Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Martin George R. R., Taniec ze smokami, tom 1

Autor: Pestis [wypiekane-recenzje.blogspot.com]

 

"Biały Świat odwrócił się i upadł. Przez chwilę odnosił wrażenie, że przebywa wewnątrz czardrzewa i patrzy wydrążonymi czerwonymi oczyma na umierającego mężczyznę w lekkich drgawkach na ziemi oraz na obłąkaną kobietę, ślepą i zakrwawioną, która tańczy w świetle księżyca, płacząc czerwonymi łzami i rozdzierając sobie ubranie. Potem oboje zniknęli."



Tytuł: Taniec ze smokami, tom 1
Autor: George R. R. Martin
Seria: Pieśń Lodu i Ognia
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Liczba stron: 632
Data wydania: 22 listopada 2011
Ocena: 9,5/10


Nadchodzi zima...

Po wielkiej bitwie przyszłość Siedmiu Królestw wciąż wydaje się niepewna...Na wschodzie Daenerys Targaryen, ostatnia z rodu Targaryenów, włada przy pomocy swych trzech smoków miastem zbudowanym na pyle i śmierci. Daenerys ma jednak tysiące wrogów i wielu z nich postanowiło ją odnaleźć... 
Tyrion Lannister, uciekłszy z Westeros, gdy wyznaczono nagrodę za jego głowę, również zmierza do Daenerys. Jego nowi towarzysze podróży nie są jednak obdartą bandą wyrzutków, jaką mogliby się wydawać, a jeden z nich może na zawsze pozbawić Daenerys praw do westeroskiego tronu...
Północy broni gigantyczny Mur z lodu i kamienia. Tam właśnie przed Jonem Snow, dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym lordem dowódcą Nocnej Straży, stanie najpoważniejsze jak dotąd wyzwanie. Ma bowiem potężnych wrogów nie tylko w samej Straży, lecz również poza nią, pośród lodowych istot mieszkających za Murem...W czasie narastających niepokojów fale przeznaczenia nieuchronnie prowadzą bohaterów do największego ze wszystkich tańców...*

Posłużyłam się opisem z okładki, bo jest to książka, której streścić nie potrafię.

George R. R. Martin jest autorem wielu już książek. Ale tylko jedna seria chyba sprawiła, że stał się tak niesamowicie znany, a mianowicie "Pieśń Lodu i Ognia". Na pewno słyszeliście chociażby o pierwszym tomie:  "Grze o Tron" choćby i z reklam nakręconego na jej podstawie serialu. Jeśli tak, to pędźcie do księgarń i bibliotek. Jeśli nie, tym bardziej, bo są to pozycje z gatunku "Must read now!".

"Taniec ze smokami" jest piątym tomem tejże serii, a de facto uzupełnieniem wątków tomu poprzedniego "Uczty dla wron", z której połowa wątków postaci została wycięta. Tak więc, tamta książka skupiała się na wydarzeniach w Królewskiej Przystani, a ta docelowo miała się skupiać na wątkach z Muru, Westeros i Zatoki Niewolniczej. Lecz przez sześć lat pisania jej (zamiast zapowiedzianego roku!), autor widać zmienił zamysł i podobno postacie z "Uczty..." mają powrócić pod koniec "Tańca...". Cóż, nie mogę się doczekać.

Dla tych co jeszcze serii nie czytali, zaznaczę tylko krótko: Całość fabuły pisana jest z punktów widzenia różnych postaci, na szczęście trzecioosobowo, co daje niesamowity efekt.

Wyczekiwałam tego tomu od kwietnia, czyli odkąd tylko skończyłam czytać genialną "Nawałnicę Mieczy", tom 3 tej sagi. Akurat tak się złożyło, że moi najukochańszy bohaterowie nie pojawili się w tamtym tomie.  Jon , Daenerys i Tyrion - to ich kocham z nich wszystkich najbardziej, choć trudno też nie darzyć sympatią innych, tak genialnie są wykreowani.

Właśnie, doskonale wykreowani... Jest to seria w której naprawdę ciężko znaleźć jakąkolwiek niedopracowaną  postać. To jak szukanie igły w stogu siana, zwłaszcza, że bohaterów jest mnóstwo. I dokładnie tak samo jest w tym tomie, choć bohaterowie cały czas się rozwijają i nie wszystkie zmiany przypadły mi do gustu.

Jon wypada jak zwykle świetnie. Trochę mnie kuło w oczy, jak widziałam te same dialogi co w "Uczcie..." (choć z jego perspektywy). W te miejsca można by wstawić inne wydarzenia, ale oprócz tego nie mam żadnych zastrzeżeń. Martin genialnie przedstawił jego zmaganie się z Królem na Murze, z nową funkcją i podwładnymi. Jego perypetie, to coś do czego wielokrotnie chciałoby się wracać. Cud, a nie chłopak, a jego przygody to miód dla oczu. .

Trochę gorzej wypada Deanerys. Jej przygody coraz mniej mi się podobają od czasu pięknie przedstawionych wydarzeń tomu 1, ale, bądź co bądź, losy ostatniej z Targaryenów zawsze były interesujące.  Teraz niestety troszkę zaleciało nudą, najprawdopodobniej z tego powodu, że choć zasiada na swym niedawno zdobytym tronie, to zwykle zamiast się tym zajmować, zachowuje się jak każda biedna nastolatka, która ma tę możliwość oddawania się uciechom młodości. A ona, jako władczyni, bądź co bądź jej nie ma, a to tylko sprawia, że jej rządy wydają się nieco nieudolne. Z zainteresowaniem jednak wyglądam na wydarzeń tomu następnego, akcja najpewniej nabierze w tym miejscu tempa.

Tyrion, mały irytujący człowieczek. Choć odkąd uwolnił się od ojca i siostry, trochę mniej, co mnie smuci, bo te jego złośliwości były zawsze taką nutką humoru, nawet w czasie tragicznych zdarzerń. Na szczęście pod koniec znów zaczął wracać do dobrej formy. Ciężko cokolwiek więcej napisać, jego losy są dla mnie niezbyt jasne, trzeba poczekać do ich rozwinięcia w kolejnym tomie.

Jednak osoba, która nie mogę przestać się napawać jest Fetor. A dokładniej "nowy Fetor". W poprzednich tomach był nieco denerwujący, tu jego przemiana została pięknie opisana, do tego daleko odbiega od schematów innych książkowych przygód, co jest tylko jeszcze większym plusem. Ach, mogłabym  się jeszcze rozpisywać, ale to miała być recenzja, nie streszczenie...

Oczywiście bohaterów jest o niebo więcej, jak na "Pieśń Lodu i Ognia", jednak po prostu zabrakło by miejsca, gdybym miała opisywać ich wszystkich, a i sensu nie widzę.

Co oprócz tego: dialogi - genialne, nie banalne, realne aż do bólu. Opisy - piękne, choć nie ma ich za wiele. Tak w sam raz. Tego wręcz wyrazić się nie da.

Cóż, problemy. Niestety, nie udało się ich uniknąć. Zresztą trudno było oczekiwać, że nie dojrzymy ich mogąc porównać ją z mistrzowską "Nawałnicą...". I właściwie jedynym minusem samej fabuły jest nagłe namnożenie się motywu "zabili go i uciekł". Mamy tutaj takich bohaterów trzech, przy czym we wszystkich poprzednich czterech tomach zdarzyło się to w sumie tylko dwa razy, przy czym jeszcze było o wiele lepiej wyjaśnione. Nagłe objawienie się prawdopodobnie najważniejszej postaci z tej trójki, niemal mnie nie obeszło. Jej śmierć, zawsze była tylko w gruncie rzeczy opowiadana ukradkiem, tak przy okazji, bo nikt o niej mówić nie chciał. Nie rozumiem dlaczego autor przywrócił ją do życia, jednak mam nadzieję, że szybko się to wyjaśni, albo postać zginie naprawdę. To samo z kolejną: miał umrzeć, nie umarła, a motywy tego działania wyjaśnione nie zostały. I tyle... ale co do numeru trzy... cóż, nie wiem jak Martin mógł cos takiego napisać, to zupełnie nie w jego stylu. Jedna z ważniejszych postaci, z wyraźnym dopiskiem "martwa", a tu nagle hop-siup i zmartwychwstaje? Nie, nie wierzę. I znowu, jak do tego doszło wyjaśnione też nie zostało, co tylko pokazuje, że dzielenie książek na pół, to największe przestępstwo, jakie może popełnić wydawnictwo - wszystko urywa się w połowie i pozostawia nieprzyjemny niedosyt.

Zresztą to nie jedyna wada wydania. Oprócz tego dochodzi jeszcze kiepska jakość. Okładka broszurowa, ze słabego papieru, a sama książka drukowana niemalże na papierze gazetowym, niczym Harlequiny. Jedyne z czego pozostaje się cieszyć i mimo wszystko Zyskowi stopy całować to ilustracja okładkowa: W końcu o niebo lepsza od poprzednich! Może nie jest olśniewająca, ale ładna przynajmniej, a co ważniejsze... da się na nią patrzeć, z czym miałam problem w przypadku tomów poprzednich. Ale wiadomo: te sześć lat temu, kiedy ostatnia część wydawano wszystkie okładki wyglądały inaczej i mało było takich miłych dla oka jak teraz.

Podsumowując. Książka jest genialną kontynuacją, genialnej, epickiej sagi. Ma pewne drobne niedociągnięcia, lecz tak właściwie to nie zmniejsza przyjemności czytania. Jak już pisałam, jest to pozycja którą po prostu trzeba przeczytać, ale uwaga: Jak już się zacznie, nie oderwie się aż do samiutkiego końca. Ciężko trafić na lepszą serię książek, zapewniam.

9,5/10


Nie daję dziesiątki, bo nie byłabym w stanie potem zrobić rozróżnienia pomiędzy resztą tomów, które na pewno opiszę w przyszłości, gdy tylko je sobie przypomnę. 

 

czwartek, 03 maja 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka