Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Paolini Christopher, Dziedzictwo, tom 1

Autor recenzji: Polonisty [polonisty.blox.pl]

 

Christopher Paolini zaczął popełniać Eragona w wieku lat 15 - w 1998 roku, cztery lata później książka została wydana, przez wydawnictwo należące do rodziców Christophera. W przygotowaniu były ponoć kolejne części. Na polskim rynku wydawniczym, w roku 2011, pojawiła się IV część cyklu pt. Dziedzictwo t. 1. Tytuł nie najlepszy, gdyż cały cykl nosi taką samą nazwę. I teraz, gdy zapytam o Dziedzictwo tom pierwszy, to czy mam na myśli Eragona – 1 tom cyklu, czy tom 4? Zamieszanie wprowadził autor, tym bardziej, iż sugeruje, że będzie Dziedzictwa tom 2…

Po początkowej euforii (pierwsze miejsce na brytyjskich listach bestsellerów) książki zbierają cięgi, że bohaterowie płascy, że wydarzenia przewidywalne, że Christopher uczył się w domu (?) a wydawcami byli jego rodzice… i tego typu zarzuty. W mojej prywatnej klasyfikacji fantasy, ten cykl zajmuje bardzo wysokie miejsce. Bardzo! Na równi z Harrym Potterem. Co do płaskości bohaterów, to nie zastanawiałam się nad tym, dopóki nie przeczytałam krytycznych recenzji. I myślę nad tym do tej pory. Może przy V tomie coś wymyślę. Bo, widzicie, ja tego nie widzę… A jeśli chodzi o przewidywalność wydarzeń… to gratuluję wyobraźni, temu kto je przewiduje. Serio! Ja podziwiam Paoliniego właśnie za wyobraźnię. Stworzył niesamowity świat, w książce cały czas coś się dzieje, akcja jest tak szybka, że nie ma czasu na poprawne przeczytanie, bardzo trudnych skądinąd do zapamiętania i wymówienia nazw, a co dopiero na zastanawianie się co będzie na następnej stronie. To jest też powód, dla którego trudno jest napisać jakieś sensowne streszczenie. Autor umieścił takie na początku IV tomu… sześć stron zajęło.

Ja najpierw zobaczyłam film, dopiero potem w moje ręce trafiła książka. Tytuł wydał mi się znajomy ;) A świat Eragona po prostu wciąga, czytelnik zanurza się w niego i przeżywa przygody razem z bohaterem. Powieść jest dobrze wyważona, nie ma przeciągających się opisów przyrody czy walk (a walk jest duuuużo), ale opisy są – bardzo plastyczne i realistyczne. Eragon ciągle gdzieś biegnie, my nie wiemy dokąd, bohater zostawia nas o krok za sobą, narrator nie zdradza do końca jego myśli, pozwala czytelnikowi biec za nim w nieświadomości jego zamiarów i losów. To sprawia, że z niecierpliwością przewracamy kartkę i zastanawiamy się „co też ten dzieciak znów wymyślił”. W całym cyklu był chyba tylko jeden moment, od znalezienia smoczego jaja przez Eragona, kiedy bohater siedział na tyłku w jednym miejscu, ale już na pewno nie siedział wtedy spokojnie. To chyba świadczy o tempie utworu, bo sam tom czwarty ma 387 str. a i pozostałe cieniutkie nie były. Na moje oko Eragon ma ADHD, ciągle go nosi, stale go gdzieś wysyłają, cały czas z kimś walczy.

Ale i tak najlepsza jest smoczyca! Saphira przebija wszystkich bohaterów, może inni są płascy, ale nie ona! Mądrość wielu pokoleń smoków połączona z zadziornością butnego nastolatka! Ona wszystko może, każdego pokonać, wszystko zburzyć, zadeptać i spopielić! Cóż jej mogą zrobić te małe ludziki? Tylko swojego Eragona nie da skrzywdzić! Zawsze musi wiedzieć gdzie on jest, bo przecież bez niej sobie nie poradzi. Nie szczędzi chłopakowi krytycznych i złośliwych uwag. Smoczego jeźdźca i jego smoka łączy specjalna więź, mogą oni odczytywać swoje myśli i emocje. Gdy smok zginie jeździec może nawet postradać zmysły, gdy zginie jeździec – smok też umiera. To wyjaśnia nadopiekuńczość Saphiry wobec Eragona, jakby nie było, tylko siedemnastoletniego chłopca.

Dawno, dawno temu, smoki i elfy walczyły ze sobą, ale po latach walk zawarto pokój. Smoki i elfy zawarły coś na kształt unii i ustanowiły instytucję smoczych jeźdźców. Później jeźdźcami mogli zostawać także ludzie. Niestety nadszedł czas, gdy jeden z jeźdźców zapragnął większej władzy. Galbatorix wraz z trzynastoma innymi ludźmi pozabijał smoczych jeźdźców, lub ich smoki, i zyskał władzę nad całym królestwem. Ukradł też smoka innemu jeźdźcowi. Smoki wykluwały się z jaj dla swego jeźdźca, mogły oczekiwać w stanie hibernacji latami, aż urodzi się przeznaczony im człowiek lub elf. Po wykluciu były mentalnie i emocjonalnie połączone z jeźdźcem, dlatego tak szokujący był czyn Galbatorixa. Ukrył on także trzy ostatnie smocze jaja. Elfom udało się w końcu jedno wykraść i pilnowano go do narodzin nowego smoczego jeźdźca. Eragon, w wyniku splotu przypadków, odnajduje jajo w górach. Zabiera do domu i opiekuje się wyklutym z niego smoczkiem. Spotyka jednego z jeźdźców, którym Galbatorix zabił smoka i uczy się od niego. A później walczy i się uczy, uczy się i walczy, lata z Saphirą to tu, to tam i otrzymuje stopniowo moce upodabniające go do elfa – fizycznie, sprawnościowo i „mocowo”. Dla wszystkich jest jednak jasne, że sam nigdy nie pokona Galbatorixa, który po swej stronie ma wielu magów i jeszcze jednego jeźdźca. Do tej pory pozostało trzech smoczych jeźdźców… jedno jajo jeszcze oczekuje na swego…

Czekałam na Dziedzictwo chyba ze dwa lata. Przez ten czas można całkiem zapomnieć o czym jest książka, ale nie TA książka. Już od pierwszych stron, czytelnik wchodzi w akcję, jakby wczoraj zaledwie skończył czytać poprzedni tom. Paolini ma niesamowitą wyobraźnię, co chwila zaskakuje niespodziewanym obrotem wydarzeń i szybkością akcji. Nie sposób się nudzić.

Polecam gorąco!!!

 



 

Autor recenzji: Pestis [wypiekane-recenzje.blogspot.com]

 

Akcja pierwszej połowy ostatniej już części try... tetralogii Christophera Paoliniego "Dziedzictwo", o tym samym tytule, zaczyna się niedługo po wydarzeniach części poprzedniej, a mianowicie: pod murami kolejnego miasta. Tam, Eragon z Saphirą, Aryą, Orikiem, Nasuadą i tak dalej, i tak dalej, prowadzą swoistą krucjatę przeciwko złemu królowi Galbatorixowi, wydzierając mu miasto po mieście, nieubłaganie zbliżając się do stolicy, Uru'beanu.

I w tym właściwie krótkim paragrafie, niespoilerując oczywiście, fabułę książki da się zamknąć. Ponieważ widocznie autorowi pomysły się skończyły. Stała się monotonna, liniowa i przede wszystkim: nudna. Jak inaczej można wyjaśnić fakt, że część poprzednia skończyła się oblężeniem miasta, a w tej części, choć dwukrotnie cieńszej (!), mamy oblężeń 3 (słownie: trzy) z dodatkiem rozmyślań o oblężeniu czwartym. Większość sytuacji to takie nieistotne wypychacze, jak np. ten z przytoczonego przeze mnie na początku cytatu. Czas bohaterowie spędzają na opie... bezmyślnym koczowaniu pod kolejnymi murami, ewentualnie przedzieraniu się przez nie. Zdecydowanie brakuje zwrotów akcji, i zaskakujących momentów, których było zaledwie KILKA (80% i tak została podana we fragmentach przedpremierowych), choć i tak więcej niż tych dobrych. Naprawdę nie rozumiem dlaczego autor postanowił zmarnować tyle dobrego papieru, zamiast napisać po prostu "zdobyli miasto to, to i to, a potem jeszcze to", a w wolną przestrzeń wpleść parę wątków, które by były interesujące i bardziej przygodowe. Ach, i to były uwagi do tylko wątku Eragona.

Wątek Rorana, kuzyna Eragona, prezentuje się po stokroć gorzej. Do błędów popełnionych w poprzednim dochodzi jeszcze fakt, że on nic (absolutnie nic) do fabuły nie wnosi, jest dla niej nieistotny, a do tego jeszcze bardziej powiewa nudą. Jeśli "przypadkiem" go pominiecie, nic nie stracicie, za to sporo czasu zaoszczędzicie. I to wszystko co mogę o nim powiedzieć, bo nie byłam w stanie go przeczytać. Absolutnie niestrawny. Tylko "przejrzałam" go, jeśli można to tak nazwać.

Postaci. Cóż, jest z nimi źle, a nawet coraz gorzej. W pierwszej części ("Eragonie") były nawet całkiem nieźle wyprofilowane (zwłaszcza w porównaniu z tą). Mieliśmy Aryę jako wyniosłą, dumna elfkę; Eragona, zagubionego chłopaka, który nagle znalazł się w nietypowej sytuacji; Murthaga, buntownika; itd. W każdej części było z nimi coraz gorzej. Arya się uczłowieczała, Eragon stawał się bardziej wyniosły. W tym tomie osiągnięty już został szczyt, a raczej dno. Mamy Aryę walcząca z Glabatorixem, Eragona walczącego z Galbatorixem i Murthaga walczącego za Galbatorixa. Słowem: wszyscy identyczni. Nawet, lubiana przeze mnie, ekstrawagancka Angela stała się z charakteru jakby... bardziej przyziemna. Najbardziej jednak na tym "zabiegu" cierpi Murthag. W "Eragonie" był on postacią właściwie najciekawszą ze wszystkich, w "Najstarszym" - również. Ile to się wtedy pojawiało teorii, czy wyzwoli się on spod władzy króla, czy nie... a teraz? Teraz jest to stereotypowy "bad guy", który służy jedynie jako przeszkoda dla "good guys". Płascy, bezpłciowi, nie do odróżnienia - tacy są w tej części bohaterowie. Jedynie Angela i Solembum odrobinę sytuację ratują, ale tak samo, jak mówiłam, i oni nie są tacy sami jak wcześniej.

Przy tej pozycji, należałoby zrecenzować także wydanie, więc dla dopełnienia formalności: Jak zwykle MAG wydał naprawdę dobrze zrobioną książkę. Tylko pozostaje pytanie: dlaczego, u diabła, urywa się ona w połowie? Tym razem nie jest to wina autora, jak w przypadku "Nieświadomego Maga" (i Bóg zapłać mu za to). Winnych należy szukać w wydawnictwie. Cóż, szczerze mówiąc... po pierwszych zapowiedziach podziału książki, byłam za, z dwóch powodów: połowę tłumaczy się szybciej niż całość, a i książka mniejszego formatu wychodzi. Zwykle wydaje się to wadą, ale wszyscy zapewne wiedzą, że książki, o liczbie stron około 900 stają się całkowicie nieporęczne, zwłaszcza jeśli jest to książka od MAGa w twardej oprawie. Naprawdę nie wiem, z jakiego papieru oni je produkują, ale niewątpliwie to najbielsze i jednocześnie najcięższe kartki na rynku. Nie wyobrażałam sobie, żeby cegła, jaką byłaby pełna wersja "Dziedzictwa" nadawała się do jakiegokolwiek transportu. Jednak teraz, gdy patrzę na tę śmiesznie cieniutką książeczkę, stojącą obok dwukrotnie grubszego "Brisingra", to nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Mimo wszystko nie powinni byli dzielić "Dziedzictwa" na dwa tomy.

Plusem wydania jednak po raz kolejny pozostaje streszczenie na początku, a minusem: opis okładkowy przytoczony na początku (z*). Zwłaszcza pierwszego zdania nie mogę znieść i absolutnie nie rozumiem co miało na celu... Zaczęło się "Eragonem", skończyło "Dziedzictwem"... emm?

Powiem szczerze, że wahałam się pomiędzy 2/10, a 1/10. Nigdy nie sądziłam, że będę zmuszona dać tak niską ocenę książce, zwłaszcza na samym początku istnienia mojego bloga. Ale stało się. Oficjalnie wystawiam:

1/10

Ta "1" jest za streszczenie i większą ilość Angeli (ilościową, niestety nie jakościową). Miejmy nadzieję, że następna część będzie o niebo lepsza i rozwiąże wszystkie wątki.

wtorek, 01 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka