Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Weeks Brent, Poza cieniem

Autor recenzji:  [abominationasciturautumno.blogspot.com]

 

Ostatni tom Trylogii Nocnego Anioła rozpoczyna się w kilka oddechów po wydarzeniach kończących „Na krawędzi cienia”. Logan odkrywa konsekwencje ostatnio zaistniałych zdarzeń i podejmuje decyzję z rodzaju „być albo nie być”, Kylar zaś wypełnia umowę zawartą z tajemniczym Wilkiem, a przy okazji zdobywa informacje, które mogą zapobiec upadkowi Cenarii. Tym sposobem już od pierwszych stronic wrzuceni jesteśmy w wir akcji, gdzie naturalnie bohaterowie co rusz na siebie wpadają – z woli Absolutu lub tradycji, bo na pewno nie rachunku prawdopodobieństwa. Co jednak znamienne, w „Poza cieniem” odnajduje się zaginiony w (akcji?) poprzedniej części umiar. Biorąc pod uwagę, iż zakładałam coś poważniejszego, śmiertelną chorobę umiaru czy nawet samą jego śmierć, to wyjątkowo pozytywna niespodzianka.

Wyliczając inne pozytywy, nie sposób nie wspomnieć o różnicy w posługiwaniu się słowem. Opisy kreślone są barwniej, pełniej, a nawet mniej chaotycznie. Nareszcie we właściwy sposób odgradzają akcję od… akcji. Owszem, może nie jest to wielki krok dla ludzkości, niemniej ogromny dla tej trylogii. Ponadto dostajemy też informacje o historii, kulturze oraz polityce krain, a razem wzięte to przecież dwa kroki, czyli więcej niż jeden Armstronga. Autor musiał nawet przewidzieć negatywne skutki wstrząsu poprawą i aby nie narazić czytelników na rozpłynięcie się w zachwytach, dodał fragmenty takie jak ten poniżej.

Stajenny gapił się na nią, patrząc jak odjeżdża na północ. Mężczyzna odwrócił się dopiero, kiedy Elene prawie na niego wjechała. Zamrugał, patrząc na nią jak otumaniony. – Ej, pani przyjaciółka właśnie odjechała – powiedział, wskazując na odjeżdżającą rudowłosą dziewczynę.


Przyjmijmy jednak, że te potknięcia to wszystko w trosce o nasze, jakże cenne, zdrowie.

Fabuła jak zwykle rwie do przodu, natomiast wyjątkowo dla serii zatrzymując się przy faktach, które były wspomniane, ale nie wytłumaczone. I tak na przykład wątek z Dorianem podsuwa nam wiadomości o praktykach Khalidorczyków, istocie viru tudzież pochodzeniu bogini Khali. Wraz z siostrą Ariel dowiemy się nieco o nadzwyczajnym budynku zwanym Oratorium oraz o polityce i cnotliwości przebywających w nim kobiet. Kylar tylko od czasu do czasu fantazjował będzie o seksie – choć nie poszerzy tym naszej wiedzy, wszak wciąż mu się nie udaje – jednak, co istotne, tym razem Weeks okrasił ten motyw fabułą. Mała rzecz i poniekąd cieszy.

Sam Kylar przestał być jedną wielką chodzącą rozterką, a to niechybnie można nazwać krokiem milowym. Nie męczy ani nie dręczy nas już niczym w nadmiarze, co zapewne zasługą odsunięcia Elene na dalszy plan, aby tam, z dala od czytelnika, namyśliła się nad swoją kruchą filozofią. Przyznaję, na zdrowie nam to wyszło. Pewnie nawet bardziej niż zabieg z celowymi potknięciami. Ale, wracając do naszego młodego Oblicza Sprawiedliwości. Teraz jego przemyślenia można sprowadzić do zadziwiająco trafnego „Jestem jak bóg”. Prawda to najprawdziwsza i jeśli ktokolwiek śmiałby wątpić, dalsze dzieje nieśmiertelnego posiadacza substancji potrafiącej wszystko skutecznie nakierowują na właściwy tok rozumowania. Aczkolwiek cieszę się, że Weeks nie próbuje mydlić nam oczu. Przynajmniej jest uczciwy.

O ile Kylar wydoroślał, o tyle Viridiana zaliczyła tendencję spadkową. Moja faworytka. Odważna, intrygująca, o nieco zwichrowanej psychice, ironiczna i nieprzebierająca w słowach. Zniknęła. W tej części autor kreśli ją jako skrzywdzoną na duszy, rozpaczliwie poszukującą miłości i ulegającą innym, i tylko w niewielkim stopniu zachowującą dawną zadziorność. Jakby tego było mało, scenerią dla jej poczynań stało się miejsce przywodzące na myśl dewizę ora et labora. Gdzież jest moja Vi?!, pytam w dwójnasób.

Zmianę jaka zaszła w Viridianie, to znaczy przejście na jasną stronę mocy, można przenieść na cały trzeci tom. „Poza cieniem” podkreśla rolę palety wielkich słów takich jak miłość, dobroć, łaska czy przebaczenie. Zmniejsza się również ilość brutalnych czy wręcz makabrycznych scen, a w zamian za to uwydatnia moralność i dylematy z nią związane. W pewnym momencie sprawiedliwość lub jakaś zbliżona do niej cnota dociera do takiego punktu, że zupełnie nie wiadomo już o co chodzi. Uściślając, główny bohater sam i z chęcią idzie na śmierć, i nie zważa na tysiąc czynników, które próbują go od tego odciągnąć. To naprawdę frapujące zagadnienie wyjaśnić dlaczego tak czyni, dlatego też pokusiłam się o zastanowienie. Frasunek wprowadził mnie na trop dwóch teorii. Pierwsza korzysta z imperatywu kategorycznego i zakłada przemianę Kylara w Immanuela Kanta, który troszkę zbyt późno doznał olśnienia: byłoby moralnie złe nie ukarać człowieka źle postępującego. Sądzę, że to niezła hipoteza, a największa jej zaleta leży w podobieństwie do reszty trylogii pod względem realizmu niektórych zwrotów akcji. Druga teoria jest prostsza czy może wręcz banalniejsza. Weeks chciał opisać podniosłe wydarzenia i zarazem posklejać wszystko w całość, więc ponaciągał co się dało, zignorował co przeszkadzało, nieważne są przecież szczegóły. Zresztą zawsze można podeprzeć się motywacją, iż zaliczywszy cztery śmierci na pewno pała się pragnieniem doświadczenia piątej.

Co trzeba przyznać powieści i odejść na chwilę od krytyki, czyta się ją szybko, miejscami też przyjemnie i z ciekawością. Narracja nie kuleje jak wcześniej, pojawiają się suspensy i interesujące rozwiązania fabularne, tylko niekiedy graniczące z absurdem. Nawet o bohaterach można czasem pomyśleć z sympatią, być może przez wzgląd na to, że długo śledziło się ich losy, i za tym pewnie opowiadałaby się psychologia. Jakkolwiek by nie tłumaczyć, można. Na uwagę zasługuje również wątek Doriana. Nie tylko został on przedstawiony sprawnie i konsekwentnie, ale też wyróżnia się dobrze zbudowaną atmosferą. A poza tym najlepiej ze wszystkich wątków dozuje przesadę.

Niestety ostatnich kilka kartek zburzy pozytywne wrażenie wszystkich tych, którzy nie gustują w pompatyczności połączonej z infantylnym przesłodzeniem. Mnie samej jednak udało się szybko wydostać spod naporu słodyczy i w konsekwencji książki wcale nie oceniam źle, a zdecydowanie lepiej niż poprzedniczkę. Jestem też przekonana, że gdyby tylko część drugą skondensować do minimum i opatrzyć plakietką „część pierwsza i pół, wątpliwej jakości most”, pochlebniej oceniłabym całą trylogię. Nie jestem natomiast pewna jednej, a dość znaczącej kwestii, niemal tak samo zajmującej jak pragnienie śmierci Kylara. Co autor zamierzał osiągnąć wrzuceniem do lektury dość intrygujących elementów (Vürdmeisterowie noszący na szyi sznury z węzłami symbolizującymi opanowane umiejętności, ataki ze Zmarzliny, w egzotycznych krajach zwyczaj noszenia sukni odsłaniających jedną pierś, niewolnicy mówiący o sobie w trzeciej osobie, kazirodczy związek królowej z bratem, zwyczaj zezwalania na kazirodztwo w innej części świata…) żywcem przeniesionych z „Pieśni Lodu i Ognia”? Hołd, naciągana inspiracja, niesamowity zbieg okoliczności? Cokolwiek by to nie było, pozostaje dla mnie niezgłębioną tajemnicą.

 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Poza cieniem
Autor: Brent Weeks
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 616
Rok wydania: 2010
Cena: 39,00 PLN
Ocena recenzenta: 3/10

 

Całą tę książkę można opisać słowami: „Był sobie król, któremu odebrano królestwo. Jednak z pomocą wiernego przyjaciela zdołał je odzyskać. A czy żył długo i szczęśliwie, to pozostawmy do oceny czytelnikowi”. Jak wszyscy dobrze wiemy, dotychczas wszystko idzie po myśli Kylara. Los postanowił spłatać mu jednak figla, bo ma problem tylko z jedną sprawą, której nie sprosta nawet sam Anioł Nocy. Powiedzmy, że związek z Elene okazał się ciut bardziej burzliwy, niż można było to wywnioskować z jego początków.

Terah Graesin nie przejawia najmniejszej ochoty, by zrezygnować z tronu na rzecz Logana, który został uznany za zmarłego już jakiś czas temu. Prawowitemu królowi nie pozostaje nic innego, jak znaleźć rozwiązanie patowej sytuacji. Najbardziej sensowną drogą wydaje się zabójstwo, to jednak z wiadomych względów nie wchodzi w grę. Sęk w tym, że Kylar postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, co nie kończy się dla niego najlepiej.

Nie ukrywam, że zakończenie książki zakrawało już na czystą kpinę – w założeniu cała trylogia miała być dark fantasy. Autor zaś wręcz z zabójczą skutecznością uczynił ją durną i naiwną epic fantasy, w której dawni wrogowie stają ramię w ramię, by stawić czoła nowemu zagrożeniu, a oczywiście grupa śmiałków ratuje świat w ostatniej chwili.

Autor praktycznie w każdym miejscu stara się silić na to, by swojej powieści nadać chociażby okruchy epickości, co mu się wybitnie nie udaje. To wszystko znajdziecie w tanim RPG. Bohater, który jest praktycznie niemożliwy do zdarcia, nieoczekiwany powrót mentora i losy Elene, które są tu ponad potrzebę (czyli zapychają kartki). Jednak największy niesmak nadal pozostawia zakończenie. I to nie tylko dlatego, że było ono do przewidzenia mniej więcej w na początku lektury „Poza cieniem”, ale sposób, w jaki zostało skonstruowane. Myślałem, że mam do czynienia z poważną powieścią fantasy, a autor nie robi sobie żartów z czytelników. Pomyłkę uświadomiłem sobie dopiero po przeczytaniu całego „Poza cieniem”. Zakończenia rodem z bajek dla grzecznych dzieci to zostawcie dla dzieci właśnie. Bo jedyne, czym się to różniło od wieczorynek, to fakt, że w bajkach dla dzieci nie ma złych nekromantów i innego tałatajstwa. I właśnie to pozostawiło największy niesmak.

Ogólne podsumowanie może być tylko jedne. Poprzednie dwie części starały się udawać poważne fantasy, ostatnia zaś nawet nie kryje się ze swoją cukierkowatością i bajkowością. Werdykt jest taki, że trylogia jest prostu marnowaniem pieniędzy.

piątek, 04 maja 2012, fosher
Tagi: Weeks Brent

Polecane wpisy

  • Weeks Brent, Czarny pryzmat

    Autor: Fenrir [ zaginionyalmanach.blogspot.com ]  Tytuł: Czarny Pryzmat Autor: Brent Weeks Wydawnictwo: MAG Ilość stron: 730 Rok wydania: 2011 Cena

  • Weeks Brent, Droga Cienia

    Autor: Polonisty [ polonisty.blox.pl ] Na prawdziwą perełkę trafia się raz na jakiś czas. Na kilka przeczytanych książek większość jest dobra lub znośn

  • Weeks Brent, Na krawędzi cienia

    Autor: Polonisty [ polonisty.blox.pl ] Notatki z lektury robiłam na bieżąco i w takiej dosyć fragmentarycznej formie je zamieszczę. Ponieważ to skompli

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka