Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Morgan Richard, Modyfikownay węgiel

Autor recenzji: ZaczytAnia [zaczytania.blox.pl]

 

Philip Marlowe należy do panteonu moich ulubionych bohaterów literackich, a wśród powieściowych detektywów jest tym najulubieńszym. Wielu autorów kryminałów usiłowało stworzyć postać podobną do niego, ale do ideału najbardziej zbliżył się twórca literatury science fiction Richard Morgan, tworząc postać Takeshiego Lva Kovacsa, bohatera powieści "Modyfikowany węgiel", która była jego debiutem literackim - tak udanym, że w 2003r. uhonorowano ją Nagrodą im. Philipa K. Dicka.

Takeshi jest cynikiem i nie uznaje autorytetów, ale zadanie, do którego go wynajęto wykonuje z poświęceniem, dążąc do sprawiedliwości, którą jednak to on (a nie jakieś tam kodeksy) definiuje i wymierza. Ryzyko podejmuje bez wahania, z naruszeniami własnej nietykalności cielesnej godzi się ze stoickim spokojem, narażanie bogatego zleceniodawcy na jakieś dodatkowe koszty nie wpędza go w bezsenność, a jeśli w toku prowadzonego śledztwa dowie się, że jakąś kobietę spotkała krzywda, to postara się dla niej o jakieś zadośćuczynienie… No doprawdy - Philip Marlowe jak żywy! ;)

Bohatera już przedstawiłam, czas więc na opowieść o świecie przedstawionym

Odległa przyszłość. Ludzkość z zapałem kolonizuje kolejne planety,  "Najbliższy z zamieszkałych światów znajduje się pięćdziesiąt lat świetlnych od Ziemi. Najdalszy – cztery razy dalej, a niektóre z transportowców kolonizacyjnych wciąż jeszcze lecą". Wszystkie skolonizowane planety należą do zarządzanego przez Narody Zjednoczone Protektoratu, który powołano w trakcie lotu pierwszych transportowców, więc "ich pasażerowie obudzili się w gotowej tyranii".

W rdzeń każdego nowonarodzonego dziecka implantuje się stos korowy, w którym zapisuje się zdigitalizowana świadomość człowieka, dzięki czemu można ją przenosić między różnymi ciałami – zwanymi teraz powłokami – przechowywać w modyfikowanym węglu, a nawet przesłać w dowolne miejsce w kosmosie z wykorzystaniem międzygwiezdnego transportu strunowego w czasie, który jest "tak blisko natychmiastowości, że naukowcy wciąż spierają się o terminologię". Wciąż jednak można człowieka PŚ-nąć czyli zadać mu prawdziwą śmierć – wystarczy w tym celu zniszczyć jego stos. Ludzie, którzy się tego obawiają, i są przy tym wystarczająco bogaci, fundują sobie zdalne kopie bezpieczeństwa, aktualizowane z określoną częstotliwością.

Podwójne upowłokowienie jest możliwe, ale surowo zabronione.

Powłoki można modyfikować czyli np. dowolnie ukształtować wygląd, podrasować system nerwowy, dodać jakieś uwarunkowania (np. bojowe czy neurochemiczne) itepe itede. Co ciekawe, można nawet korzystać z powłok syntetycznych albo upowłokowić mężczyznę w ciele kobiety, czego Takeshi doświadczył i stwierdził, że "Bycie kobietą stanowiło doświadczenie zmysłowe przekraczające pojmowanie mężczyzny. Dotyk i fakturę odczuwało się głębiej; (…) Dla mężczyzny skóra stanowiła barierę, osłonę. Dla kobiety była organem kontaktu".

Najbardziej elitarną formacją wojskową, wykorzystywaną do utrzymania porządku w całym Protektoracie (w tym do wymuszania władzy Protektoratu na zbuntowanych planetach), jest Korpus Emisariuszy. Jego członkowie przechodzą specjalny trening, oparty na  technikach "psychoduchowych od tysiącleci rozwijanych na Ziemi przez kultury orientalne" – chodzi o to, żeby odpowiednio ukształtować ich umysły a nie ciała, bo w przypadku interwencji zbrojnej na odległej planecie Emisariuszy transportuje się z wykorzystaniem transmisji strunowej, a ciał tym sposobem wysłać nie można… Takeshi, który jest byłym Emisariuszem, opowiada o tym treningu tak:  "Wypala się każdy rozwinięty w ludzkiej psychice przez ewolucję ogranicznik przemocy. (…) Pozbawia się człowieka wszystkich uczuć poza pragnieniem krzywdzenia innych".

Ponieważ jednak "w całym Protektoracie Emisariusze stanowili groźbę, z którą liczył się każdy, łącznie z prezydentem planety" – to w większości z zamieszkanych światów zwolnieni z Korpusu Emisariusze nie mogą się zajmować niczym, co umożliwiłoby im osiągnięcie jakiejś władzy lub wpływów. Nie wolno im piastować stanowisk wojskowych ani politycznych. Nikt im nie ufa. A taki brak perspektyw często spycha ich na drogę przestępstwa – i tą właśnie drogą podążył Takeshi Lev Kovacs, główny bohater i narrator "Modyfikowanego węgla".

W pierwszej scenie powieści zostaje pojmany, a następnie skazany na długoletni pobyt w przechowalni, co znaczy mniej więcej tyle, że zapisano go na dysku o średnicy trzydziestu centymetrów i wrzucono do więziennej szafy. Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem sens kary tego typu, skoro: "Bez względu na to, co czujesz, myślisz, kimkolwiek jesteś, gdy wrzucają cię do przechowalni, tym będziesz wychodząc z niej", ale mniejsza o to. Ciekawsze jest to, że można sobie takiego więźnia na jakiś czas wykupić i wynająć do jakiejś pracy.

Takeshi Kovacs zostaje wykupiony przez Laurensa Bancrofta i przesłany na Ziemię, którą odwiedza po raz pierwszy, więc pewne zjawiska go dziwią (najbardziej chyba katolicy…). Jego zadaniem będzie przeprowadzenie śledztwa w sprawie zakończonego prawdziwą śmiercią zamachu na… Laurensa Bancrofta.

Bancroft jest bajecznie bogaty i potężny, więc – oczywiście – posiada aktualizowaną co 48 godzin kopię zapasową ("Bezpośredni przekaz strunowy (…) do ekranowanej przechowalni w instalacjach PsychaSecu w Alcatraz", o którym nawet nie musi myśleć), ale nie pamięta niczego, co zdarzyło się po ostatniej aktualizacji. A to – w połączeniu z faktem, że okoliczności zamachu są bardzo dziwne, a policja zakończyła swoje dochodzenie stwierdzeniem, że Bancroft popełnił samobójstwo – tworzy bardzo intrygujący punkt wyjścia do kryminału zrealizowanego w sztafażu SF.

Oferta, którą otrzymuje Kovacs brzmi następująco: "W przypadku gdy uda się panu zakończyć śledztwo sukcesem, reszta pańskiego wyroku w Kanagawie – sto siedemnaście lat i cztery miesiące – zostanie anulowana i trafi pan z powrotem na Świat Harlana, a tam natychmiast zostanie pan zwolniony do wybranej powłoki. Jeśli pan woli, zobowiązuję się do spłacenia hipoteki na obecną powłokę tu, na Ziemi, gdzie może pan zostać naturalizowanym obywatelem NZ. W obu wypadkach zostanie panu wypłacona suma stu tysięcy dolarów NZ lub jej ekwiwalent". Wydaje się wam hojna? Takeshi wcale się nią nie ekscytuje, bo właściwie co się stanie, kiedy zadania nie wypełni…? Wpakują go z powrotem do przechowalni? No cóż, do tego jest – można powiedzieć – przyzwyczajony.

Mimo wszystko Takeshi Kovacs angażuje się w śledztwo, do którego został wynajęty, i nie odpuszcza aż do odkrycia prawdy, choć napotyka mnóstwo przeszkód – począwszy od kłopotów spowodowanych tym, że upowłokowiono go w ciele należącym wcześniej do niejakiego Rykera, który właśnie odsiaduje wyrok w przechowalni...

Autorowi "Modyfikowanego węgla" można, oczywiście, postawić zarzut, że skonstruował swoją opowieść z niespecjalnie oryginalnych motywów, ale – możecie mi wierzyć – w przypadku tej powieści świetnie sprawdza się reguła obowiązująca podczas tworzenia obrazów wykonanych metodą patchworku: efekt końcowy nie zależy od atrakcyjności użytych kawałków, ale od tego, jak je skomponowano i zszyto.

Richard Morgan skomponował swoją opowieść tak, że czyta się ją z zapartym tchem, podziwiając konstrukcję świata, zawiłości intrygi, zwroty akcji, a nawet styl pisarski, w którym wyraźnie widać inspirację twórczością Raymonda Chandlera (vide: "Sto osiemdziesiąt lat świetlnych od domu, w ciele innego człowieka w ramach sześciotygodniowego wynajmu. Przetransportowany, by wykonać pracę, której lokalna policja nie tknęłaby nawet pałką. Zawiodę, a czeka mnie powrót do przechowalni. Czułem się tak szczęśliwy, że mijając drzwi, mógłbym zacząć śpiewać").

Wątpliwości przychodzą dopiero jakiś czas po lekturze, ale nawet one są wartościowe, bo przecież nikomu nie zaszkodzi chwila namysłu nad tym, czy to możliwe, że pożądanie koduje się w ciele, jaki sens ma kara polegająca głównie na przeniesieniu człowieka w czasie albo czy dowolne kontrolowanie tempa upływu czasu w przestrzeni wirtualnej ma sens (ten akurat problem ładnie mi się zbiegł z namysłem nad czytaną równolegle powieścią Tomasza Jachimka "Handlarze czasem").

Mówiąc krótko: "Modyfikowany węgiel" czyta się rewelacyjnie. Szczerze polecam!

sobota, 14 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Płomyk, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/08/16 16:05:23
Bardzo długa i staranna recenzja. Interesuję się tą książką i chyba po lekturze tej recenzji zdecyduję się ją nabyć w wersji elektronicznej. Jak przeczytam to napiszę wam, co myślę osobiście o "Modyfikowanym węglu".




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka