Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Grossman Lev, Czarodzieje

Autor: Polonisty [polonisty.blox.pl]

 

Co robił Harry Potter po ukończeniu Hogwart'u? W ogóle, co można robić po ukończeniu magicznej szkoły??? Do czego współczesnym ludziom magia? W fantastycznym świecie, służy do pokonywania zła (albo czynienia zła, zależy jak na to patrzeć), ale co z magią ma robić współczesny czarodziej?!

Czarodzieje to książka, która dała mi do myślenia. To nie jest klasyczne fantasy, nie dajcie się nabrać, tak jak ja się dałam. W zasadzie to przygnębiająca powieść. O marzeniach, realnym życiu, magii i dorastaniu. Nie jestem nią zachwycona, bo nie przypomina innych książek o czarodziejach, wiem, że innym może to odpowiadać. Nie ma tu odwiecznej walki dobra ze złem, świat nie jest czaro-biały, fakt istnienia magii nie ma uzasadnienia – idei, celowości. Po prostu, magia istnieje, niektórzy mogą się nią posługiwać i robią to. Kropka.

W pierwszej części, główny bohater - Quentin, dostaje się do magicznej szkoły – koledżu - i przez pięć lat pobiera tam nauki. Wyobrażacie sobie zmieścić cykl o Harrym Potterze na dwustu stronach? Nie da się tego dobrze zrobić i to udowadnia ta książka. Quentin poznaje w nowej szkole kilku przyjaciół (4 czy 5) i pije – opisy spożywania alkoholu są dominujące.

W drugiej części nasz bohater kończy szkołę, w prezencie na zakończenie wszyscy abiturienci dostają od dyrektora tatuaż z zaklętym w nim demonem… super nie? Demon może być tylko raz uwolniony za pomocą hasła i wtedy może walczyć w imieniu „nosiciela”. W tej części do opisów libacji dochodzą opisy imprez, seksu i zażywania narkotyków. Magii się nie używa, bo po co? Dopiero gdy się przeniesiemy do magicznej krainy, zaczyna się dziać…

O ile konwencją powieść przypomina Harrego, to nawiązaniami sięga do innego znanego cyklu. Na bez mała co drugiej stronie wspominana jest magiczna kraina Fillory i rodzina Chatwinów, opisane w 4 księgach przygód, przez niejakiego Christophera Plovera. To ukochana książka bohatera, wraca on do niej nieustannie*. Jest tyle opisów owego Fillory, że stwierdzić mogę, iż bardzo przypomina Opowieści z Narnii… bardzo, bardzo (ale co ja tam wiem…).

Najgorsze jest to, że książka wcale nie odpowiada na pytanie; co może robić za pomocą magii współczesny czarownik… na Ziemi i w naszej rzeczywistości… W zasadzie to, jak dla mnie, nawet burzy ten misternie utkany z marzeń mit, o tym jak by to było cudownie, gdybyśmy umieli czarować. Mnie - osobie zakochanej w fantasy - nie bardzo się to podobało, ale jakichś realistów może skusi?

I serio, ktoś nazwał Quentina „mrocznym alter ego Harrego”… jak bardzo mija się to z rzeczywistością, może stwierdzić tylko ten, kto to przeczytał. Język pełen jest wulgaryzmów a i korektor się nie spisał – wyłapałam sporo błędów. Opinie o powieści są skrajne. Z pewnością daje ona do myślenia i wzbudza refleksje na temat miłości, zdrady, życia, śmierci… ale brak w niej wartkiej akcji, życie i postawa głównego bohatera (wszystko jest mi obojętne i nic mnie nie cieszy) są raczej dołujące. I zakończenie jakieś takie niewyraźne…


*jak ja do Chmielewskiej ;P



czwartek, 28 czerwca 2012, felicja79
Tagi: Grossman Lev

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Honorata, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/07/04 09:46:25
Zaintrygowałąm mnie ta opinie. Przeczytam z pewnością.




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka