Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Bradbury Ray, 451° Fahrenheita

Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com]

 

Tytuł: 451 Fahrenheita

 

Autor: Ray Bradbury

 

Wydawnictwo: Solaris

 

Ilość stron: 219

 

Rok wydania: 2008

 

Cena: 35,90 PLN

 

Ocena recenzenta: 10/10

Wyobraźcie sobie świat, w którym strażacy za swoją główną misję mają wzniecanie pożarów, w wyniku palenia książek, które są zakazanym dobrem. Cała literatura i krytyczne myślenie jest zakazane. W końcu nie od dziś wiadomo, że bezmózgim społeczeństwem rządzi się najłatwiej, a wtedy nikt nie będzie protestować przeciwko bezmyślnej wojnie, którą USA prowadzą ze wszystkimi pozostałymi państwami. Mieszkańcy skryci w swoich domach zbudowanych z niepalnych materiałów są przekonani o własnym bezpieczeństwie.
Guy Montag, główny bohater, jest strażakiem z pokolenia na pokolenie. I zagorzałym przeciwnikiem literatury. Zaś w tym świecie to właśnie strażacy wywołują pożary, paląc książki i domostwa ich właścicieli. Strata intelektualisty to żadna strata, a nawet pożytek. W końcu po co ludziom książki? Dawna wartość rodziny straciła rację bytu, zaś dzieci są tylko niepotrzebnym ciężarem, którego najlepiej się pozbyć. Mają własne parki rozrywki, gdzie gabinety luster zastąpione zostały tłuczeniem szyb, a główną atrakcją są bardzo szybkie samochody. Policji nie obchodzi, czy młodociany pirat drogowy ma uprawnienia do kierowania pojazdem. Jeśli tylko jest ubezpieczony na dziesięć tysięcy, może nawet zacząć fruwać w swoim bolidzie. Zaś dorośli poświęcają swój czas interaktywnemu programowi pt. „Rodzinka”. Tam odgrywają swoje role bez ruszania się z domu. Niektórych rozrywka wciągnęła tak bardzo, że granica między telewizją a światem realnym została już dawno zatarta.
Wszystko dla Guy’a zmienia się w chwili, gdy poznaje Klarysę, młodą sąsiadkę. To właśnie podczas ich pierwszej rozmowy dziewczyna zada pytanie, które okaże się przełomem w dotychczasowym życiu Montana: „Czy jest pan szczęśliwy?”. Później nic nie było już takie, jak dawniej…
Trudno oczekiwać po wiekowym tytule „rozrywkowości” obecnych czytadeł z półki fantastyki. Nie znajdziecie tu bohaterów, którzy na poranną rozgrzewkę pokonują stado smoków ze zjadliwą zgagą. Nigdzie nie ma tu schematów typu „dziesięć trupów w dwie sekundy, a i trollowi się dostanie”. Ta książka ma w głównej mierze dostarczać refleksji, rozrywka idzie gdzieś po boku. Sam Guy Montag jest zwykłym człowiekiem, tak jak my wszyscy. Trudno szukać w nim jakiegokolwiek wzorca bohatera, tym bardziej, że zbuntuje się on przeciwko systemowi, który jest uznany za jedyny słuszny.
Trudno opisywać język w książce, podczas lektury trzeba dokonać refleksji. Mimo to można powiedzieć, że wizja Bradbury’ego jest podana tu naprawdę bardzo strawnie, mimo że momentami trzeba nad pewnymi fragmentami głowić się dłuższą chwilę. W końcu zmiana światopoglądu, w który wierzyło się całe życie, nie przychodzi z łatwością. Jednak stwarza to poczucie jedności z głównym bohaterem. Dawno nie czułem się tak bardzo rzeczywiście, jak Montag podczas swojej pierwszej manifestacji, która doprowadziła zresztą do jego końca, jako szanowanego i ustatkowanego obywatela.
Tytuł jest paradoksalnie bardziej aktualny, niż był w chwili ujrzenia po raz pierwszy światła dziennego. Przez ostatnie dekady rozwój technologii posunął się tak bardzo, że pozostaje nam tylko pytać: „Kiedy?” Bo może się okazać, że za pięćdziesiąt lat wydarzenia opowiedziane w „451° Fahrenheita” nie okażą się tylko ponurą fikcją. W końcu nawet tytuł jasno wskazuje na temperaturę, w której zaczyna płonąć papier. A wraz z nim wszystko, co nie pozwala dać się wgnieść między tryby szarego tłumu.
Na koniec należy wspomnieć o jakości wydania książki. Bo już dawno nie spotkałem się z oprawą tak należytą klasykom gatunku, jak ta, która właśnie leży na moim biurku. Twarda okładka z brudną paletą barw i wizerunkiem Montaga robi naprawdę duże wrażenie. Dobrej jakości papier bladnie jednak przy ozdobnikach, które stylizują kartki na wpół spopielone stronnice. Można szczerze powiedzieć, że Bradbury doczekał się godnej oprawy swojego dzieła. A to wszystko sprawia, że „451° Fahrenheita” nie jest pozycją, obok której można przejść obojętnie. Powinna stanowić ona obowiązkową lekturę w biblioteczce każdego czytelnika.



niedziela, 08 lipca 2012, fosher
Tagi: Bradbury Ray

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka