Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Thomas Jeffrey, Listy z Hadesu. Punktown

Autor:  [abominationasciturautumno.blogspot.com]

 

Czyściec nie istnieje. Funkcjonują jedynie niebo i piekło, Jin i Jang, wieczne zbawienie lub wieczne potępienie. Starotestamentowy Bóg, „schizofreniczny władca całego Stworzenia i Zniszczenia”, nie przebacza agnostykom, prostytutkom, buddystom, dzieciom nieochrzczonym, neandertalczykom… nikomu, kto nie przyjął do serca Jezusa, czy to z niemożliwości, czy każdego innego powodu. Bezwzględne reguły rządzące wszechrzeczą dyktuje On, sprawiedliwy (czyżby?) i bezlitosny, i jakkolwiek niezrozumiałe mogłyby się one wydawać, podważanie ich nie prowadzi do niczego. Chyba że do piekła. Thomas w swojej powieści ukazuje implikacje religii chrześcijańskiej – widziane oczami potępionego – w nie do końca krzywym zwierciadle. Jego wizja odznacza się przede wszystkim malowniczością, zgrabnie przedstawionymi zagadnieniami oraz odwagą. Dość niezwykłe, że „Listy…” przeszły przez sklepowe półki, nie czyniąc głośnego echa.

„Tantum religio potuit suadere malorum” (Aż tyle złego może spowodować religia)
Pierwszy utwór książki, „Listy z Hadesu”, to w istocie wcale nie listy, a dziennik potępionego. Młody niespełniony pisarz trafił do piekła po tym, jak ujął w dłonie strzelbę i wycelował sobie w głowę. Samobójstwo nie było jednak jego największą zbrodnią, o czym najdobitniej świadczy wypalone „A” na czole. Największą zbrodnią okazał się agnostycyzm. Nic w tym dziwnego, jak sam przypuszcza, wrota do nieba stoją otworem nawet dla zabójców, byle tylko zabójców głębokiej wiary. Podobnymi paradoksami usiana jest cała powieść Thomasa. Piekłem nie rządzą Szatan do spółki z Lucyferem, ba, oni wcale nie istnieją. To Ojciec, którego wymawianie imienia grozi torturami, sprawuje pieczę nad całym stworzeniem. Ponadto niewykluczone, że zadawanie cierpienia – zwłaszcza tym, którzy wybrali drogę nienarzuconego przez religię sposobu myślenia – sprawia mu satysfakcję. Albo może dawno już postradał zmysły? Może jest psychopatą? Kulącym się ze strachu, bezsilnym starcem? Ten przewrotny obraz Boga i zaświatów to jeden z największych atutów utworu. Nie trzeba go jednak odczytywać jako negacji wiary, raczej jako karykaturę wyobrażeń wiernych. W takim rozumieniu „Listy” sprawdzają się znakomicie.

Narracja, tak jak to bywa w przypadku dzienników, prowadzona jest w osobie pierwszej. Pisarz, czy raczej pisarza dusza, posługuje się językiem rzeczowym, a zarazem barwnym i oddziałującym na wyobraźnię. Jego relacja intryguje od pierwszych nakreślonych zdań, tak opisem rzeczywistości, jak i własnych przemyśleń. Nierzadko odwołuje się przy tym do kultury i kamratów od pióra jak chociażby Sartre’a, Elliota i Goethego. Odniesień możemy doszukiwać się również samodzielnie. Pierwsze kroki w piekle, rząd nagich przybyłych wyczekujących na nieuniknione, do złudzenia przypominają hitlerowskie obozy zagłady. Żądne rozrywki anioły to harleyowcy cieszący się spluwami i polowaniem, wyposażeni w białe szaty i równie białe spiczaste czapki z otworami na oczy. Nawiązań oraz błyskotliwych i ironicznych uwag głównego bohatera znajduje się „Listach” cały szpaler.

Spacerując po dziedzińcu, dźwigałem księgę pod pachą, choć na ramieniu miałem przeznaczony na nią worek. Wyglądał jak wysuszony organ jakiegoś dużego zwierzęcia, pokryty piętnami i zafarbowany na czarno. (…) Mojej pierwszej nocy (a przynajmniej oceniałem, że to noc) przesunąłem palcami po gumce majtek i zaśmiałem się bezdźwięcznie, szlochając w milczeniu. To nie może być moje prawdziwe ciało. Moje prawdziwe ciało spoczywa zabalsamowane w trumnie. To jakiś twór, dusza skamieniała w materii, klon, golem ulepiony z ektoplazmy, złudzenie. Nasi profesorowie nam nie powiedzieli. Ale czym była bielizna? Czy to także złudzenie? Przedłużenie duszy? A może stuprocentowa bawełna? Czy w piekielnych warsztatach biedne azjatyckie dzieci harują całymi dniami i nocami przy maszynach do szycia, produkując bieliznę dla sieci piekielnych hipermarketów?


Wykreowana wizja Hadesu charakteryzuje się dużą różnorodnością. Z jednej strony Thomas tworzy atmosferę właściwą piekłu, gdzie beznadzieja, makabra i ogrom udręki wysuwają się na plan pierwszy. Demony maltretują dusze na wszelkie możliwe sposoby, zaś krąg bólu nigdy się nie kończy: ciała ludzi, nieważne jak dotkliwie zranione, zawsze powracają do stanu pierwotnego. Ale nie wszystko z tego, co wyobrażamy sobie na temat wiecznego potępiania, ma tu swoje odzwierciedlenie. Autor stworzył uniwersum rozleglejsze niż tylko podziemia ozdobione kadziami, w których smażą się potępieńcy. Jego Hades wbrew pozorom żyje, próbują też żyć udręczone dusze. Zbijają się one w grupy, zamieszkują w miastach, zakładają rodziny. Metropolie funkcjonują w oparciu o przyzwolenia demonów, istnieją instytucje i hierarchie. Istotnym zdaje się fakt, że same demony przede wszystkim wykonują powierzoną im pracę. Więcej przyjemności ze sprawiania bólu czerpią harleyowcy, czyli napadające piekło – w ramach rozrywki naturalnie – anioły. Na tym poziomie rozgrywać się będzie główny wątek powieści. Nie całkiem nieprzewidywalny, ale mimo tego dobry. Więcej jednak zdradzać nie zamierzam.

„Przeze mnie droga w miasto utrapienia, przeze mnie droga w wiekuiste męki, przeze mnie droga w naród zatracenia”
Druga część książki obejmuje zestaw osiemnastu krótkich opowiadań pisanych na przestrzeni lat. Spoiwem łączącym poszczególne utwory jest tytułowe miasto, oficjalnie Paxton, mieszanka ludzi i przybyszów z innych planet, klonów oraz mutantów. Pod względem kreacji świata, „Punktown” w żaden sposób nie ustępuje Hadesowi. Równie wyraziście cechuje się mroczną, duszną atmosferą, wszechobecnym brudem, zepsuciem oraz rozpaczą. Różnica widoczna jest w zakresie poruszanych tematów, gdyż „Punktown” oferuje ich więcej.

Zbiór otwierają „Duchy w deszczu”, przerażający obraz czynów do jakich zdolny jest umysł przekonany o wyższości człowieka nad innymi stworzeniami. Nastrój horroru rozciąga się na „Różowe pigułki”, „Sezon na skóry” oraz „Sekcję duszy”. „Wakizashi” przedstawia zagadnienia dotyczące tolerancji wobec odmiennych religii, rytuałów i kultur. Temat determinantów człowieczeństwa powraca w „Drogocennym metalu”, zaś „Siostry Niemiłosierdzia” ponownie opowiadają o okrucieństwie. Oddani książkom i księgarniom docenią „Światło bez końca”, historię o miłości rodzącej się u przedstawicieli odmiennych ras, ale na tyle uniwersalną, że można odczytywać ją na wiele sposobów. We wszystkich opowiadaniach, tak tych jak i niewymienionych, widoczne są przede wszystkim dwa aspekty. Nieskrępowana wyobraźnia Thomasa oraz styl, który każe przypuszczać, że wszystkie te nierealne wydarzenia zdarzyły się naprawdę.

Jeśli tylko czytelnik potrafił się będzie zdystansować i nie zapała żarliwym pragnieniem spalenia autora na stosie – głównie za „Listy” – polecę mu tę pozycję. (W innym wypadku za bardzo obawiałabym się o Thomasa zdrowie). To naprawdę dobra lektura, kolejna uczta dla wyobraźni i być może bodziec do zastanowienia. Tematów wszak Thomas bynajmniej nam nie skąpi.

piątek, 04 maja 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka