Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

King Stephen, Sklepik z marzeniami

Autor: Jareckr [jareckr.blox.pl]

 

Co zrobiłbyś, aby pozbyć się nieznośnego bólu czy kłopotów spowodowanych zaciągniętymi długami i defraudacją? Na co byłbyś gotowy, aby zdobyć upragnioną rzecz, która przywołuje chwile beztroskiego dzieciństwa lub młodości, najlepsze lata Twojego życia? Co zrobiłabyś dla ziszczenia snów o miłości z Elvisem Presleyem? W książce Stephena Kinga „Sklepik z marzeniami”ceną za spełnione marzenia nie jest tylko nieszczęście innych, ale wręcz wywołanie lokalnej orgii nienawiści i przemocy, w której pogrąża się małe miasteczko gdzieś w Stanach Zjednoczonych.

Castle Rock – bo o nim mowa – sprawia wrażenie spokojnego i sennego. Uwagę mieszkańców przykuwa informacja o otwarciu nowego sklepu. Jak się okazuje, oferowany przez właściciela towar jest specyficzny, jedyny w swoim rodzaju. Leland Gaunt sprzedaje bowiem przedmioty, które służą spełnianiu indywidualnych marzeń i tak naprawdę nie zależy mu na pieniądzach. Kupujący uiszcza jakąś mało znaczącą kwotę, ale właściwa zapłata ma inną postać – należy spłatać figla innemu mieszkańcowi Castle Rock. Tylko na pierwszy rzut oka psikusy wydają się niewinne, a wkrótce w grę zostaje wciągnięta niemal cała społeczność.

Gaunt to podżegacz, wielki manipulator, wykorzystujący istniejące już antypatie, konflikty personalne oraz zbiorowe (baptyści kontra katolicy), aby uzyskać w końcu efekt chaosu i wielkiego wybuchu najgorszych ludzkich zachowań. Demoniczny sklepikarz czerpie satysfakcję z wydobywania i potęgowania tkwiących w każdym człowieku złych emocji. Przychodzi mu to tym łatwiej, że doskonale zna przeszłość, charakter, pragnienia oraz słabości wszystkich obywateli miasteczka. W przypadku niektórych klientów Gaunt wykorzystuje ich słabe punkty w postaci chorób ciała (cierpiąca na artretyzm Polly) lub umysłu (paranoiczny przewodniczący rady miejskiej, pełna lęków Nettie). Ta niczym nieograniczona wiedza, w połączeniu z nadnaturalnymi umiejętnościami oddziaływania na ludzi, daje mu olbrzymią władzę oraz możliwość rozpętania małego Armagedonu. I tylko w krótkich przypływach trzeźwości umysłu co bardziej prawi obywatele zdają sobie sprawę, jak niemoralnych dopuścili się czynów.

Oczy sklepikarza są hipnotyczne, choć ciężko powiedzieć, jaki mają naprawdę kolor. Uśmiech – czarujący, mowa – gładka. Tylko Gauntowy dotyk wywołuje u wszystkich klientów momentalne uczucie obrzydzenia. Wszystkie sprzedane dobra otacza ułuda i dopiero, gdy dochodzi do kolejnych tragedii, schwarccharakter wykłada na ladę swój prawdziwy towar. Kim jest tajemniczy pan Gaunt? Jaki jest jego ostateczny cel? Czy znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie go powstrzymać?

King po raz n-ty nakreślił obraz amerykańskiej prowincji i zrobił to w sposób mistrzowski. Mieszkańcy Castle Rock są jak żywi; każdy z pierwszoplanowych bohaterów ma swoją osobowość, historię, każdy boryka się z jakimiś problemami. Co ważniejsze, pisarz świetnie przedstawił relacje międzyludzkie – partnerskie, małżeńskie, sąsiedzkie. I tak na przykład związek dwojga dojrzałych ludzi po przejściach pokazany został realnie i bez upiększeń, a w pewnym małżeństwie kłótliwej, agresywnej kobiecie mąż dosypuje do napojów środki uspokajające.

Różnorodność i barwność postaci oraz ich wzajemne powiązania to wielka zaleta „Sklepiku z marzeniami”. Nie pierwsza to książka, w której autor pod płaszczykiem fantastyki ukazał prawdy o naszej naturze i ułomności. Jak widać naprawdę niewiele trzeba, żeby poróżnić ludzi, a wśród skłóconych wystarczy mała iskra, aby wściekłość i chęć zemsty wzięły górę nad rozumem. Kiedy lawina agresji ruszy na dobre, ciężko ją powstrzymać w jakikolwiek sposób.

Powieść należy do obszernych, a akcja rozkręca się powoli (co służy odpowiedniemu przedstawieniu dramatis personae), by później nabrać szalonego tempa. Końcówka ma coś z bajki mocno zabarwionej horrorem, jest dosłowna i na tle reszty tekstu wypada średnio. Pomimo zakończenia postać pana Gaunta należałoby potraktować metaforycznie. Warto spojrzeć na nią przez pryzmat toczących się na świecie wojen oraz faktu, że – jak śpiewał pewien polski rastaman – największe zyski pochodzą z handlu bronią (zapewne również z narkotyków). Książka wzbogaca się wtedy o dodatkowe znaczenia.

„Sklepik z marzeniami”, jako wartościową lekturę, śmiało polecam wszystkim czytelnikom, nie tylko fantastom.



 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com]

 

Tytuł: Sklepik z marzeniami
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Ilość stron: 672
Rok wydania: 2009
Cena: 16,99 PLN
Ocena recenzenta: 7+/10

 

Castle Rock to niewielkie miasteczko gdzieś w Ameryce. Dlatego mieszkańcy są zdumieni faktem otwarcia tu nowego sklepu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby był to sklep spożywczy. Okazuje się jednak, że jego właściciel, Leland Gaunt otwiera sklep ze śmieciami, które dopiero po głębszym zrozumieniu idei okazują się być antykami (skąd ja to znam?).

Właściwie każdy odwiedzający znajdzie coś, o czym marzył od dawna. Leland oferuje im to w nadzwyczajnie niskich cenach, do których dodatkiem jest tylko niewinny figiel, którego mają spłatać innemu mieszkańcowi miasteczko. Zaślepieni kupujący, którzy nie chcą stracić swojego s(sssssss)karbu, bez wahania zgadzają się na proponowane warunki. Problem w tym, że pojęcie „niewinne” nijak nie pasuje do tych figlów. A skalę mają nad wyraz szeroką – od zdewastowania ogródka po zabójstwo psa… A nikt nie będzie spokojny, jeśli jego ukochane zwierzę zostanie zamordowane z zimną krwią.

Dla szeryfa te wydarzenia nie były powodem do obaw, dopóki dwie zwaśnione kobiety postanowiły załatwić sprawę we własnym zakresie. Skończyło się na dwóch trupach i policji federalnej, która chciała wyjaśnić tę zagadkę. Z ostatnimi wydarzeniami w Castle Rock nikt nie kojarzy niepozornego pana Gaunta, który tylko sprzedaje ludziom marzenia, pozornie wcale nie za wysoką cenę. Bo czym jest to kilka, czy kilkanaście dolarów w porównaniu z wartością przedmiotu? Jednak w niewielką, materialną wartość każdego bibelotu jest wliczona dusza nabywcy.

Cała sytuacja zacznie się zaogniać w jeden dzień. Apogeum osiągnie szczyt, zaś prawie wszyscy rzucą się sobie do gardeł. Ofiary będą liczone dziesiątkami, i tylko Sam, miejscowy szeryf ma szansę cokolwiek zdziałać. W końcu tylko on nie został poddany urokowi przedmiotów Gaunta.

Dziwi konstrukcja fabuły. Rozpędza się w miłym dla oka, optymalnym tempie, by osiągnąć maksymalną prędkość i nagle zahamować z hukiem. Bo nie będę ukrywał – końcówka była tu krótka, bez możliwości napawania się efektownym zakończeniem.

Szkoda, że wszystko na okładce każe nam myśleć, że mamy do czynienia z horrorem. Horroru jest tu mniej niż jeden procent całości, za to reszta to czysta akcja. Mimo to nadal można polecić je bez wyrzutów sumienia, że zwodzę niewinne duszyczki czytelników na manowce.

czwartek, 03 maja 2012, fosher
Tagi: King Stephen

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka