Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Andrzej Pilipiuk, Oko Jelenia. Triumf lisa Reinecke

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Triumf lisa Reinecke
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 448
Rok wydania: 2010
Cena: 33,90 PLN
Ocena recenzenta: 4/10

 

Po lekturze piątego tomu z cyklu „Oko jelenia” od razu widać, że Pilipiuk stara się stworzyć podwaliny do kolejnych części serii, które mają mieć swoją premierę w przyszłym roku. Z jednej strony zerwanie z poprzednimi wątkami fabularnymi było dobre, z drugiej złe. Co zwyciężyło? O tym na końcu.

Książka rozpoczyna się w miejscu, gdzie zakończył się „Pan Wilków”. Marek na „dzień dobry” popada w nieliche tarapaty, które mogą zapewnić mu tylko wikt i opierunek w lochach miejscowego ratusza. Sam Staszek z Helą skrywają się w ambasadzie Ukrainy wraz z Maksymem. Sama ambasada swoim wyposażeniem przypomina dzisiejsze schrony atomowe, tylko z większą ilością pułapek i uzbrojenia. Sytuacja zaczyna robić się bardzo nieciekawa. Z jednej strony tajemniczy zabójcy chcą ukatrupić Staszka i Marka, zaś katowej przybyłej do Gdańska bardzo nie podoba się polskie prawo, które nie pozwala wydać Heli w jej ręce. Żądna krwi kobieta postanowi wziąć sprawy we własne ręce.

Jak już wspominałem, w piątej części cyklu następuje potężne naderwanie nici łączącej „Triumf Lisa Reinicke” od pozostałych części cyklu. Tym razem wydarzenia, które już mieliśmy okazję widzieć, są tu tylko wspominane, prawie od niechcenia. Naprawdę uważam, że tworzenie praktycznie nowej fabuły nie przysporzyło książce wyższego poziomu.

Kim lub czym jest sam Lis Reinicke? Jest to najzwyklejszy w świecie lis, który pojawia się w kolejnych pieśniach lub bajkach zasłyszanych przez Staszka w Gdańsku. Rude zwierzę okazuje się być wyjątkowo chytrym łotrem, które niejednokrotnie umyka prześladowcom tylko dzięki swojemu sprytowi. I naprawdę nie mam pojęcia, jak odnosi się to do treści całego tytułu. Przypominam, że poprzednie tytuły były bardzo blisko związane z fabułą. Tu jest dokładnie na odwrót.

Z pozoru rzucenie trójki przybyszów z przyszłości, z różnych epok w czasy średniowiecza było świetnym pomysłem na fabułę. Wielka szkoda, że nie zostało to należycie wykorzystane. Bywały momenty, że sam chciałem wbić Heli cokolwiek ostrego w brzuch. I powtórzyć dwadzieścia razy, aż zyskałbym pewność wykonania swoich niecnych zamiarów. Bo z każdą chwilą ta panienka denerwuje mnie swoim zachowaniem nawet bardziej niż Ina, co jest już wyjątkowym osiągnięciem.

Jak zwykle należy kilka słów poświęcić samym ilustracjom. Naprawdę nie wiem, ile dostaje na rękę rysownik Fabryki Słów, jednak jest to stanowczo za mało. O ile niektóre z ilustracji w poprzednich częściach dało się jeszcze przeboleć, tak tutaj są już po prostu jedną, wielką brzydotą, która za zadanie ma chyba odstraszać potencjalnego nabywcę. Gdyby jeszcze zilustrowane były ważne wydarzenia, nie zaś pierdoły gdzieś pomiędzy wierszami, mógłbym to przeboleć. Tak jednak nie jest. Ogółem ilustracje to największa porażka całej serii. A już z ilustracjami z takiego „Malowanego człowieka” tego samego wydawnictwa to nie ma nawet co porównywać. Po prostu tragedia, tragedia i tragedia po trzykroć.

Miałem cichą nadzieję, że lekturę zakończę słowami „ja chcę jeszcze”! Niestety, do końcówki dobrnąłem naprawdę w mękach, zaś jedyny dźwięk, jaki wydałem z siebie po zakończeniu lektury to: „Uff…”

środa, 11 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka