Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Sapkowski Andrzej, Żmija

Autor:  [abominationasciturautumno.blogspot.com]

 

Andrzeja Sapkowskiego nie trzeba przedstawiać chyba nikomu. Pięciotomowa saga o wiedźminie Geralcie przyniosła mu sławę mistrza polskiej fantastyki – liczne nagrody, tak polskie jak i zagraniczne, tłumaczenie na piętnaście języków, na podstawie książki wydana gra komputerowa – a też postrachu dziennikarzy, z których notorycznie się nabija. Tytuł podtrzymał Trylogią o Reynevanie, fantastyczno-historyczną opowieścią z tłem w postaci wojen husyckich. Można by się spodziewać, że pisarzowi tego pokroju trudno będzie cokolwiek zarzucić. Tymczasem najnowsza jego powieść zbiera recenzje skrajnie różne. Co jest tego powodem?

Przede wszystkim „Żmija” odbiega od wcześniejszych dzieł Sapkowskiego. Historia osadzona została w Afganistanie, głównie we współczesności, i bardziej przystaje do realizmu magicznego niż fantastyki. Oto bowiem rok 1989, Związek Radziecki interweniuje siłami zbrojnymi, w siłach zbrojnych poznajemy głównego bohatera. Praporszczyk Paweł Lewart to żołnierz sumienny i odznaczający się nikłymi – zahamowanymi w dzieciństwie – zdolnościami paranormalnymi. Co istotne, fabuła tylko w niewielkim stopniu skupia się na Lewarcie. Ważniejszymi elementami są Afganistan, wojna, życie walczących. Zabieg ten sprawia, że trudniej jest się w książce odnaleźć, trudniej o punkt zaczepienia. Niemniej jednak nie jest to niemożliwe.

Narracja przywodzi na myśl dokument, tym cięższy w odbiorze, że obfitujący w specjalistyczne nazewnictwo. Kiedy doda się do tego dziwny, polsko-rosyjsko-afgański żargon, przyjemność płynąca z lektury może nieco zubożeć. Nie na wiele zdaje się nawet zamieszczony przy końcu „słowniczek afgański”, gdyż aby zrozumieć wszystko, trzeba by sięgać do niego co kilka stron. Ewentualnie przeszkolić się z zakresu militariów, języka rosyjskiego, a w najbardziej optymistycznej (i zarazem pesymistycznej) opcji samemu się na wojenkę wybrać. Koniecznie w Afganistanie, bo przecież tu o Afganistan się rozchodzi.

Powyższy akapit odnosi się do niewiedzy potencjalnego czytelnika, wszak gdyby laik wiedzę posiadał, nie gubił by się wcale. Całkiem prawdopodobne, że Sapkowski z takiego założenia wychodził. Co natomiast dotyczy kunsztu literackiego autora, ten, od czasów Geralta, nic się nie zmienił. Realia wojny oddane są malowniczo, wojacy reagują adekwatnie do sytuacji, popadają w nałogi, poddają się władzy wojny. Widać to zwłaszcza we fragmentach, które nie nakazują zastanawiać się, co to takiego DSzB, BRDM, KPWT i KNP. Zmieniło się natomiast natężenie humoru, szczęśliwie tylko nieznacznie: gry słowne, ironia, cynizm, wyolbrzymienie i aluzje wciąż mają się nieźle, i nieźle ma się również szydercze spojrzenie na społeczeństwo.

Powrócili do domów, domów niegościnnych i zimnych, domów cuchnących obcością, oszustwem i wiarołomstwem. Wrócili do żon, obcych kobiet o obrażonych oczach i zaciśniętych ustach, kobiet wymownie milczących lub równie wymownie napastliwych. Do żon, które nie były już żonami, których dawno by już nie było, ale są, bo czekają na pretekst. By odejść z podniesioną głową, usprawiedliwione, rozgrzeszone i w poczuciu słuszności dawno już podjętej decyzji.
Społeczeństwo, do którego żołnierze powrócili, zachowało się, rzecz ciekawa, niemal identycznie jak żony. Społeczeństwo, tak jak żony, wyniośle i dumnie wyparło się własnego kurewstwa. Społeczeństwo z wdziękiem papugi powtórzyło za żonami slogan: „nigdy-bym-cię-nie-zdradziła-gdybyś”. Społeczeństwo głęboko uwierzyło, że to ono jest pokrzywdzone. Społeczeństwo obraziło się. Obraziło śmiertelnie.
Nagle okazało się, że wszystkiemu, absolutnie wszystkiemu winni są ci dziwni, opaleni na brąz chłopcy o oczach starców, noszący na piersi ordery Czerwonego Sztandaru i Czerwonej Gwiazdy, medale Za Odwagę i Za Bojowe Zasługi. Chłopcy oszpeceni, chłopcy niewidomi, chłopcy bez rąk, chłopcy o kulach, chłopcy na wózkach. To oni są wszystkiemu winni i dobrze im tak.


Nie powinni doznać zawodu ci, co lubują się w odniesieniach do literatury i legend. Żołnierze znają Orwella, niektórym nieobca też mitologia. Na tej ostatniej opiera się symboliczna tudzież metaforyczna część „Żmii”. Jednakże o ile ogólne przesłanie książki jest proste, tak poszczególne nawiązania wymagają wiedzy spoza jednej lektury. Grono potencjalnych szczęśliwych odbiorców znowu się zawęża.

Najsłabszą stroną powieści jest rzecz najważniejsza, fabuła. Przejaskrawionym byłoby stwierdzenie, że nie ma jej wcale, jakaś tam bowiem jest, szczegółowo opowiada o żołnierskim życiu, powoli odsłania karty i dotyczy szeregu zagadnień, daleko jej jednak do zniewalania. Zwłaszcza, że momentami ciągnie się, skupiając na nieważnych szczegółach. A gdyby tylko zrzucić z niej zbędny balast, otrzymalibyśmy mocne i wyróżniające się opowiadanie. Niewykluczone, że wówczas „Żmiję” bardziej by doceniono.

piątek, 04 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka