Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Gier Kerstin, Czerwień rubinu

Autor recenzji: Jenny [oczami-jenny.blogspot.com]

 

Wyobraź sobie: nazywasz się Charlotta, masz 16 lat, mieszkasz w Londynie z matką, dwoma ciotkami, trojgiem kuzynostwa, babcią i kamerdynerem. Jesteś najlepszą uczennicą w szkole, nauczyciele cię uwielbiają, no i w końcu brzydka też nie jesteś. Może nie masz zbyt wielu przyjaciół (jeżeli w ogóle), ale czym są przyjaciele, gdy ma się gen podróży w czasie, dzięki któremu możesz nie tylko przenosić się w przeszłość, ale i poznać Gideona de Villiers – 19-letniego nieziemsko przystojnego młodzieńca, który gra w polo. W dodatku łączy was o wiele więcej niż tylko spotkania tajemniczego zakonu w londyńskich podziemiach. Jesteś Rubinem. Od urodzenia uczono cię jak być doskonałym podróżnikiem, a już wkrótce odbędziesz swoją pierwszą podróż. I nagle całe twoje życie staje na głowie. Ni z tego, ni z owego twoja durna kuzynka Gwendolyn z głupią blizną na skroni przychodzi ze swoją stukniętą matką i twierdzi, że to ona jest Rubinem, a nie ty. Nikt co prawda im nie wierzy, ale jedynym sposobem by pokazać, że nie mają racji ma być twój przeskok w czasie. A przecież powinien się zdarzyć już parę dni temu! Ooooj, nie. Jesteś Charlotta Montrose i nikt nie ma prawa odbierać czegoś, o co troszczyłaś się przez całe życie.

Kiedy kończymy czytać jakąś książkę, możemy spodziewać się kilku(dziesięciu) różnych reakcji. Pierwsza z nich i zarazem jedna z najrzadszych to typ „trafiło się ślepej kurze ziarno”: „O mój boże! Ta książka jest boska! Miałam/em fuksa – książkę kupiłam/em w ciemno, bez czytania żadnych opinii, ani nic. Naaajs.”. Natomiast jedną z najczęstszych: „Nie mogę się doczekać kontynuacji! (Dajmy na to) Skrzetuski jest taki cudowny!”. Z kolei gdzieś pomiędzy częstotliwością „OMG! OMG! OMFG! Kocham tę książkę! Chcę za nią wyjść i urodzić jej/spłodzić z nią dzieci! Zginę za nią na wojnie o wolność dla książek!” a „No. Ujdzie w tłumie.”, znajduje się: „Raaaaaanyyy! Co za badziewie! Dlaczego ja w ogóle sięgnęłam/ąłem po to coś?!”. No właśnie – dlaczego? Książka może mieć, np. wiele pozytywny recenzji. Na portalach książkowych – wiele gwiazdek. Na forum wszyscy piszą, że książka jest fenomenalna, co potwierdzają rozmowy – zarówno te na gg i facebookowym chacie, jak i te w szkole/na uczelni/ w pracy. Lektura taka może być o tematyce jaką uwielbiasz i poruszać problemy, o których kochasz dyskutować. Nie mówiąc już o tym, że niemal pod każdym twoim postem musi się pojawić co najmniej jeden komentarz polecający daną pozycję. W dodatku akurat nadarza się okazja, by ją tanio nabyć. Ba! Nawet czas, żeby przeczytać w spokoju. No i co zrobić w tej sytuacji? Przeczytać – nie ma innej opcji.

W takiej sytuacji znalazłam z „Czerwienią Rubinu” Kerstin Gier. Świat skrzyknął się z Życiem i Losem i wymusił na mnie lekturę tej książki. Jak to się skończyło?

Zacznijmy jednak od czegoś miłego, przyjemnego i prostego – a mianowicie od języka, narracji i fabuły. Pierwszoosobowa narracja prowadzona jest przez szesnastoletnią Gwen, w pierwszej części „Trylogii Czasu” spotykamy się więc z prostym, młodzieżowym językiem, nadającym książce pewnego rodzaju „swojskiego” klimatu – ot miasto, jak każde inne w Europie, na początku XXI w., w którym możemy mieć do czynienia zarówno z młodymi geniuszami jak i całkowitymi idiotami. Jeżeli szukamy górnolotnych słów i homerowskich porównań, powinniśmy się od tej książki trzymać z daleka. Jeśli zaś chodzi o fabułę – choć na pierwszy rzut oka przez długi czas nic się nie dzieje (autorka sporą część książki poświęciła na spory na temat Gwen i jej rzekomego bycia Rubinem), Kerstin Gier cały czas, jak na dobrego gospodarza przystało, serwuje nam pod nos coraz to cieplejsze i smaczniejsze kąski, takie jak przezabawne teorie spiskowe Leslie i Gwen, dziwne zachowanie Gideona  czy podejrzane wymówki Grace, przez co nie możemy oderwać się od książki choćby na minutkę.

A skoro już o bohaterach mowa… Postacią, która wzbudziła we mnie najcieplejsze uczucia, jest Leslie Hay – najlepsza przyjaciółka Gwen. Ta miła i pogodna dziewczyna jako jedyna bezinteresownie postanowiła pomóc swojej przyjaciółce, gdy ta znalazła się w trudnym położeniu. Zawsze towarzyszyła dziewczynie i była godna zaufania - nic więc dziwnego, że znała wszystkie jej sekrety, nawet te, o których nie powinna nic wiedzieć. Zachowała jasność umysłu, gdy podróżniczka w czasie straciła głowę, i pomogła jak tylko mogła, używając wszystkich możliwych źródeł informacji. Mam nadzieję, że gdyby mi się przytrafiła podobna historia, zachowałabym się zupełnie jak Leslie.
Jedną z ciekawszych bohaterek była i nasza narratorka – Gwendolyn Sheperd. Chodź wydarzyło jej się coś zupełnie nie z tej Ziemi, w miarę szybko opanowała sytuację (wraz ze swoją przyjaciółką) i odnalazła się w nowym życiu. Wielbicielka banalnych filmów i głębokich, mało komu znanych książek zawładnęła moim sercem nie tylko z powodu podobnych zainteresowań czy możliwością podróży w czasie, ale tym, że po całym zamieszaniu nadal pozostawała sobą – ot zwykłą uczennicą w londyńskiej szkole, która po prostu… Ma nieco ciekawsze zajęcia popołudniami.

Nie mogłam oczywiście zapomnieć o podróżach w czasie – czyli tym na czym opiera się cała książka, a co Jenny lubi najbardziej. Jak już niegdyś pisałam, bardzo trudno mnie zadowolić w tej kwestii. Autor książki nie może zapomnieć o efekcie motyla, o ciągłości Czasu, o jego stałości i niezmienności. Z Czasem nie może igrać. Z Czasem nie może się bawić. Z Czasem nie może walczyć. Czas rządzi się własnymi prawami i nikt nie wygra z nim walki. Nic więc dziwnego, że tak rzadko ktoś podejmuje się tematyki podróży w czasie, a jeszcze rzadziej czytelnicy są zadowoleni z takiego przedstawienia sprawy. Kerstin Gier jednak pisze tak, jakby doskonale znała jego naturę. Szanuje Czas, współpracuje z nim, a nie walczy.  To właśnie dzięki temu tak bardzo pokochałam Trylogię Czasu. Co prawda przeszkadzają mi te nagłe „przeskoki”, które czasem zdarzają się bohaterom, a także fakt, że muszą „odfajkować swoje” w przeszłości, sądzę jednak, że był to, niestety, jedyny sposób, by wszystko ze sobą pogodzić, więc przymykam na to oko.

Podsumowując… „Czerwień rubinu” autorstwa Kerstin Gier jest pozycją rewelacyjną, napisana ciekawym, choć prostym, językiem z niesamowitą fabułą. Pozycja doskonała dla młodzieży, aczkolwiek dorośli spokojnie mogą po nią sięgnąć – by przypomnieć sobie, jak było mieć lat „naście” lub choćby dla fenomenalnych podróży w czasie. Od Trylogii Czasu trudno się oderwać i trudno jej nie pokochać. Ze zniecierpliwieniem czekam na ostatnią część – „Zieleń Szmaragdu” – a „Czerwień rubinu” i „Błękit Szafiru” odkładam na półeczkę „Ulubione”.

 

Autor recenzji: Sophie [bucherwelt.blogspot.com]

 

Gwendolyn ma szesnaście lat i jest normalną nastolatką. Może poza tym, że widzi duchy i demony. Uczy się tak sobie, zna na pamięć całe obsady filmów i gada godzinami przez telefon ze swoją najlepszą przyjaciółką. Jednak jej rodzina nie jest już taka normalna. Skrywają sekret. Od lat linii żeńskiej jej rodziny rodzą się "podróżnicy w czasie", którzy mają ‘gen’ umożliwiający podróżowanie do przeszłości.
Charlotte, kuzynka Gwendolyn, powinna odziedziczyć gen podróży. W końcu obliczył to Newton. Była na to przygotowywana całe życie. Wszyscy czekają, aż pierwszy raz przeskoczy w czasie. Jednak tak się nie dzieje. Okazuje się, że to Gwen odziedziczyła ten gen, a do tego jest kompletnie nieprzygotowana.
 
Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Styl autorki jest bardzo przystępny i lekki. Wartka akcja, doskonałe opisy, wiele emocji i uczuć oraz ciekawe postacie, wszystko to jest w tej książki. Główna bohaterka jest niezwykle ciekawą postacią, a jej narracja jest zabawna, czarująca i ciekawa. Nie raz uśmiechałam się do książki, czytając dialogi, czy przemyślenia Gwen. Podróże w czasie to rzadki temat książek, dzięki czemu powieść jest jeszcze wspanialsza. Tajemnice, niezrozumiałe wierze i nikt, kto może i chce udzielić jasnej odpowiedzi. Strażnicy nie potrafią zaufać Gwendolyn z powodu wciąż spornego wydarzenia sprzed wielu lat.
 
Książka kończy się zdecydowanie za szybko, zważając na to, że obejmuje tylko kilka dni, a mimo że Gwendolyn i Gideon nie wiele posunęli się ze spełnieniem misji, to samo poznawanie świata i tajemnic Podróżników wykreowanych przez niemiecką autorkę Kerstin Gier było bardzo interesujące i wciągające. W ‘Czerwieni Rubinu’ pojawia się również delikatna namisatka wątku miłosnego, która wydaje się idealnym uzupełnieniem książki i jej częścią.
Plusy: Okładka. Gideon.
Minusy: Czasami ciężko się połapać o co chodzi, bo tak wiele się dzieje. ;)
 

Ocena: 10/10.

 

Autor recenzji: GumcioBook [mylittlelibrary-gumciobook.blogspot.com]

 

Tytuł: „Czerwień rubinu”
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 344
Ocena: 6+/6

 
Książka opowiada o dziewczynie o imieniu Gwendolyn. Odkrywa ona w sobie gen podróży w czasie, który powinna mieć jej kuzynka Charlotta. Ale okazało się, że mama Gwendolynprzekupiła położną, żeby sfałszowała datę urodzin jej dziecka o jeden dzień do przodu( chciała, żeby jej córka miała normalne dzieciństwo), co sprawiło, że wszyscy myśleli, że to Charlotta- starsza o dzień, urodzona w wyliczoną przez Newtona datę powinna mieć gen. Cały światGwendolynstaje na głowie, gdy nagle idąc do sklepu znajduję się w innych czasach, zupełnie nie przygotowana do tego. Potem zostaje wtajemniczona w zagmatwany świat z chronografem, podróżami w czasie i misją pobrania krwi( żeby została wczytana do chronografu) każdemu z dwunastu podróżników( wiem, trochę dziwne). Niestety większość, szczególnie ciotka Glenda, doktor White i Gideon- drugi podróżnik, nie przyjęli zbyt dobrze wieści o tym, że Gwendolyn zastąpi Charlotte.
Książka zupełnie mnie zaskoczyła. Gdybym wiedziała, że jest aż tak świetna nie zaczęłabym jej czytać dopiero wieczorem prawie przysypiając(tak, wiem popełniłam straszny błąd). Już po kilku stronach zrozumiałam, że muszę się rozbudzić i czytać całą noc. Kilka kółeczek wokół pokoju i mogłam czytać. Niestety potem spałam cały dzień, ale zdecydowanie warto było :)
 
Bardzo polubiłam główną bohaterkę, jak również Gideona. Gideon zrobił na mnie wielkie wrażenie. Stworzyłam sobie we własnej głowie jego idealny obraz. Nawet jego gburowaty charakter zaczął mi się podobać, co mnie bardzo zdziwiło, bo raczej nie przepadam za takimi postaciami. No i najważniejsze, zielone oczy! Kocham takie! Ale, zdarzało mi się być przez niego wkurzoną, szczególnie na początku. Chyba każdy by się zdenerwował czytając o tym jak traktował Gwendolyn.
Gwendolyn za to podziwiam. Nie była zupełnie przygotowania to tego co się stało, a jednak jakoś sobie radziła. Wszyscy ciągle uważali ją na nieużyteczną i głupią. Sama nie wiem jak ona to wytrzymała. Ja już dawno bym dało sobie z tym spokój i uciekła jak najdalej od tych ludzi, nawet jeśli musiałabym wtedy pogodzić się z niekontrolowanymi podróżami w czasie.  Ach, no tak, i jeszcze widzi duchy i inne przedziwne stworzenia jak gargulce. 
 
Bardzo spodobała mi się ta cała historia, którą stworzyła autorka. Tak oryginalna, pełna tajemnic i niesamowitych wydarzeń, że po prostu nie można jej odłożyć na później( ja a i tak żałuję, że dopiero teraz się za nią zabrałam). Te wszystkie postacie, skomplikowane sytuacje i , jak mogłabym zapomnieć, całe drzewa genealogiczne i więzy krwi. Nawet teraz gdy jestem już w połowie trzeciej części nie za bardzo się w tym wszystkich łapię.
Chyba każdego zainteresują te wszystkie ciemne korytarze, piwnice (w których ukryty jest chronograf) i Smocza Sala. A szczególnie tajemnice skrywane przez Strażników i ciągle dręczące pytania: Co się stanie gdy krew wszystkich podróżników zostanie wczytana do chronografu? I co chcą zrobić Lucy i Paul, który kilkanaście lat temu ukradli jeden z dwóch chronografów? Ah, już nie mogę się doczekać kiedy dostanę odpowiedzi na te pytania.
 
No to teraz kilka słów o okładce. Po prostu jestem nią oczarowana. Każdy jej milimetr jest cudowny, tak samo jak jej zawartość. Dziewczyna z rozwianymi włosami. Może się wydawać banalne, ale ta okładka wcale na taką nie wygląda. Która najbardziej wam się podoba? Bo mi z pewnością nasza polska :)
Cytaty:
„Rubin to początek, lecz i zakończenie”
„- Jest w nim zakochana. –Nie, nie jest. –Ależ tak, jest. Tylko jeszcze o tym nie wie.”
„Wiem, że istnieją rzeczy na niebie i ziemi, których nie potrafimy sobie wytłumaczyć. Ale być może nadajemy tym rzeczom zbyt wielkie znaczenie, zajmując się nimi tak mocno.”



Autor recenzji: Shoko [twinkle-heart.blogspot.com]

 

Tytuł: Trylogia czasu. Czerwień rubinu
Autor: Kerstin Gier
Premiera: 29 kwiecień 2011
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Egmont Polska
Ocena: 6/6

NOTA WYDAWCY:

Gwendolyn ma szesnaście lat, dwoje rodzeństwa, oddana przyjaciółkę w klasie i lekko dziwaczna rodzinę. Z dnia na dzień dowiaduje się, że jest obdarzona genem podróży w czasie. Drugim podróżnikiem jest niejaki Gideon - bezczelny, arogancki, choć bosko przystojny młodzian, który tajną misję najchętniej zachowałby wyłącznie dla siebie. Ale bez Gwendolyn nie uda mu się misji wypełnić...

 

W części pierwszej poznajemy Gwendolyn, która jest główną bohaterką. Jest ona uroczą szesnastoletnią dziewczyną. Gwendolyn widzi duchy, niestety nikt z rodziny jej nie wierzy, prócz jej przyjaciółki Leslie. Nasza bohaterka mieszka w Londynie na trzecim piętrze ogromnego domu babci (lady Aristy) wraz z dwójką rodzeństwa i mamą. Od pewnego czasu cała rodzina wyczekuje objawów genu przenoszenia się w czasie u Charlotty, kuzynki Gwendolyn. Zakładano, że posiadaczką tego daru jest właśnie ona. To Charlotta była przygotowywana do zawodu "podróżnika w czasie" i to ona wiedziała o wszystkim, o każdym drobnym szczególe. Niestety dar pojawił się nie u Charlotty lecz u Gwendolyn. Gwen z dnia na dzień musi podróżować w czasie, choć nie jest do tego przygotowywana. Dziewczyna musi sama poradzić sobie z tym darem, ponieważ nikt nie chce jej wszystkiego wytłumaczyć. Czy nasza bohaterka poradzi sobie z tym wyzwaniem?
I jaki w tym udział będzie miał przystojny Gideon? 
"Czerwień Rubinu" to pierwsza część "Trylogii czasu". Akcja powieści jest niezwykle wciągająca. Zaczynając czytać, nie wprost się od niej oderwać. Narratorem książki jest Gwendolyn. Świat przedstawiony w książce jest dopracowany w każdym szczególe. Czytelnik czuje, jakby sam brał udział we wszystkich wydarzeniach, a otaczający świat zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Kto z nas nie chciałby móc podróżować w czasie? Choć wydaje się to dobrą zabawą, wcale nie jest takie przyjemne – objawia się nudnościami, a następnie wybraniec znajduje się w losowo wybranych czasach, do 400 lat wstecz. Aby to uregulować Strażnicy stosują chronografy, pozwalające odbywać kontrolowane podróże.

Co do głównych bohaterów muszę przyznać, że Gwendolyn i Gideon zdobyli moje serce. On arogancki, przemądrzały, a czasami nawet bezczelny 19letni przystojniak. Ona odważna, zdecydowana i mająca własne zdanie dziewczyna - młodsza od Gideona o 2 lata. Na naszych oczach rodzi się pomiędzy nimi uczucie. Jednak czy ich uczucie ma szansę przetrwać skoro związki pomiędzy ich dwoma rodzinami nie są mile widziane?

Okładka książki według mnie jest świetna, jednak bardziej przypadła mi do gustu okładka z anglojęzyczną wersją. Te niecałe 350 stron czyta się w mgnieniu oka, a odkładając książkę na bok nie możemy przestać myśleć co będzie dalej i jak potoczy się akcja. Polecam, polecam, polecam. 

"Tajemnica ma wielką moc i daje wielką moc temu, kto potrafi ją wykorzystać, ale moc w rękach niewłaściwego człowieka jest bardzo niebezpieczna."



piątek, 04 maja 2012, fosher
Tagi: Gier Kerstin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka