Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Pratchett Terry, Straż nocna

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Straż nocna
Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 333
Rok wydania: 2008
Cena: 29,90 PLN
Ocena recenzenta: 7/10

 

Wszyscy wiemy, że jeśli Sam Vimes, komendant Straży Miejskiej Ankh-Morpork, pakuje się w kłopoty, to są to kłopoty, które zwykłemu i uczciwemu (trudno uwierzyć w istnienie takich w Ankh-Morpork) obywatelowi wydają się absurdem do którejś tam z kolei potęgi. Do tej pory Sam walczył ze smokami, wilkołakami, trollami, krasnoludami i wieloma innymi, dziwnymi stworzeniami. Wybrał się nawet na wojenkę do Al-Khali (skąd szybko też wrócił). Tym razem jednak jego obecne kłopoty biją na głowę wszystko, co widzieliśmy do tej pory… Teraz nie będzie miał za przeciwnika żądnych krwi bestii. Będzie musiał się zmierzyć ze swoimi strażnikami. O trzydzieści lat młodszymi?!

Na wskutek dziwnych zbiegów okoliczności Sam cofa się w czasie o wspomniane wcześniej trzy dekady, gdy był jeszcze nieopierzonym młokosem, świeżo po przyjęciu na służbę do Straży Miejskiej, która wtedy nie posiadała obecnego splendoru i chwały (jaką zapewniło jej obalenie niedoszłej smoczej monarchii). Sęk w tym, że nie jest to program z serii „Przeżyjmy to jeszcze raz”. Nietrudno zgadnąć, kto będzie uczył młodszą wersję Sama…

Tytuł stanowi prequel pozostałych książek z serii. Wyjaśnia wiele białych plam w historii tej szanownej instytucji. A były to czasy, gdy na posługach Vimesa nie było Marchewy, zaś przestępcy mieli pełne używanie. Ba! Nawet Vetinari był jeszcze młokosem, któremu przez myśl nie przeszło, że w przyszłości zostanie Patrycjuszem!

Największym problemem tytułu jest kolejność wydarzeń. Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że wiem, kto zginie, a kto odejdzie lub co się z nim stanie. Tylko dlatego, że „Straż nocna” stanowi daleką pozycję w chronologii książek o strażnikach, a wiele wydarzy się już w samej „Straż! Straż!”. Jakoś dziwnie śledzi się losy jednej z postaci, skoro wiem, że ona i tak za kilkanaście lat zginie podczas pościgu za zabójcą…

W „Straży nocnej” widać już pierwsze oznaki kryzysu, który obecnie trawi Pratchetta. Nie jest to poziom jego ostatnich książek, jednak do tego, co zaserwowało mi niezrównane „Na glinianych nogach” jest naprawdę daleka droga. Owszem, humoru jest tu całkiem spora dawka, ale nie jest on tak wysokich lotów, jak można oczekiwać. Na duży plus jest sama okładka i mnich o imieniu Lu-Tze (przypomina wam to kogoś?). Sama okładka to nie jest już dzieło Josha Kirsby’ego, jednak ma w sobie coś pociesznego, co nakazuje na jej widok się uśmiechnąć pod nosem. Ogólnie można polecić, jednak za dobrze tu już nie jest. Widać wyraźną tendencję spadkową książki. Mimo to można ją jeszcze przetrawić bez bólu.

środa, 11 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka