Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Novik Naomi, Smok Jego Królewskiej Mości, tom 1

Autor:  [abominationasciturautumno.blogspot.com]

 

Czasy wojen napoleońskich, Bonaparte przygotowuje się do inwazji na Wielką Brytanię. Podstawą działań wojennych są siły powietrzne, a mówiąc ściślej, siły przerośniętych jaszczurek. Od kiedy Rzymianie udomowili dziko żyjące europejskie rasy, prowadzi się hodowle smoków i wykorzystuje je jako swoiste machiny wojenne. Istnienie mitycznych bestii nie odmienia jednak dziejów ludzkości. Bieg wydarzeń toczy się znanym ze szkoły torem z jedyną różnicą w postaci samego smoków występowania. Ta nie do końca alternatywna wersja historii swój początek ma w „Smokach Jego Królewskiej Mości”, pierwszej części siedmiotomowej serii „Temeraire”.

Załoga okrętu Reliant, z głównym bohaterem Williamem Laurence’m na czele, przechwytuje francuską fregatę. Mrożących krew w żyłach momentów niestety nam poskąpiono – nie tylko w tym fragmencie powieści – Francuzi przegrali na chwilę przed wmieszaniem się do akcji czytelnika. Widocznie walka nie była na tyle istotna, by ją przedstawiać, idźmy zatem dalej. Arystokratyczne przemyślenia Laurence’a przerywa w krótkim czasie wiadomość od jednego z poruczników. Jak się okazuje, na zdobytej Amitie znaleziono skarb. Co trzeba nadmienić, skarb nie byle jaki, a wręcz przystający do miana „z prawdziwego zdarzenia”. Na domiar tego, zupełnie zaskakujący całą załogę. Nas prawdopodobnie odrobinę mniej, wszak dostaliśmy podpowiedź w tytule. A żeby już całkiem rozwiać wątpliwości: jajo nie jest ani kurze, ani nawet przepiórcze. Dalszą fabułę z pewnością każdy sam sobie dopowie. Nie będzie to zadanie trudne, bowiem większość objętości książki stanowią przygotowania, przygotowania… i przygotowania.

Naomi Novik nie ustrzegła się przed schematem pierwszego tomu sagi. „Smok…” od początku do samego końca zdaje się być wyłącznie wprowadzeniem. Kapitan Laurence, mimo że doświadczony na morzu, w przestworzach aspiruje co najwyżej do miana laika. Uczy się zatem, razem ze swoim smokiem, najpierw samodzielnie, następnie w bardziej zinstytucjonalizowanej formie. Główny wątek fabularny, będący w zasadzie jedynym wątkiem książki, to treningi właśnie. Autorka rozdrabnia się przy tym na najmniejsze detale, poczynając od ukazywania jadłospisu smoków, a kończąc na wielokrotnych opisach uprzęży. Dzięki tej szczegółowości widać dopracowanie przedstawionego świata. Jednocześnie nie ma co liczyć na wartką, wbijającą w fotel akcję, gdyż ta zwyczajnie nie istnieje. Fabuła brnie do przodu, lecz monotonnie, miejscami nawet usypiająco. Zwrotów akcji i dramatycznych uniesień zabrakło. Jedynymi smaczkami okazują się kwestie związane z rozdźwiękiem pomiędzy światem wyższych sfer a wszystkimi pozostałymi. I smoki. Latające bestie opisane zostały wcale wyczerpująco. Nie ma wątpliwości, że to one piastują miejsce najważniejsze.

Język, biegły, precyzyjny i elegancki, to atut powieści, choć kultywuje jednostajność akcji, przez co nie jest w stanie porywać. Novik buduje zdania cieszące oko, nie szczędząc przy tym żargonu i arystokratycznych manier w dialogach. Bez problemu da się uwierzyć, że w dany sposób zachowałby się kapitan, oficer, marynarz, a nawet awiator. Tylko niekiedy można odnieść wrażenie, że stawianie kropek sprawia autorce ból. Przy opisie pejzażu styl sprawdza się doskonale, lecz gdy wreszcie zaczyna się cokolwiek dziać, sam język potrafi zwolnić tempo akcji.

Tym, co pozostawia najwięcej do życzenia, jest kreacja bohaterów. Czy to postać pierwszo, czy drugoplanowa, i tak nudzi. Spośród całego szpaleru przewijających się mężczyzn i kilku kobiet, nie znajdzie się nikt o wartej uwagi psychice, czy to w pozytywnym, czy negatywnym aspekcie. Bohaterowie „Smoka…” to ludzie absolutnie nieskomplikowani. Bardziej lub mniej poddający się władzy konwenansów, ale zawsze łatwi do określenia. Podobnie sprawa ma się z wydźwiękiem poruszanych zagadnień. Choć większość bohaterów to osoby dorosłe, problemy, z jakimi się borykają, przeznaczone są dla młodszego odbiorcy. Między wersami, ale zupełnie jawnie, przemykają wartości takie jak przyjaźń, zaufanie, szacunek, pracowitość… Moralizatorstwo nie uderza w odbiorcę nachalnie, ale w sposób wystarczający, by można je było odczuć.

„Smok Jego Królewskiej Mości” to prosta, dość przyjemna i niewymagająca lektura, adresowana głównie do młodzieży, ewentualnie do wielbicieli smoków. Zawarta w niej problematyka nie jest ani zawiła, ani wymagająca głębszego zastanowienia. Zaniedbanie prowadzi do złego, zdrada zostanie ukarana, szlachetność popłaca i tak dalej, i tak dalej. Jeśli tego czytelnik oczekuje, książka będzie trafnym wyborem. W innym wypadku można się rozczarować.

piątek, 04 maja 2012, fosher
Tagi: Novik Naomi

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka