Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Rajaniemi Hannu, Kwantowy złodziej

Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Kwantowy złodziej
Autor: Hannu Rajaniemi
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 329
Rok wydania: 2011
Cena: 35,00 PLN
Ocena recenzenta: 3+/10
„Kwantowy złodziej” zapowiadał się naprawdę świetnie – powieść złodziejska osadzona w realiach hard science-fiction nie mogła się nie udać. Debiut młodego Fina po raz kolejny pokazuje jednak, że teoria i praktyka to dwie różne rzeczy, a krytykom literackim i pisarzom rozpływającymi się nad daną pozycją nie należy wierzyć.

Jean Le Flambeur to złodziej o sławie sięgającej najdalszych zakątków wszechświata – ma na swoim koncie skoki, o których jego koledzy z fachu mogliby tylko pomarzyć. Teraz jednak siedzi w więzieniu – jeden jedyny raz popełnił błąd, który doprowadził do jego złapania. Aby odzyskać wolność musi powtórzyć kradzież, tym razem bezbłędnie.
Zapewne gdyby osadzić cały wątek fabularny „Kwantowego złodzieja” w średniowieczu, dostalibyśmy całkiem porządną złodziejską historię. Niestety realia s-fi, których użył w swojej powieści autor, zdecydowanie zarzynają świetny pomysł. Nie chodzi tu nawet o przesadzoną ilość bardzo fachowego słownictwa, lecz o jego zastosowanie i konstrukcję fabuły, które wołają wręcz o pomstę do nieba.
Największym problemem w całej książce jest to, że Rajaniemi nawet nie próbuje stworzyć fabuły, która byłaby łatwa i zrozumiała. O ile pierwsze kilka stron jest aż do bólu łatwe do zrozumienia, w dalszej lekturze wszystko zaczyna się walić, tworząc na kartach powieści niesamowity chaos i bałagan, które wcale nie sprzyjają przyjemnej lekturze. Na dodatek autor stara się połączyć język wręcz poetycki ze wcześniej wspomnianym słownictwem naukowym – wynikiem tych działań jest zwykły bełkot, którego momentami po prostu nie da się czytać.
Denerwują także bohaterowie, którzy prawdopodobnie mieli być dobrze zarysowanymi, kontrastującymi ze sobą postaciami. Tak się jednak nie stało – tworzą oni nudny katalog imion i nazwisk, rzadko kiedy mając większy wpływ na fabułę. Wprowadzaniu kolejnych imion nie pomaga także niesamowity bałagan fabularny.
„Kwantowy złodziej” nosi wszystkie cechy „hurra-optymistycznego” debiutu literackiego, gdzie najważniejszą rolę miały odgrywać naukowe terminy, w znacznej większości niezrozumiałe dla zwykłego czytelnika, a właściwa część książki została napisana jakby w pośpiechu i chyba tylko po to,  żeby móc zastosować te fachowe terminy. Autor zresztą niejednokrotnie używając ich tworzy wyjątkowo dziwne zbitki słów. Krótko mówiąc, słabizna. „Kwantowy złodziej” jest wart uwagi tylko wtedy, jeśli uwielbiacie poszerzać swój zakres wiedzy na temat technologii i fizyki – w innym wypadku śmiało możecie sobie tę pozycję darować.



środa, 11 lipca 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka