Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

McDevitt Jack, Boża klepsydra

Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com]

 

Tytuł: Boża Klepsydra
Autor: Jack McDevitt
Wydawnictwo: Solaris
Ilość stron: 519
Rok wydania: 2007
Cena: 39,90 PLN
Ocena recenzenta: 5/10

 

Grupa archeologów eksploruje planetę, która za kilkadziesiąt godzin ma zniknąć ze wszystkich map kosmosu. Powodem tego wydarzenia jest zbliżający się do niej gigant gazowy o pieszczotliwej nazwie „Jerry”, nadanej mu na cześć swojego odkrywcy. Naukowcy mają wystarczająco dużo czasu, by zbadać pozostałości pradawnych cywilizacji, ewakuować się i podziwiać niezwykle rzadkie, wręcz unikalne widowisko z pokładu gwiezdnego liniowca. Misja prosta, łatwa i przyjemna. A przynajmniej taka była, dopóki trzęsienie ziemi nie sprawiło, że dwa lądowniki, jedyne pojazdy zdolne opuścić atmosferę planety, zostały zniszczone. Zapasowych maszyn nie ma, w końcu nikt nie podejrzewał, że będą potrzebne.
                                                                                                 
Sprowadzenie nowego lądownika może okazać się jedynym wyjściem, gdy ten jednak zmierza już w ich kierunku, statek, który go przewozi, traci maszynę w tajemniczych okolicznościach. Rozbitkowie mają tylko jedną szansę ratunku – odnaleźć lądownik pozostawiony tu przez pierwszą ekspedycję przybyłą na Deepsix dwadzieścia lat temu i modlić się, żeby możliwe było jego uruchomienie. Najpierw jednak muszą się do niego przedostać, co łatwym zadaniem nie będzie.
                        
Wszystko nabiera tempa, gdy odkryty zostaje starożytny artefakt. Walec o długości trzech tysięcy kilometrów, szeroki na kilka metrów. Wszyscy snują przypuszczenia, czym jest zdobycz techniczna obcej cywilizacji. Rozwiązanie zagadki okaże się dość niezwykłe… Czasu jest coraz mniej, wszak Jerry zbliża się z każdą sekundą, coraz mocniej oddziałując na Deepsix. Zjawiska atmosferyczne o niespotykanej dotąd skali są tylko zapowiedzią końca. Niezwykle silne burze czy fale zalewające całe kontynenty powodują, że w każdej chwili szansa na ratunek archeologów i dziennikarza, który utknął z nimi na planecie, maleje.
Główny wątek fabularny, jaki występuje w „Bożej klepsydrze” widziałem już więcej razy, niż istnieje liczb naturalnych. Motyw zagrożenia, wędrówki i wątłej nadziei na ratunek. Oklepane to niemiłosiernie. Jedyne, co różni tytuł McDevitta od podobnych książek, to osadzenie akcji w realiach science-fiction.
Gdybym miał dalej narzekać, to bardzo nie podoba mi się to ograniczenie w używaniu czegokolwiek do lądowania w atmosferze. Lądownik może to uczynić, ale statek kosmiczny już nie z powodu atmosfery? Nie przemawia to do mnie. Wszystko śmierdzi naciąganiem początku książki do wydarzeń w dalszej części. To tak, jakby wymyślać wszystko od końca, dopiero później zastanawiając się nad tym, jak wprowadzić bohaterów do takiej a takiej sytuacji.
Z drugiej strony za książką przemawia łatwy język i niewielka ilość „fachowego” słownictwa. Jakoś nie lubię, gdy autor stawia mnie przed setkami przycisków, guzików i dwudziestu rozkazów na sekundę, z czego połowa brzmi tak, jakby była wypowiedziana po chińsku. W końcu na łonie natury Deepsix takich wynalazków nie ma. I to może zadecydować o poleceniu tej książki. Tytuł wybitny to nie jest, ale złym też nie można go nazwać.



piątek, 04 maja 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka