Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Mortka Marcin, Miasteczko Nonstead

Autor recenzji: Agnieszka [krimifantamania.blogspot.de]

 

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania: 26.01.12

Stron: 304

Język: polski

Cena: 34,99 zł

 

Pierwsze zdanie: "Łomotanie stawało się coraz głośniejsze, aż wreszcie Nathan odczuł drgania w kierownicy."

 

No właśnie. Czy Polacy potrafią pisać horrory? Czy nie jest tak, że nieraz już mieliśmy wątpliwą przyjemność konsumowania nieporadnych płodów, które wyszły spod pióra polskich naśladowców Kinga, Mastertona, Ketchuma? I czyż nie jest tak, że dzieła owe, miast straszyć i wywoływać gęsią skórkę, wywoływały, owszem, ale salwy śmiechu lub, co gorsza, zażenowanie? I czyż nie jest tak, że każda kolejna próba rodzimego pisarza pójścia w ślady któregoś z mistrzów dreszczowca wzbudza co najwyżej nieufność lub niedowierzanie, a czasem tylko sprawia, że wyrwie się nam stłumione ziewnięcie?

 

Marcin Mortka, świetny skądinąd tłumacz i autor pokaźnego zbiorku powieści z pogranicza przygody, historii i fantastyki, postanowił zmierzyć się z tym mitem i udowodnić, że Polak potrafi. Nie kryje przy tym, że inspiruje się dokonaniami najlepszych. Lektura "Miasteczka Nonstead" to wydziobywanie spomiędzy wierszy motywów zaczerpniętych z rozlicznych dzieł popkultury. Autor lawiruje między cytatami z Kinga, zgrabnie rozsiewa nastrój rodem z "Miasteczka Twin Peaks", parę razy wspomina agenta Muldera, nie gardząc wycieczkami do serialu CSI. Tylko czy ten zlepek zapożyczeń koniecznie musi prowadzić do nowej jakości?...

 

Autor osadza akcję współcześnie, na amerykańskiej prowincji, co jest zabiegiem dość karkołomnym, zważywszy na trudności, jakie niesie dla kogoś, kto nie jest skonfrontowany z tamtejszą rzeczywistością na codzień. Wydaje się, że pisarz poradził sobie z tym wyzwaniem dość dobrze, przynajmniej na pierwszy rzut oka nic nie zgrzyta w tym względzie. Bohater, pisarz, autor bestsellerowej książki z pogranicza horroru i opowieści paranormalnych, zbierający skorupy swego życia miłosnego i zawodowego, ucieka przed własnym agentem, a może i szczątkami dotychczasowego życia na zadupie, do ponurego "wypiździewa", jak sam pieszczotliwie nazywa mieścinę o nazwie Nonstead. Wynajmuje dom i dość prędko zostaje wciągnięty w wir dziwnych, mrocznych, złowieszczych wydarzeń, które nawiedzają Nonstead. "Nawiedzenie" to przy tym właściwe słowo, bowiem jednym z pierwszych problemów, z którymi przyjdzie mu się zmierzyć, jest opętanie Vanessy, córki ledwie poznanej miejscowej nauczycielki, przez tajemniczego demona. Sytuację udaje się Nathanowi, jak przystało na prawdziwego bohatera, zażegnać, dziecko uratować, ale miasteczko i jego niesamowici mieszkańcy, wraz z miejscową zwierzyną, a nawet pogodą, zdają się powoli go osaczać. Mamy więc tu Samotnię, odludną chatę położoną wśród głuszy, o której mówią, że jest Wrotami Piekieł, mamy pojawiającego się znikąd upiornego czarnego psa, zwiastującego śmierć, pastora, odbierającego telefony z piekła, tajemnicze przypadki popadania w szaleństwo, zaginięcia, samobójstwa, wypadki. Mamy też osobliwe forum internetowe, na którym ludzie wpisują autentyczne, przejmujące i nieprawdopodobne historie własnego szaleństwa. I co, boicie się?...

 

Pewnie, że nie. Ale sięgnijcie po tę książkę późnym wieczorem, zaszyjcie się w fotelu (koniecznie w samotności), najlepiej wtedy, gdy za oknem szaleje wichura, włączcie muzykę, która przewija się przez stronice powieści - od psychodelicznego The Cure, poprzez dołujące Sisters of Mercy (The Flood! Były czasy, kiedy słuchałam tego bez ustanku...), po wywołujące gęsią skórkę "Riders of the Storm" i pozwólcie panu Mortce zbudować powoli nastrój grozy, przesiąknijcie atmosferą piekielnych oparów i szaleństwa, i wtedy zobaczymy, czy mu się to uda. I jest to wielce prawdopodobne, bowiem warsztatem on dysponuje niezgorszym. Potrafi operować słowem, odpowiednio dozuje finezyjne określenia i dosadności, umiejętnie wykorzystuje figury retoryczne, maluje mistrzowskim pędzlem obrazy, które zapadają w pamięć. Wielka powchwała za język. Bo nawet sypanie kurwami jest tu na miejscu, nadając postaciom autentyczności, a lekturze smaczku.  Chcecie wiedzieć, czy ja się bałam?



Nie. Ale niełatwo mnie przestraszyć. A czasy, kiedy przeszywał mnie dreszcz nad stronicami powieści grozy, dawno minęły. Niełatwo też mnie zaskoczyć. Zresztą, czyż źródełko z pomysłami na dobry horror nie wyschło już dawno, a to co nam się serwuje, nie jest tylko kręceniem się w kółko i odgrzewaniem motywów, które już gdzieś się kiedyś pojawiły? Ale nie w straszności tak naprawdę leży siła tej książki - to kawał dobrej rozrywki, która nawet jeśli nie wywołuje grozy, to z pewnością jednak ciekawość i napięcie, które każe nam przewracać strony, czekając, co dalej. Jasne, są tu wątki niedopowiedziane, przycięte, pozostawiające niedosyt. Są uproszczenia, skróty, pójścia na łatwiznę. Ale one zdarzają się nawet Kingowi. Przyznaję bez bicia, dobrze się to czyta, charaktery spoglądające na nas z kart tej książki są barwne, soczyste, prawdziwe (moim faworytem jest zdecydowanie O'Toole, zgorzkniały dziad i pieniacz o gadzim spojrzeniu, wygłaszający tyrady miażdżące dzisiejszy świat i obyczaje), fabuła wartka i spójna.

 

Nie jest to wielka literatura, Nobla za to nie będzie. Nie mamy polskiego Kinga. Ale mamy Mortkę. Warto zwrócić uwagę na tego pisarza, bo podejrzewam, że zaserwuje nam jeszcze niejedno.

 

Moja ocena: 4/5.

środa, 25 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka