Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Aaronovitch Ben, Die Flüsse von London

Autor recenzji: Agnieszka [krimifantamania.blogspot.de]

 

Ilość stron: 480

Wydawca: Deutscher Taschenbuch Verlag

Data premiery: 01.01.2012)

Język: niemiecki

Tytuł oryginału: Rivers of London

Cena: 9,95 euro

 

 

Nie myślcie sobie, że lubię pisać druzgocące recenzje. Już sam fakt, że człowiek miast obiecywanego wytwornego barolo skonsumował zwykłego sikacza, zlewkę poślednich gatunków bądź, co gorsza, w ogóle nie wino, tylko alkoholizowany napój winogronowy o szumnej nazwie alpagon de la patique, jest wystarczająco frustrujący. W dodatku trzeba tę frustrację jakoś ubrać w słowa, przekonać, że to nie recenzent jest nieznającym się na rzeczy cudakiem o osobliwym guście i zawyżonych wymaganiach, tylko autor nie stanął na wysokości zadania. No cóż, zaciskam zęby i postaram się druzgotać krótko i węzłowato.

 

Wydawca obiecuje nam humorystyczne urban fantasy, nęcąc nazwiskiem Harry Pottera (co by było, gdyby Harry Potter był dorosły, gdyby był policjantem we współczesnym Londynie...). Myślę sobie - super. Urban fantasy, mieszanka kryminału i lekkiej magii - tego mi trzeba. Zaczęło się nawet obiecująco - młody, początkujący konstabl Peter Grant pilnując miejsca zbrodni, w którym znaleziono zwłoki człowieka bez głowy, spotyka ducha. Ten zeznaje, że był świadkiem morderstwa. Ucieszony i podekscytowany policjant rozpoczyna przesłuchanie, a nawet proponuje udanie się na komendę celem spisania protokołu. Duch oponuje, twierdząc, że to byłoby trudne, ze względu na to, że nie żyje. Grant, służbista, pyta: "Czy może pan to udowodnić?"... I to już jest najlepsza scena tej książki, zdecydowanie najśmieszniejszy dialog... Taaaa.



Okładka oryginału



Wkrótce potem Grantowi proponuje się przyjęcie terminu u policjanta-czarodzieja i rozpoczęcie nauki, mającej potrwać dziesięć lat. Konstabl bezrefleksyjnie, nie dziwiąc się niczemu, przyjmuje posadę i zaczyna przemierzać wraz ze swym mistrzem zaułki Londynu, goniąc z końca miasta na drugi, a to by rzucić dwa granaty do domu, gdzie śpią dwa wampiry, a to w odwiedziny do czarnoskórej bogini rzeki, Tamizy. Absurd goni absurd, mistrz Nightingale wyjątkowo oszczędnie dozuje wiedzę czarodziejską i tę dotyczącą kulisów zbrodni, w związku z czym czytelnik błądzi przez większość czasu jak pijane dziecko we mgle, nie mając nawet szansy domyśleć się, o co w tym wszystkim chodzi. Pomiędzy poszczególnymi wypadami w dziwne rejony miasta uczeń czarnoksiężknika godzinami ćwiczy magię i łacinę (co bynajmniej nie jest spektakularne), a czytelnik ziewa z nudów. Co więcej, do samego końca nie widać jakoś związku pomiedzy tytułowymi rzekami Londynu, mamą Tamizą i tatą Tamizą i ich licznymi potomkami, a samymi zbrodniami, co niestety budzi uzasadnione obawy, że autor uraczy nas kontynuacją.

 

Postacie również nie zachwycają, Peter Grant jest wyjątkowo jednowymiarowy, mistrz czarodziej, postać o takim potencjale, wywołuje wyłącznie nudę, jedyną intrygującą osobą jest gospodyni Molly o osobliwych upodobaniach kulinarnych i żółtych ostrych zębach... Jeśli chodzi o zaszufladkowanie tej powieści do urban fantasy, do dokonując sekcji tego pojęcia stwierdzam, że urban to ona owszem, jest, bowiem bez planu Londynu ani rusz, ale poza ciągłymi wycieczkami po tym zacnym mieście nic z tego nie wynika. Fantasy tyle co kot napłakał, nie wiem, po co autor kombinował z tymi nigeryjskimi boginiami rzeki, a poza tym z fantasy mamy od czasu do czasu jakąś kulkę światła, jakiegoś zdechłego wampira i jakieś nieudane zaklęcia. Jedynym jasnym punktem w tych katakumbach nudy jest próba powiązania magii z nauką poprzez postać nie tyle założyciela, co tego, który usystematyzował podwaliny czarodziejstwa - Izaaka Newtona. Niejakiej dozy rozrywki dotarczają również autopsje ofiar magicznych zaklęć lub osób, które stosowały ją nierozważnie i w nadmiarze - całkiem udała się autorowi postać patologa.

 

Poza tym wieje nudą. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy aby czytam tę samą książkę, którą wszyscy tak wychwalają w recenzjach, a stwierdziwszy, że bez wątpienia tak, poczułam się jak raróg. Co ze mną nie tak? Dlaczego nie potrafię dostrzec tych wszystkich wychwalanych atrybutów tej książki? Coś mam ze wzrokiem? Z głową? Poczucie humoru mi wysiada? A może po prostu się nie znam?

 

Sugerując to ostatnie, informuję, że książka znajduje się w zapowiedziach wydawnictwa MAG na styczeń 2013, więc będziecie mieli okazję przekonać się sami, kto tu jest niehalo. Pomęczcie się sami.

 

Daję 2 gwiazdki i to już jest szczodrość z mojej strony (2/5).

środa, 25 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka