Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Pratchett Terry, W północ się odzieję

Autor: Alannada [luincaerherbata.blogspot.com]

 

Fani Tiffany Obolałej, znanej także jako Akwila Dokuczliwa, doczekali się nareszcie kolejnego tomu przygód młodocianej czarownicy z Kredy. W maju tego roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się W północ się odzieję (strona książki tutaj) Terry'ego Pratchetta, kolejny tom cyklu Świat Dysku, gdzie niebezpiecznie jest rzucać kamienieniami w okna wystawowe i korzystać z przypraw Nac Mac Feeglów nie znając ich dokładnego składu.

Od wydarzeń z Zimistrza minęło około dwóch lat, Tiffany od tego czasu wiodła zapracowany żywot czarownicy z Kredy, pełny braku snu, pracy, stresu i rzeczy z drugiej ręki. Tiffany podjęła pracę pełna chęci pokazania, że jest dobra w czarownictwie. I choć gospodarstwo, czyli teren podlegający opiece czarownicy, Tiffany było duże, to młoda czarownica postawiła sobie za cel i punkt honoru aby było to najlepiej prosperujące gospodarstwo ze wszystkich. Poświęca temu zadaniu wiele uwagi i sił kosztem życia prywatnego i snu.

Książka zaczyna się dość drastycznie, od kociej muzyki, którą tym razem spowodowało to, iż jeden z mieszkańców Kredy, pan Petty, pobił swoją ciężarną córkę Amber do tego stopnia, że straciła dziecko. Tiffany dopilnowała, aby dziewczyna znalazła się pod opieką keldy, a kiedy wróciła po maleństwo odcięła pana Petty'ego, który otrzeźwiawszy nieco postanowił z sobą skończyć, a to wszystko w przeciągu jednej nocy.

W tym samym czasie młoda czarownica zaczęła zauważać dziwne znaki, takie jak palący się zając czy stara czarownica pojawiająca się na kilka chwil i znikająca jak duch. W swojej głowie Tiffany zaczęła słyszeć pełen nienawiści głos istoty pragnącej jej śmierci.

Sprawę pogorszyła jeszcze nagła, acz łagodna i bezbolesna śmierć starego barona w przeddzień ślubu jego syna, Rolanda, i Letitii, wysoko urodzonej panienki przypominającej rozmokłą akwarelę. I choć Tiffany wyruszyła za Rolandem do samego Ankh-Morpork, aby go o tym powiadomić, została nagrodzona tylko wizytą upiora z piekła rodem, zepsutą miotłą i nocą w areszcie. A także spotkaniem z jedną ze sławniejszych wiedźm Dysku, która wyjaśniła jej, co ją ściga i skąd się wzięło, a także co zrobi, jeśli ją dopadnie. Upiór, okazało się, został przebudzony przez Tiffany kiedy ta pocałowała zimę i teraz poszukuje młodą czarownicę aby zabić ją, a potem inne czarownice.

Prócz potwornego widma Tiffany musiała stawić czoła przyszłej teściowej Rolanda, oskarżeniom o bycie czarownicą i spowodowanie śmierci starego barona i kucharki, a także o kradzież sporego kawałka fortuny barona. Po zamku snuła się zapłakana Letitia w swej białej sukni, Roland zamiast pomagać wpadał w oficjalny ton, a starsze czarownice zbierały się, aby w razie czego wykończyć Tiffany jeśliby upiór ją opętał.

I nawet radosne, skore do bitki i popitki Feegle nagle stanęły przed zagrożeniem ze strony ludzi chcących rozkopać ich kopiec w poszukiwaniu dziewczyny, którą "zła czarownica" oddała elfom.

W tym tomie przygód wiedźmy ze wzgórz dowiadujemy się więcej o codziennej pracy czarownic, o tym, jak znaleźć Feeglów w mieście i jak wyegzorcyzmować upiora z ubikacji. Fabuła jest okraszona ciekawostkami dotyczącymi tradycji na Kredzie, wieczorów kawalerskich i hodowli bydła przez Nac Mac Feeglów.

Na końcu powieści zamieszczono poręczny słowniczek Feeglów, dzięki któremu czytelnik nie zagubi się w "misiach" i "łowieckach"*. Fani cyklu o Tiffany poznali już co nieco specyfikę języka Nac Mac Feeglów, dla innych będzie to całkiem nowe, odświeżające doznanie.

We W północ się odzieję jest dużo odwołań do wcześniejszych tomów cyklu o młodej czarownicy z Kredy, szczególnie do Zimistrza, ale mimo to czytelnik bez problemu poradzi sobie z lekturą, nawet jeśli nie czytał którejś z tych pozycji.

Dawno nie spotkałam się z tak mroczną atmosferą w książkach Pratchetta. Poczucie zagrożenia, uporczywej obserwacji, obcości i nienawiści towarzyszyło głównej bohaterce nieomal od samego początku powieści i narastało wraz z rozwojem akcji sprawiając, że wolałam nie czytać w nocy.

Oceniam W północ się odzieję jako niezłą lekturę dla każdego, szczególnie fanów Świata Dysku, ale także każdego, kto chciałby odpocząć od szarej rzeczywistości i poznać Dyskową wersję Inkwizycji. Radzę jednak do lektury zabierać się w świetle dnia i zorganizować sobie współlokatora na noc, chociażby pluszowego misia.

 

Ocena
Wciągliwość - 4
Wygoda czytania - 4
Jak bardzo mi się podobało? - 4



 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: W północ się odzieję
Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 301
Rok wydania: 2011
Cena: 29,90 PLN
Ocena recenzenta: 8/10


Przyznam szczerze, że podczas lektury kilka razy musiałem sprawdzać, czy książka „W północ się odzieję” wyszła aby na pewno spod pióra twórcy Świata Dysku. O ile bowiem książki osadzone w tym świecie zawierają jakieś mroczne elementy, które są fundamentami dla komicznych sytuacji i pokręconej fabuły, „W północ się odzieję” momentami mogłoby zdecydowanie pretendować do miana literatury dark fantasy…

„W północ się odzieję” jest zwieńczeniem historii Tiffany Obolałej, młodej czarownicy borykającej się z typowymi problemami w tym zawodzie. Nie, na chwilę obecną obywa się bez stosów, jednak ludzie nadal uważają czarownice za kobiety, które nie mają w zwyczaju komukolwiek pomagać. Młoda Tiffany próbuje walczyć z tymi kłamliwymi oszczerstwami, jednak kończy się to wyjątkowo nietypowymi problemami, z którymi poradzić będzie musiała sobie sama.

Jak już wspominałem, książka jest dość mroczna. Nie brakuje w niej scen raczej nieprzyjemnych, a przypadkowe ofiary nagonki na czarownice są wspominane w zasadzie co chwila. Z jednej strony to dobrze, że Świat Dysku ma ukazaną tę drugą, mroczniejszą stronę, jednak jest to co najmniej dziwny zabieg - wszystkie wcześniejsze książki osadzone w najbardziej płaskim świecie fantasy ukazywały przecież złą naturę Świata Dysku, ale w przystępny, a nawet żartobliwy sposób.

Skoro to Pratchett, bywa i wesoło. Jednym z zabawniejszych elementów „W północ się odzieję” są Nac Mac Feeglowie – małe, niebieskie pokurcze (nie, nie są to smerfy) wyglądem stylizowane na szkockich górali.

Miłośnicy serii na pewno odnajdą tu nawiązania do poprzednich książek osadzonych w tym uniwersum (m.in. „Czarodzicielstwo). Jednocześnie fabuła książki jest dość hermetyczna, a Pratchett nawiązuje tylko w kilku momentach do poprzednich części cyklu o dziejach młodej czarownicy.

Nie ukrywam, że trudno jednoznacznie ocenić „W północ się odzieję”. Z jednej strony mamy tu dość niepowtarzalne elementy, w tym Nac Mac Feeglów, przed którymi wszyscy trzęsą portkami mimo znacznej różnicy w rozmiarach (dla małych przyjaciół Tiffany brak dobrej bójki to nie powód, by wypadać z rytmu, więc często tłuką się także między sobą, a nawet sami ze sobą). Z drugiej strony zabrakło mi tego czegoś, co zawsze obecne było w innych książkach Dysku, a pozwalało wystosować przeciwko autorowi zbiorowy pozew za uszkodzenia organizmu powstałe w wyniku długotrwałych napadów śmiechu. Ot, taka mocna „ósemka”.
środa, 20 czerwca 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka