Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Holt Tom, Ziemia, powietrze, ogień i... budyń

Autor recenzji: Alannada [luincaerherbata.blogspot.com]

 

Sporo się ostatnio mówi o Tomie Holcie, przyrównuje się go do Terr'ego Pratchetta i ogólnie wychwala pod niebiosa. Wiedziona zwykłą niezdrową ciekawością sięgnęłam po jedną z jego książek, żeby przekonać się na własnej skórze jak jest naprawdę. 
Pozycja, którą trzymam w ręku nosi nieco barokowy tytuł Ziemia, powietrze, ogień i... budyń. Ukazała się w sierpniu bieżącego roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka (strona książki: Ziemia, powietrze, ogień i... budyń).
Na początku czytelnik poznaje Paula Carpentera, znanego także jako Łajza. Paul, goszcząc u siebie swego ojca chrzestnego, opowiedział dość niecodzienną historię streszczając dziewięć miesięcy (i dwa poprzednie tomy cyklu) swojej pracy w - zdawać by się mogło - całkiem normalnej angielskiej firmie.

Firma ta - okazało się - do zwyczajnych nie należała. O jej niecodzienności możemy przekonać się już w następnym rozdziale, gdzie drobiazgowo opisano nam zwykły dzień z życia Paula - od umizgów goblińskiej recepcjonistki do liczenia aniołów na główce szpilki. Główny bohater nie potrafił odnaleźć się w swojej pracy, wszystko było dla niego straszne i niezrozumiałe. Niestety, nie mógł porzucić swego stanowiska w firmie ponieważ został do niej sprzedany przez kochających rodziców, którzy po transakcji wyemigrowali na Florydę.
Życie Paula nie należało do szczególnie udanych - między innymi z powodu elfiej kierowniczki działu PR i mediów, która odebrała jego ukochanej Sophie wszystkie ciepłe uczucia do niego (zdarzenie miało miejsce we wcześniejszym tomie przygód Paula). Nieszczęsny bohater - wierząc, że magia pomoże mu w zwalczeniu jego nadmiernej kochliwości - uwarzył więc eliksir anty-miłosny. Właśnie od tego zdarzenia zaczęło się robić ciekawiej, szczególnie kiedy Paul został ojcem chrzestnym goblińskiego dziecka i został zabity na chrzcinach przez swoją - jakże liczną – rodzinkę.
Po szczęśliwym, acz nieoczekiwanym, powrocie do życia za pomocą przenośnych drzwi ACME nasz bohater – z pomocą nowego kierownika działu PR i mediów – postanowił zmienić tożsamość. W krótkim czasie zaistniał jako Phil Marlow, przystojny i otwarty asystent wcześniej wspomnianego kierownika. W tej postaci został wrobiony w morderstwo Ricky'ego Wurmtotera i zmuszony do ucieczki w inny wymiar.
Mimo ciekawej fabuły i wartkiej akcji powieść pozostawiła mnie z uczuciem niedosytu. Czegoś mi w niej brakowało, może to główny bohater był zbyt nieciekawy... Samo uparte wracanie do Sophie i ich relacji męczyło mnie od kiedy przeczytałam o tym po raz trzeci.
Bardzo często postacie antybohaterów mogą budzić - i budzą - sympatię czytelnika, bo odbiorca chętniej się z nimi utożsamia. Zjawisko to w przypadku Paula i mnie nie zaszło, jego nieporadność najczęściej mnie nużyła.
Przez większość książki nie bardzo wiedziałam, co się dzieje - tak jak i główny bohater. Na szczęście po śmierci Ricky'ego zrobiło się bardzo ciekawie, co więcej, Paul i czytelnik zaczął zbierać coraz więcej informacji istotnych dla zrozumienia, w co właściwie wplątał się nieszczęsny pan Carpenter.
Ciekawą instytucją jest firma oferująca usługi magiczne, tym bardziej, że możemy poznać jej działanie i strukturę od wewnątrz. Jednak w trakcie czytania możemy często – jak Paul – zachodzić w głowę jak owa placówka świadczy owe usługi. Bo choć działania profesora Van Spee zdają się mieć choć cień sensu, to już praca w dziale PR i mediów jest zdecydowanie zbyt dziwna.
Cała fabuła jest urozmaicona przeróżnymi zabawnymi sytuacjami i paradoksami. Główny bohater potrafił sprzeczać się z osobą chcącą go zabić twierdząc, że przecież może być uczulony na truciznę, którą tamten może mu podać.
Do moich ulubionych scen należy szczera rozmowa wstawionego Paula z lodówką. Takich radosnych scenek jest więcej, ale pozostawię ich odkrywanie czytelnikom. Bardzo fajny jest także motyw żywych mieczy i ich połówek, a także cała historia z Wielką Niebiańską Krową i wszechświatem z produktów mlekopodobnych.
Polecam książkę Ziemia, powietrze, ogień i... budyń jako kawałek dobrej - choć nie rewelacyjnej - literatury. Dużo w niej humoru i przeróżnych ciekawostek dotyczących nie tylko właściwości magii i mieczy, ale także sposobu myślenia niektórych ludzi.

 

Ocena
Wciągliwość - 3
Wygoda czytania - 4
Jak bardzo mi się podobało? - 4

 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Ziemia, powietrze, ogień i… budyń
Autor: Tom Holt
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 409
Rok wydania: 2011
Cena: 35,00 PLN
Ocena recenzenta: 5/10

 

Zwykły śmiertelnik doskonale wie, że potężne organizacje, tudzież korporacje to ogromne twory, które rządzą się własnymi prawami. Jednakże J. W. Wells to organizacja jeszcze bardziej niezwykła – praca w niej jest prawdziwym wyzwaniem, a śmierć może nadejść z najmniej oczekiwanej strony. Ot, chociażby od strony goblinów.


”Ziemia…” opowiada (już po raz trzeci) historię Paula Carpentera, który został w firmie „zatrudniony” (chociaż zwrot „sprzedany firmie” byłby bardziej odpowiedni). Z racji niezwykłości (i złowieszczości) firmy Paul ma, delikatnie mówiąc, przekichane. Za każdym rogiem ktoś dybie na jego życie, a kolejne spiski tylko oplatają się ciaśniej wokół niego.

Fabuła książki jest dość mocno związana z poprzednimi tomami z tejże serii (wielka szkoda, że informacja o tym, że nie jest to samodzielny twór znajduje się z tyłu okładki, na dodatek napisana małymi literkami i w dość dziwnym miejscu). Czytelnik znajdzie tu więc wiele odwołań do „Przenośnych drzwi” i „Śniło ci się”, gdzie głównym bohaterem także jest nasz poczciwy Paul Carpenter.

Szczerze mówiąc, nie potrafię zrozumieć, co zabawnego jest w humorze Toma Holta – wyraźnie widać, że autor próbuje nadać tekstowi cechy komedii, jednak nie licząc kilku rzeczywiście zabawnych fragmentów (jak chociażby początkowa walka na miecze według ścisłych regulaminów) reszta książki to po prostu przeinaczanie rzeczywistości, które nie w sobie nawet grama humoru – można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że rozrywkowość „Ziemi…” polega na humorze tak prostackim, że aż śmiesznym.

„Ziemia, ogień, powietrze i… budyń” to pozycja mocno średnia – nie wybija się ponad średni poziom humorystycznej fantastyki. Mając w pamięci świetny humor wręcz tryskający z książek Terry’ego Pratchetta naprawdę trudno nie porównywać Toma Holta do twórcy Świata Dysku. Może i tym razem mamy do czynienia z dość mocno wypaczoną rzeczywistością, nie zaś z najbardziej płaskim światem fantasy we wszechświecie, jednak nadal nie sprawia to, że niniejsza pozycja jest godna uwagi. Jeśli ktoś nie jest wybredny, jeśli chodzi o humor, to powinien spróbować. Jeśli zaś gustujecie w czymś bardziej wyrafinowanym – trzymajcie się z daleka.

 

środa, 20 czerwca 2012, fosher
Tagi: Holt Tom

Polecane wpisy

  • Tomaszewska Marta, Królowa Niewidzialnych Jeźdźców

    Autor recenzji: ZaczytAnia [ zaczytania.blox.pl ] baśniowo i fantastycznie - (d)o celu Czym fantasy różni się od baśni? Objętością? Targetem? Stopniem

  • Gaiman Neil, M jak Magia

    Autor: Adam Kopeć [ magiaksiazek.pl ]  Litera magii Jaką literą pisana jest magia? Oczywiście literą M. M jak Magia to zbiór opowiadań Neila Gaimana .

  • Holt Tom, Przenośne drzwi

    Autor: Adam Kopeć [ magiaksiazek.pl ]  Podobna okładka To już mie­siąc od kiedy zna­la­złem wypo­ży­czy­łem książkę Toma Holta — Prze­no­śne Drzw

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka