Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Campbell Jack, Waleczny

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Waleczny
Autor: Jack Campbell
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 468
Rok wydania: 2012
Cena: 39,90 PLN
Ocena recenzenta: 4/10

 

Nie ma co ukrywać, że opowiedzenie wiarygodnej (w sensie literackim) historii z rozmachem wymaga miejsca i czasu. Umieszczenie w jednym tomie wszystkich wydarzeń opowiedzianych jak dotąd w czterech tomach „Zaginionej floty” skutkowałoby ogromnym spłyceniem fabuły na rzecz następujących po sobie epizodów, które nie miałyby tak naprawdę zbyt wielkiego odzwierciedlenia na dalszy bieg wydarzeń. „Waleczny” sprawia jednak, że tytułowa zaginiona flota zaczyna wydawać się zaginiona aż nadto.

Nieustające walki z kurczącą się z każdym dniem syndycką flotą nie są dla sił Sojuszu obojętne – szeregi marynarzy kurczą się z zatrważającą prędkością, podobnie jak zapasy w zbrojowni i kambuzach. Priorytetem staje się nie jak najszybszy powrót do sojuszniczych systemów gwiezdnych, a wywalczenie sobie jak największej ilości czasu (którego i tak za wiele nie ma) na najpotrzebniejsze naprawy i uzupełnienie zapasów (grabieżą, jakżeby inaczej). Jednocześnie dopiero teraz wewnętrzna ofensywa wśród oficerów Sojuszu przybierze na sile – Black Jack będzie zmuszony walczyć zarówno z Syndykami, jak i własnymi podwładnymi.

„Waleczny” to jak dotąd chyba najnudniejszy tom z całej „Zaginionej floty” – przed totalną klapą ratuje go tylko kilka epizodów. Epizodów istotnych, jednak na tyle krótkich, że bez najmniejszego problemu mogłyby one stanowić integralną część tomu piątego. W „Walecznym” najmocniej widać, że nastroje będące następstwami niedawnych zwyczajów na polu walki są wciąż żywe przynajmniej w części kadry oficerskiej, która nadal czeka na dogodną okazję, by usunąć Black Jacka ze stanowiska głównodowodzącego flotą. Wydarzenia te pokazują, że historie z poprzednich tomów nie pozostały bez wpływu na teraźniejszość. Jednak zdecydowanie nie jest to taki wpływ, jakiego faktycznie można by oczekiwać – poszczególne tomy łączy tak niewiele, że traktowanie ich jako oddzielnych powieści nie byłoby niczym dziwnym.

Zdawałoby się, że w „Zaginionej flocie” batalie są siłą napędową powieści – nie inaczej. Największy problem stanowi jednak obrany przez Campbella system walki w kosmosie, który może i starczał na dwa – trzy pierwsze tomy. Sęk w tym, że im dalej w las, tym nudniejsze potyczki. A to dlatego, że te sprowadzają się do serii rozkazów, z których niewiele można wywnioskować (a już z pewnością trudno wyobrazić sobie sytuację na polu bitwy) oraz przejść ogniowych, które także nie powalają na kolana swoją dynamicznością i efektywnością. Jednocześnie zaś na światło dzienne zbyt mocno wypływa wątek miłosny między Black Jackiem a kapitan jego okrętu flagowego, Desjani – wiele rzeczy można znieść, ale nie tysięczne podchody przypominające dziwną odmianę zabawy w kotka i myszkę.

Z „Walecznego” bije wszechobecna nuda, przerwana kilkoma krótkimi przerywnikami faktycznie wnoszącymi coś do fabuły. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że czwarty tom sagi jest niepotrzebnym zapychaczem – za mało w nim naprawdę wartościowej treści, by przebijać się przez ponad czterysta stron kosmicznej „Mody na sukces”.

czwartek, 19 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka