Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Flanagan John, Wyrzutki

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Wyrzutki

Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 439
Rok wydania: 2012
Cena: 37,00 PLN
Ocena recenzenta: 4+/10
 

 

Serię „Zwiadowców” można było od biedy nazwać nowatorskim fantasy – nieczęsto do czynienia mieliśmy z tekstami, gdzie główny bohater nie tak dawno miał jeszcze mleko pod nosem, a na dodatek woli wykorzystać głowę, miast wpadać we wrogie szeregi i kosić wrogów za pomocą dwumetrowego miecza niczym rolnik zboże na dożynkach. Kwestią czasu było pojawienie się osobnej sagi rozgrywającej się w tym samym świecie, co wcześniej wspomniana saga – czyli tak zwane „odcinanie kuponów”.

Hal Mikkelson to postać, która będzie nam nieustannie towarzyszyć przez całe „Wyrzutki” – wpierw poznamy jednak losy jego ojca, który zginął podczas wyprawy łupieżczej. Jak ten fragment odnosi się do całej fabuły – tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że najważniejsze wydarzenia, które doprowadziły przyjaciela ojca Hala do moralnego upadku zostają przemilczane, a wszelkie pytania zbywane półsłówkami. Sensu całej powieści domyślić się nietrudno na podstawie chociażby lektury tekstu z tyłu okładki – Hal wraz ze swoją niezbyt silną drużyną staje do rywalizacji. W porównaniu do dwóch pozostałych drużyn stoi on na z góry przegranej pozycji, przez co jest zmuszony do wykorzystania talentów innych, niż siły fizycznej. „Wyrzutki” najłatwiej porównać do „Ruin Gorlanu”, pierwszego tomu „Zwiadowców” – obie książki cechuje bardzo duże podobieństwo.

Powiązania trylogii „Drużyna” ze „Zwiadowcami” są bardzo niewielkie. Tak naprawdę jedyne cechy wspólne to Skandia, gdzie rozgrywa się fabuła, oraz postać Erraka znanego nam ze „Zwiadowców”. Jednakże brak jakichkolwiek informacji na temat wydarzeń poza Skandią nie pozwala w żaden sposób umiejscowić „Wyrzutków” chronologicznie względem przygód Willa i Hala.

Początek właściwej historii opowiedzianej w „Wyrzutkach” jest wstępem dennym, wręcz wymuszonym – Flanagan przeciwstawia Hala wcześniej wspomnianemu przyjacielowi jego ojca, Thornowi, który po utracie ręki stał się zwykłym pijaczyną, którego obraz wyparł w rodzinnej wiosce jego dawne dokonania. Próba zbudowania przekonującej wewnętrznej przemiany w kalekim wojowniku wypada śmiesznie – ta po kilkunastu latach następuje dosłownie w pięć minut, pod wpływem krótkiej rozmowy (tak, jakby ktoś w końcu zdecydował się z nim pogadać, a ten przestał udawać, iż jest ofiarą losu).

Praktycznie cała fabuła „Wyrzutków” przedstawiona zostaje w momencie, gdy czytelnik dowiaduje się więcej na temat czekających młodzików prób. Flanagan idealnie wpasowuje się w utarty schemat – drużyna Czapli nie może nieustannie wygrywać, nieraz dostanie też tęgie lanie, niemniej zbyt często będą oni wyprzedzali inne drużyny o przysłowiowy włos, by potraktować to jako nieprzewidywalność.

Najbardziej nużąca jest jednak bezcelowość, jaka wręcz przyświeca głównym bohaterom w całej powieści. Przygotowania są tak naprawdę tylko pretekstem do opowiedzenia właściwej historii, ta jednak przez autora została nakreślona w sposób wręcz znikomy – całość opiera się na paru niewielkich scenach, z których więcej wynika wnioskowania, niż przedstawionych rzetelnie faktów.

Wyraźnie zaznaczyć należy jednak, że „Wyrzutki” w miły sposób odcinają się od innych tego typu powieści młodzieżowych. Gdzie widać największe różnice? Głównie w sposobie prowadzenia fabuły oraz relacjach między uczestnikami zawodów. Flanagan nie pisze od linijki (chociaż pewną schematyczność tutaj widać), a rozmowy i reakcje zawodników są naturalne, nie zaś na siłę pozorowane. Szczególnie ta ostatnia przypadłość jest bardzo mocno widoczna w innych powieściach fantasy dla młodzieży.

Nie ma co ukrywać, że „Wyrzutki” to odcinanie kuponów od sukcesów „Zwiadowców” – prawie jakikolwiek brak powiązań ze wcześniejszą sagą potwierdza tylko przypuszczenia, że nowa trylogia ma być tylko tłem dla krótkiej historii, jaka najwyraźniej nie znalazła swojego miejsca dla młodego zwiadowcy. Jednak chociaż całą powieść cechuje nuda i niekiedy sztuczność, Flanagan po raz kolejny pokazał, że potrafi stworzyć coś odmiennego od innych twórców. I nie chodzi tu bynajmniej o fabułę, bo podobny schemat jest stosowany dość często, a o klimat, jaki obecny jest w książce. Podczas lektury naprawdę nie można mieć wrażenia, że autor pisał dla osoby pozbawionej gustu i funkcji myślowych, co zdecydowanie należy zaliczyć mu na plus w morzu wszechobecnej grafomanii adresowanej do młodszego czytelnika.

czwartek, 19 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka