Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Weeks Brent, Droga Cienia

Autor: Polonisty [polonisty.blox.pl]

 

Na prawdziwą perełkę trafia się raz na jakiś czas. Na kilka przeczytanych książek większość jest dobra lub znośna a jedna lub dwie, wspaniałe. Ja znów trafiłam na perełkę i cieszę się potrójnie. Po pierwsze – fantasy, po drugie - jedna część ma aż 484 str., po trzecie - części jest trzy :)

 

    To jest jedna z tych książek, które czyta się dwa razy. Pierwszy, by z niecierpliwością poznać losy bohatera, drugi by delektować się sposobem pisania i fragmentami opisów pominiętymi za pierwszym razem.

 

Wszystko chciałabym opisać a tak mało miejsca… (jakbym się rozpisała nikt by tego nie czytał:( ). Akcja przypomina trochę toczącą się kulę śniegową, na początku malutka a w miarę staczania się – coraz większa. Tak samo magia wkracza w powieść pomalutku, rzekłabym cichaczem. Początkowo to tylko jedno rzucone gdzieś słowo – Talent. Później dowiadujemy się, że musi się objawić, ale to przyjdzie z czasem, w sumie nie zwracamy na to uwagi, aż okazuje się, że bez niej ani rusz, jeśli się nie objawi w bohaterze ten zginie… Problem urasta do ogromnej rangi, w Kylarze musi objawić się Talent albo umrze. Zabije go jego mistrz-nauczyciel lub, jeśli ten się ulituje, zrobi to każdy inny siepacz.

 

    Kylara, a w zasadzie Merkuriusza, poznajemy jako jedenastoletniego ulicznika, złodzieja, członka złodziejskiej gildii. Jedynym jego celem jest utrzymanie przy życiu siebie i dwójki przyjaciół - Jarla i Laleczkę. Zaczyna się od poznania losów trójki bohaterów, żeby dowiedzieć się, że za dziesięć lat będzie chodziło o losy całego królestwa. Merkuriusz-Kyler zgłasza się do zabójcy Durzo Blint’a, najlepszego siepacza królestwa, aby zostać jego uczniem. Chce w ten sposób ratować siebie i przyjaciół, przestać się w końcu bać. Pierwsza część powieści to wszechobecny brud, błoto, ścieki, pomyje, krew i wszelkie wydzieliny ludzkiego ciała, czyli po prostu „dom” Merkuriusza. Ten fizyczny brud, w miarę rozwoju akcji zanika i przeistacza się w „brud moralny” – kłamstwa, zdrady, spiski, hipokryzję. Merkuriusz z ulicznego szczura mieszkającego w slumsach, staje się Kylarem – zabójcą udającym arystokratę mieszkającym wśród szlachty. Na początku bohaterowi wydaje się, że najważniejsze jest przeżycie, później zaczyna rozumieć, że są ważniejsze sprawy niż jego życie, że są rzeczy za które warto się poświęcić…

 

W wieku 21 lat Talent ciągle się u niego nie objawia, jest tak dobry w zabijaniu, jak tylko może być dobry zwykły śmiertelnik, lecz w starciu z siepaczem nie ma szans. Jakby tego było mało wrogie królestwo zaczyna atakować a mag jasnowidz mówi Kylarowi, że jeśli nie zabije swego mistrza Durzo, wszyscy jego przyjaciele i ludzie, na których mu zależy, zginą. Kto kogo zabije pierwszy?

 

    Nie jestem w stanie streścić tej powieści nie wyjawiając równocześnie jej tajemnic. A najciekawsze rzeczy wychodzą na jaw na końcu. Powieść jest szybka, wydarzenia rozgrywają się błyskawicznie, w tym samym czasie i różnych miejscach i przyznam, że to skakanie mało mnie o palpitację serca nie przyprawiło. Autor zamiast wiernie opisywać poczynania głównego bohatera, przeskakiwał na kogoś innego… Ledwo zmuszałam się żeby pójść spać – 400 stron nie byłam w stanie przeczytać jednym ciągiem. Może niektórych taka lawina wydarzeń i postaci przytłacza, ale ja lubię takie pełne emocji książki :)

 

Polecam entuzjastycznie wręcz i lecę czytać drugą część!!!



 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Droga Cienia
Autor: Brent Weeks
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 575
Rok wydania: 2009
Cena: 39,00 PLN
Ocena recenzenta: 3/10

 

Zapowiadało się ciekawie. Historia młodego zabójcy, który nie ma wiele do stracenia. Ale życie po raz kolejny pokazuje, że marketing to najlepszy autor książek…

Merkuriusz jest, co tu dużo mówić, mieszkańcem slumsów i członkiem jednego z licznych gangów, które starają się zdobyć jak największą władzę na terenie dzielnicy. Jego życie nie jest usłane różami – każdy dzień to kolejna bitwa o przeżycie w tym nieprzyjaznym świecie. Idolem chłopca jest Durzo Blint, siepacz owiany tajemnicą i legendą. Nie ma lepszego zabójcy w mieście. Można też śmiało zaryzykować stwierdzenie, że jest on najlepszym siepaczem na świecie. Sam Merkuriusz zaś jest opanowany przez chęć pozostania uczniem Durzo. Ten szczerze mu to odradza, jednak tylko taki wybór pozwoli chłopakowi na cień szansy na wydostanie się z dziury, w której toczy swą marną egzystencję. Zadanie jest jednak trudne, zaś sam Blint jest wymagającym nauczycielem, który nigdy nie chciał mieć jakichkolwiek uczniów, zaś tego przyjmuje nie bez problemów i trudności.

SCHEMATY! Nie trzeba mieć umiejętności wróżki, żeby odgadnąć zakończenie pierwszej części, a na dodatek domyślić się zakończenia całej trylogii. Tu wszystko wygląda niczym wielki, papierowy drogowskaz. Brakuje tylko jasnych i czytelnych notek typu „To on zabije X dwie strony dalej!”. Ułatwiłoby to wszystkim zadanie. Czytelnik nie musiałby tracić czasu na lekturę, a autor nie musiałby pisać swojej powieści.

Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, w jaki sposób Weeks potraktował fabułę w pierwszej i drugiej części „Drogi cienia”. Na początek wszystko jest flegmatyczne do bólu, z grosem sytuacji potrzebnych książce niczym piąte koło u wozu. Aż tu nagle w drugiej połowie wszystko leci na łeb, na szyję. Morderstwa, zabójstwa, zdrady… Autor chciał nadrobić niedostatki akcji, które się nagromadziły?

Przyznam szczerze, że rzadko kiedy mam ochotę nie patrzeć na dialogi. Tutaj po prostu Weeks mnie do tego zmusza, po raz kolejny tworząc rozmowę Durzo z Kylarem, w której mistrz po raz któryś z kolei stwierdza, jaki to Kylar jest beznadziejny, a najlepiej to żeby zginął. Nie wspominam już o hobby Blinta, którym jest żucie czosnku. Nie ma to jak skuteczny zabójca, roztaczający w promieniu kilku metrów od siebie woń główek tego zacnego warzywa.

Byłoby całkiem znośnie, gdyby Weeks nie starał się uczynić swojej książki epicką aż nadto. Mam wrażenie, że z taniej, nudnej chciał uczynić dzieło na miarę „Władcy pierścieni”. Efekt jest zaś taki, że tak naprawdę tylko Weeks wie, co autor miał na myśli. No, może wtajemniczył też najbliższą rodzinę w ten sekret. Trudno zrozumieć mi popularność tej książki, jak i zachwyty, które są nad nią roztaczane (nie przez wszystkich).

wtorek, 01 maja 2012, felicja79
Tagi: Weeks Brent

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka