorze. Daleko tu autorowi do ukraińskich pisarzy, gdzie nad każdą stroną trzeba myśleć kilka razy. „Zwiadowców” się po prostu czyta, a czytelnik nie wie, gdzie uciekło mu kilka godzin życia. Sam Halt na pierwszy rzut oka wydaje się ostatnim skurczybykiem. Jednak zdziwiłem się, że tego skurczybyka można naprawdę polubić! Przy czym relacje między samymi zwiadowcami aż proszą się o to, by czytać dalej tylko dla nich. Są naprawdę miłe oku!

Teoretycznie ta pozycja jest dla dzieci od lat jedenastu wzwyż. Śmiem twierdzić, że „Zwiadowcy” stanowi bardzo poczytną pozycję nawet dla takiej starej wygi, jak ja. Cholera, naprawdę żałuję, że do tej pory omijałem serię szerokim łukiem… Kilka niedociągnięć się jednak znalazło. Jednym z nich jest chociażby zderzenie archaizmów z prostym językiem. Jakoś bardzo nie pasowało mi tam słówko takie jak „rad” (i to nie w sensie pierwiastka chemicznego). Byłbym też zapomniał, że do książki wydawnictwo dodaje dodatkową atrakcję w formie dwóch literówek. O ile pierwsza zabawna była średnio, o tyle druga, jaką jest „szkolenie zawiadowcy” sprawiła, że uśmiałem się do rozpuku.

piątek, 04 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka