Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Glukhovsky Dmitry, Metro 2033

Autor: Jareckr [jareckr.blox.pl]

 

Znowu przychodzi mi pisać o wizji naszego świata po konflikcie nuklearnym, tym razem za sprawą książki „Metro 2033”. Dzięki wyobraźni rosyjskiego autora, pana Glukhovskyego, przenosimy się na przystanki i do tuneli podziemnej, moskiewskiej kolei. Tam właśnie schroniły się niedobitki ludności stołecznego miasta, tworząc na poszczególnych stacjach małe, odrębne społeczności. Część z nich kieruje się znanymi już z historii ideologiami i religiami. I tak na przykład znaczącą siłę posiada linia czerwona, której władze swego czasu chciały „wyeksportować” komunizm na pozostałe stacje. Zdecydowany opór postawiła im Hanza – odpowiednik zachodnich państw kapitalistycznych w skali mikro, gdzie z niemal nabożnym szacunkiem traktuje się książkę Adama Shmita. W metrze swoje miejsce znalazły też neofaszyzm (IV Rzesza), trockizm, prymitywna religia w Wielkiego Czerwia oraz satanizm, którego wyznawcy postanowili dokopać się do piekła. Wśród zdegradowanych, walczących o przetrwanie ludzi ci, którzy pamiętają czasy świetności, wspominają je z rozrzewnieniem. Młodsi mogą jedynie uczyć się o przeszłości.

Na powierzchni, poza skażeniem, niebezpieczne są nowe, zmutowane i najczęściej przerośnięte formy życia. Paradoksalnie to popromienne monstra mogą wygrzewać się na słońcu, bo – jak zauważa jedna z postaci – ludzie żyjący przy sztucznym świetle lamp i nieprzyzwyczajeni do światła dziennego przypominają Morloków z „Wehikułu czasu” Herberta Wellsa. Egzystencja w metrze nie jest łatwa, za wiele ogólnie dostępnych przed wojną dóbr trzeba słono płacić uniwersalną walutą – karabinowymi nabojami. Do miasta wychodzą jedynie stalkerzy (tak, tak, „Piknik na skraju drogi”) – osoby zajmujące się wyszukiwaniem i sprowadzaniem cennych przedmiotów na sprzedaż. Wielu ludzi szczególną estymą darzy książki…

Z najdalej na północ położonej stacji WOGN, zagrożonej atakami mutantów oddziaływujących na psychikę mieszkańców, pewien młody chłopak o imieniu Artem wyrusza na długą wędrówkę. Chce dotrzeć do legendarnego Polis, ostrzec ludzi przed nowym niebezpieczeństwem i zorganizować pomoc. W trakcie swojej podróży zdobywa wiedzę o otaczającym go świecie, poznaje ludzi i rozmaite, często przeciwstawne światopoglądy, zastanawia się nad sensem życia, wielokrotnie wątpi w sens swojej misji. Faszyści za zastrzelenie oficera prawie go wieszają, ratują natomiast naiwni, izolujący się od linii czerwonej towarzysze-bojownicy z podobizną Che Guevary na sztandarze (właściwie na brudnej szmacie). Komuniści wydają wyrok na Artemowego towarzysza podróży, a o satanistach opowiada jakiś porwany przez nich człowiek. Chłopak trafia też na spotkanie świadków Jehowy, symbolizujących w książce ludzi gorliwie wierzących, jednak ani ten, ani żaden z pozostałych światopoglądów nie zatrzymują go w miejscu. Artem, mimo niewielkiego doświadczenia życiowego wykazuje samodzielne myślenie i krytycyzm, a obrany cel każe mu podążać dalej własną drogą. A że na jej końcu czeka gorycz i jednak rodzaj porażki, to już zupełnie inna sprawa…

Poza interesującym protagonistą, w książce występuje cała plejada postaci – ojczym Artema, drobny cwaniaczek Burbon, tajemniczy filozof Chan, twardzi stalkerzy czy inteligent Porfiriewicz (ponoć pojęcie inteligencji jako grupy społecznej funkcjonuje jedynie w Rosji i Polsce) to tylko niektóre z nich. Na większą uwagę zasługuje pewien kapłan, który sam stworzył religię dla półdzikich ludzi, a urządzenia (a także broń palną) traktuje jako uosobienie zła i powód upadku ludzkości.

W „Metrze 2033” wszystkie uproszczenia fabularne, a nawet pewien schematyzm (przemieszczanie się głównego bohatera od punktu A do B, dalej do C itd.), zostały zastosowane w stu procentach świadomie, a to zupełnie co innego niż pisarska indolencja. Powieść jest metaforyczna, bo czymże jest wędrówka Artema, jeśli nie poznawaniem życia przez młodego człowieka? Glukhovsky zachował odpowiednie proporcje między filozofowaniem, scenami akcji i przedstawianiem zakrojonej na szeroką skalę wizji. Proza zaprezentowana przez niego w literackim debiucie nie tylko wciąga, pobudza wyobraźnię, ale też zmusza do myślenia i wywołuje emocje – w rezultacie dość szeroka grupa czytelników powinna poczuć się zadowolona. Pisałem już kiedyś o tym, teraz się powtórzę – operować względnie prostym językiem i za jego pomocą przekazywać coś istotnego to naprawdę spora umiejętność; również dlatego autorowi należą się brawa. Glukhovskyemu udało się stworzyć kompletną, fantastyczną  rzeczywistość; wszystko tu gra, doskonale pasuje do siebie. Co więcej, klimatem postapokaliptycznym „Metro” dorównuje najlepszym dziełom książkowym i filmowym. Wszelkie rosyjskie smaczki, w tym odwołania do wojny ojczyźnianej dodają powieści kolorytu, powodują też, że można ją postawić w jednym rzędzie z najbardziej udanymi tekstami braci Strugackich i Siergieja Łukjanienki. Zakończenie zaskakuje i nie zawodzi – jest odpowiednim zwieńczeniem blisko sześćsetstronicowego tomu. Dodatkowy plus należy się za zamieszczony w książce, kolorowy plan moskiewskiego metra – to coś, co cieszy oko i z pewnością ułatwi śledzenie wędrówki głównego bohatera.

Oby jak najwięcej takich książek, które eksploatują zdawałoby się ograne już pomysły na zupełnie nowe sposoby. Po raz któryś z rzędu utwierdziłem się w przekonaniu, że kufer z napisem „literatura fantastyczna” jest bardzo pojemny, a jego zawartość niejednym może mnie jeszcze zaskoczyć. Ciekaw jestem tylko, czy pisarza stać na stworzenie w przyszłości czegoś tak rozwiniętego przy zachowaniu wysokiego poziomu, a co w żaden sposób nie będzie nawiązywać do przedstawionego tu  uniwersum.



 

Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com]

 

Tytuł: Metro 2033
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 590
Rok wydania: 2010
Cena: 39,90 PLN
Ocena recenzenta: 10/10

 

Dmitry Glukhovsky zaczynał pisać jako piętnastolatek, jednak jego dzieło nie było zbyt chętnie widziane przez rosyjskich wydawców. Pomimo tego autor nie zniechęcił się i postanowił opublikować książkę w Internecie. Tam internauci pomogli dokonać mu poprawek tekstu i dopisać zakończenie (w oryginale Artem ginął bardzo niespodziewaną śmiercią). Efekt tych działań możemy obecnie widzieć w Metro 2033.
Broń atomowa zawsze kusiła swoją potęgą, jednocześnie zaś straszyła konsekwencjami jej użycia. Zaś te nie były wystarczającym ostrzeżeniem dla tego, kto nacisnął czerwony guzik. Jedno jest pewne – tamtego dnia świat, który znamy, znikł bezpowrotnie. Zaś ci, którzy przeżyli nie mogą oczekiwać końca koszmaru, który się dla nich dopiero rozpoczął.
Schronieniem dla ocalałych jest rosyjskie metro, niegdyś środek transportu znacznie ułatwiający Moskwianom życie, obecnie jest największym schronem na Ziemi. Wydawać by się mogło, że metro jest bezpiecznym miejscem. Jednak jak wszyscy wiemy, to, co jest oczywiste na pierwszy rzut oka, nagle okazuje się być wyjątkowo brzydkim stworzonkiem czekającym by urżnąć ci łeb. Ocaleni muszą borykać się z problemem mutantów (wątek dość debilnie zarysowany, o tym później), zagrożeń nadnaturalnych czy też z mieszkańcami innych stacji, którzy utworzyli państwa-miasta, niejednokrotnie toczące między sobą wyniszczające wojny i zawierające krótkotrwałe sojusze.
Tunele metra nie są miejscem, w którym z ochotą odbyłbyś wieczorny spacer. Tak naprawdę nie wiesz, co cię czeka za zakrętem, zaś broń palna jest tu twoim najdroższym przyjacielem. Bo tak naprawdę nie wiesz, czy zabiją cię głosy z rur, czy coś ukryte w tunelu. Nawet podróż w większą ilość osób tak naprawdę niewiele pomaga – zewsząd można usłyszeć głosy żołnierzy podróżujących w kilka osób w gęstej mgle. Nagle okazywało się, że jeden z nich ginął bez śladu i nawet najmniejszego krzyku.
Nie ustrzeżono się tu jednak irytującej momentami fabuły. Przez znaczną większość książki czarni (mutanty z powierzchni) są ukazane tu jako ostatnie zło. I nie są to tylko wymysły – gdy tylko uda im się dostać w swoje wynaturzone członki żywą istotę, zabijają ją bez cienia skrupułów. Tym bardziej dziwi końcówka książki, która pokazuje nam obraz zgoła inny… Podobnie jest z momentami domniemanej, rychłej śmierci Artema – jakoś niezwykle trudno wyobrazić sobie książkę bez głównego bohatera, który nagle zginął gdzieś w połowie. Byłbym stanie to zrozumieć w pojedynczym wypadku, jednak jeśli dobrze liczyłem, takich momentów jest co najmniej kilka…
Głuchowski z mistrzowską perfekcją stwarza czytelnikowi podwaliny świata naprawdę mrocznego, gdzie można zginąć właściwie poprzez wszystko. Kolejne opowieści czy postacie (jaką jest np. świetnie zarysowany Chan) tylko poprawiają tu ogólne wrażenie. Jedno jest pewne – do tej pory nie zetknąłem się z tytułem, w którym tak idealnie moja wyobraźnia mogłaby odwzorować wygląd korytarzy metra. Być może jest to zasługa umiejscowienia fabuły (bądź co bądź nieczęsto dostajemy do rąk książki osadzone w takich warunkach), w każdym bądź razie efekt końcowy jest genialny.
Ewidentnie widać, że wydanie książki zostało przygotowane z dużą pieczołowitością. Ciemna ilustracja na okładce zdaje się witać nas w środku piekła. Zaś samą mapę tego piekła znajdziemy w jakichś trzech czwartych książki. Nie powiem, jest ona naprawdę dobra i niejednokrotnie pozwala zorientować się w aktualnej pozycji Artema, jednak jej umiejscowienie jest mocno niefortunne. Nie przeszkadza to jeszcze wtedy, gdy nie minęliśmy stron, przy których leży ta rozkładana, kredowa mapka. Jednak po jej ominięciu czytelnik zaczyna się frustrować, gdy musi znaleźć szybko jakąś zakładkę i wyciągnąć mapę, by móc cokolwiek zrozumieć z biegu wydarzeń. W samej zaś korekcie nie dojrzałem rażących błędów.
Tym razem mamy do czynienia z książką, która teoretycznie powinna być adresowana do miłośników fantastyki, jednak Metro 2033 ma w sobie coś, co nie pozwala ci oderwać wzroku od zadrukowanego papieru, gdyż chcesz dowiedzieć się, jakie losy czekają Artema w następnej chwili. Na pewno nie jest to książka idealna, cechująca się swoimi błędami, m.in. w otoczce fabularnej, jednak faktem pozostaje to, że jest to jedna z najlepszych książek w gatunku fantastyki w roku 2010.



czwartek, 03 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka