Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Goonan Kathleen Ann, Rapsodia miasta półksiężyca

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Rapsodia miasta półksiężyca
Autor: Kathleen Ann Goonan
Wydawnictwo: Solaris
Ilość stron: 536
Rok wydania: 2006
Cena: 39,00 PLN
Ocena recenzenta: 1+/10

 

Możecie mnie torturować, ale więcej po ten tytuł nie sięgnę. A przed lekturą kolejnych książek autorki zastanowię się, czy w ogóle je brać do ręki…

Zaczyna się od wielkiego uderzenia – kosmiczny impuls elektromagnetyczny, zwany po prostu jako Impuls, uderza w Ziemię, niszcząc satelity, a co za tym idzie Internet i utrudnia dostawy energii. A że dzisiaj prawie wszystko jest oparte na elektronice, na pierwsze oznaki chaosu nie trzeba było długo czekać. Po dziewięciu miesiącach okazuje się, że dzieci poczęte w dniu uderzenia Impulsu w swoich komórkach posiadają zmodyfikowany nieznanymi metodami kod genetyczny, co powoduje u nich wyjątkowo dziwne anomalie. Rząd oczywiście tropi takie dzieci i izoluje je w specjalnych ośrodkach, by móc badać ich „umiejętności”. Wszyscy nagle zaczynają inwestować i stosować nanotechnologię, która daje podwaliny dla nowych, lepszych technologii. Brzmi durnowato? Powyższe streszczenie jest właściwie tym samym, co znajdziecie na tyle okładki książki.

A czego my nie znajdziemy w fabule! Wątek rodem z taniego romansidła, który blednie jednak przy kryminale, akcji, thrillerze, nie wspominam o szczątkowym s-fi. No masz, zapomniałbym o wątku rodem z książki medycznej… Oczywiście nie mogło obyć się bez naukowca, który odkrywa tajemnicę Impulsu, a źli rządowi chcą mu ją wykraść. W każdym razie chłopina się nie daje, ucieka (co było łatwe do przewidzenia) i żyje gdzieś tam, z tajemnicą, która może zmienić nasze widzenie na wszystko, co wydarzyło się od czasu Impulsu. A dalsze perypetie tej gromadki to już jeden, wielki rzyg (kolokwialnie się wyrażając).

Sprawy wcale nie polepszają nudni, wręcz nędzni bohaterowie, którzy wyglądają tak niewyraźnie, że nawet Polopiryna w tym wypadku nie pomaga. Ale jakby tego było mało, duet tłumacz/korektor postanowili dorzucić od siebie jakże piękny epitet, jakim jest „ciemnowoskóry”. Konia z rzędem temu, kto wskaże mi w słowniku, do czego odnosi się ten neologizm! Żebyśmy mieli jasność, najwyżej roześmiałbym się, gdyby taki byk wystąpił raz. Problem w tym, że za każdym razem wychrzaniał on ze swojego miejsca „ciemnoskórego”.

Na koniec zostawiłem sobie chyba najlepsze, co w tej książce. Jakość wydania. Która, pomimo lauru pierwszeństwa, i tak jest nędzna. Doprawdy, nie wiem z jakiego papieru stworzono okładkę, ale wyjątkowo szybko traci ona jakiekolwiek barwy. No i tylna część, która, mam nadzieję, że jest wynikiem wyjątkowo złego dnia kogokolwiek z DTP, bo najładniejsze słowo, jakiego mógłbym użyć w odniesieniu do tego elementu, to „cholerny żart”, który nie powinien mieć miejsca. Zero ozdobników, czysty tekst, nawet nie postarano się o jakiekolwiek złożenie go, by wyglądał w miarę po ludzku. Po co, dajmy czcionkę trzydziestką, jak nie mamy co tam wrzucić i zapomnijcie o jej justowaniu…

Oświadczam, że autor ostrzegał przed lekturą „Rapsodii miasta półksiężyca”. Rodzina na tej podstawie nie ma prawa składać jakichkolwiek kondolencji ani faktury za pogrzeb mojej osobie. Zostaliście ostrzeżeni, dalej róbcie, co chcecie.

środa, 11 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka