Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Weis Margaret, Hickman Tracy, Czas bliźniaków

Autor: Alannada [luincaerherbata.blogspot.com]

 

No więc tak długo nic nie publikowałam, bo nadrabiałam zaległości w czytaniu i przy okazji zmagałam się z tym... Błagam was, ostrzeżcie innych!
No więc, w roku 1996 wydawnictwo Zysk i S-ka wydało, a w 2004 wznowiło pierwszy tom cyklu Legendy z sagi Dragonlance, pióra, czy raczej piór, Margaret Weis i Tracy'ego Hickmana. Tu macie stronę książki: Czas bliźniaków. gdzie możecie zapoznać się z opisem.
No cóż, jeśli chodzi o fabułę... Jest dość przewidywalna, ale dająca się przeczytać. Po zakończeniu Wojny Lancy na Krynn powrócił pokój i powoli wszystko wracało do ładu. No, prawie wszystko. Raistlin został głównym złym, poza Kitiarą, która skupiła wokół siebie niedobitki armii Królowej Ciemności, Takhisis. Co więcej mag, teraz noszący czarne szaty, miał plan zrzucenia owej królowej z tronu i zajęcia jej miejsca. W tym celu udał się w czasie do dni tuż przed Katalkizmem żeby móc się uczyć od wielkiego maga Fistandantilusa (tak, Piotrek, na Krynnie też mają konkurs głupich imion i nazw :P). W pogoń za nim podążają: zakochana w Raistlinie Crysania, kapłanka Paladine'a i Caramon wraz z Tasem (choć ten drugi raczej przez przypadek).
No cóż, nie zapowiadało się jakoś szczególnie fantastycznie porywająco. I nie było, naprawdę, porywające. Książka co prawda trzymała się kupy, ale to dość nieprzyjemna kupa.
Opowieść po prostu nudzi i nuży. Tylko fanatycy Dragonlance i wielcy fani Raistlina mogą przebyć odmęty tych kartek z taniego papieru, zadrukowanych dość drobną czcionką. Po kilkunastu stronach musiałam robić przerwy, bo oczy zaczynały piec, a głowa opadała sennie.
W zasadzie książka jest o tym, że jeśli coś robi się z miłości, to na pewno skutki będą dobre, co jak dla mnie jest nieco naciągane. Jest też o poznawaniu siebie i ogólnie o walce dobra ze złem. Zło owo uosabia tutaj Raistlin, czarodziej Czarnych Szat (wcześniej był nautralny), którego nie można tak jednoznacznie wsadzić do szufladki "be, niecacy". Dobro ma jeszcze bardziej dziwnych reprezentantów - kapłankę, która tak się zagapiła na niebiosa, że wlazłaby w pokrzywy i nie zauważyłaby tego (przy czym zakochała się w najgorszej wredocie dostępnej w tym  świecie), wojownika, który się rozpił i, przodkowie!, kendera. Tak, drużyna co się zowie. A przez większość książki to kender ma najwięcej rozumku.
Jak pisałam wcześniej, książka li i jedynie dla hardkorowych fanów Dragonlance. Niby nic nie mam do niej, w końcu przeczytałam i przeżyłam, ale jak o niej pomyślę, to chce mi się spać...
Ocena
Wciągliwość - 3
Wygoda czytania - 3
Jak bardzo mi się podobało - 2



niedziela, 06 maja 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka