Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Kress Nancy, Księżyc prawdopodobieństwa

Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com]

 

Opowiadania, które autorzy przeistaczają w powieść bywają strzałem w dziesiątkę (jak było m.in. z „Grą Endera” Carda). Prekursorem trylogii "Prawdopodobieństwa" jest opowiadanie "Wśród wszystkich tych jasnych gwiazd" z 1985 roku, nagrodzone Nebulą. Praktyka pokazuje jednak, że niektóre pomysły lepiej zostawić w krótkiej formie, zamiast rozciągać je do rozmiarów trylogii.

 

Podbój wszechświata stał się możliwy dzięki pomocy pradawnego artefaktu odkrytego na orbicie Jowisza – przekaźnika materii, który pozwala na natychmiastową teleportację obiektów do innej bramy pozostawionej w kosmosie przez tajemniczą cywilizację. Tym sposobem ludzkość odkryła kilkadziesiąt obcych cywilizacji, w tym Fallerów, istoty, które za punkt honoru postawiły sobie zniszczenie inteligentnego życia w kosmosie. Szala zwycięstwa może zostać przechylona na korzyść jednej ze stron za pomocą kolejnego artefaktu, tym razem jednego z księżyców Świata, zamieszkanej planety odkrytej właśnie przez Ziemian. Jedyny "problem" polega na tym, że Światanie dysponują zjawiskiem dzielonej rzeczywistości - nad wyraz rozwiniętej ludzkiej empatii. Objawia się ona tym, że jeśli dwóch Światan jest świadomych różnicy zdań między sobą, to doznają oni okropnego bólu głowy.
Fabuła od samego początku biegnie dwutorowo - jeden wątek opowiada bezpośrednio o walce o tajemniczy artefakt na orbicie wiata, drugi zaś przedstawia losy ekspedycji na powierzchni planety. Badacze podejmują się tam zbadania fenomenu dzielonej rzeczywistości. Pierwszy wątek to zaś najeżona elementami space opery historia walki w przestrzeni kosmicznej z Farrelami.
Dzielona rzeczywistość definiuje społeczność Świata w oryginalny sposób – mieszkańcy planety nie toczą ze sobą wojen (doprowadziłoby to do niewyobrażalnego bólu głowy po obu stronach), a co za tym idzie, ich technologia nie potrzebuje czynnika wzrostu, który pozwoliłby jej na gwałtowny rozwój. W efekcie cywilizacja Światan sytuuje się mniej więcej na poziomie ziemskiej starożytności, a – co nie trudno przewidzieć – władzę sprawują, mniej lub bardziej oficjalnie, kapłani.
Nancy Kress nie pisze z rozmachem, wręcz kurczowo trzyma się określonego kawałka przestrzeni, w którym rozgrywa się fabuła. W efekcie czytelnik nie wie praktycznie nic na temat Fallerów. Autorka nie podaje też żadnej informacji na temat początkowych etapów kolonizacji kosmosu, co mogłoby pomóc w uzmysłowieniu sobie skali konfliktu. W obecnym kształcie wojna dwóch kosmicznych potęg przypomina bardziej przypadkową potyczkę. Nawet w dialogach nie widać, by przegrywany konflikt był czymś większym niż niewielką wojną podjazdową.
Fabuła obfituje jednak w dość dziwne zabiegi. Artefakt, który może być kartą przetargową w wojnie, jest zabezpieczany przez… jedną jednostkę. Co gorsza, z fabuły wynika, że jest to raczej marnej klasy okręt (z równie kiepskim uzbrojeniem), który z trudem odeprze atak podobnej jednostki, nie mówiąc o większym zgromadzeniu sił wroga. W późniejszej lekturze można zobaczyć także kilka wątków, które zostają urwane w połowie, niekiedy nawet nie wnosząc sobą zbyt wiele do powieści. I chociaż znużenie podczas lektury raczej nie występuje, irytować może wręcz hermetyczny zasięg i minimalizm historii walki o artefakt. A trudno nie zauważyć, że jest to jednak nadrzędna historia wobec tej na powierzchni Świata, chociaż autorka najwyraźniej odwróciła te proporcje.
Pod względem naukowym powieść stoi na zadowalającym poziomie. Autorka wplata w tekst wiele informacji z dziedziny geodezji, neurobiologii i fizyki kwantowej – ta ostatnia przekłada się także na ludzki organizm. Elementy te odciskają swoje wyraźne piętno także na sferze socjologicznej – na Świecie zderzają się dwie diametralnie różne cywilizacje, co nie ujdzie uwadze czytelnika. Ziemianie i Światanie są do siebie podobni jedynie fizyczne - psychicznie dzieli ich właściwie wszystko.
Dzielona rzeczywistość to pomysł oryginalny i ciekawy – dzięki niej autorka jest wręcz „zmuszona” do wykreowania całkowicie oddzielnej cywilizacji, która opiera się na innych fundamentach, niż ludzkość w podobnym okresie historii. Taka cywilizacja wręcz egzystuje w miejscu, nie będąc zmuszona do nieustannego wyścigu zbrojeń. Fabuła najeżona jest jednak dość dziwną logiką – dowodzi tego chociażby wysyłanie niewielkiego okrętu wojskowego w celu zabezpieczenia ważnego artefaktu. Dziwi także umowność skali konfliktu z obcą rasą, który ogranicza się do niewielkiej potyczki nieopodal Świata. Te wady równoważone są jednak przez kilka naprawdę świetnych pomysłów autorki wykorzystane na Świecie, a także konflikt interesów Ziemian i Światan, oraz zawirowania fabuły, które w nieprzewidziany sposób wpływają na całe tło powieści, jedną informacją zmieniając sposób postrzegania „Księżyca prawdopodobieństwa” przez czytelnika. Nie jest to powieść zła, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że pierwszy tom trylogii to tylko przydługi wstęp do wydarzeń w następnym tomie. Otrzymaliśmy raczej ciekawostkę, niż murowany hit.



czwartek, 03 maja 2012, fosher
Tagi: Kress Nancy

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka