Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Sarn Amelie, Thorgal. Dziecko z gwiazd

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Thorgal. Dziecko z gwiazd
Autor: Amelie Sarn
Wydawnictwo: Literacki EGMONT
Ilość stron: 268
Rok wydania: 2011
Cena: 29,99 PLN
Ocena recenzenta: 1/10

 

Patrząc na popularność komiksowej sagi „Thorgal” nie sposób nie zadać sobie pytania, dlaczego dopiero teraz powstała literacka wersja przygód legendarnego wikinga i niezrównanego łucznika. I choć zdawałoby się, że marka „Thorgal” jest gwarantem sukcesu, recenzowana pozycja jest najlepszym przykładem, że marny kucharz zabije smak nawet najzacniejszej potrawy.

„Thorgal. Dziecko z gwiazd” jest zbiorczym przedstawieniem około dziewięciu pierwszych komiksów z Thorgalem w roli głównej, które mówią o jego dorastaniu wśród wikingów (sam Thorgal wikingiem nie jest). I tak oto na „nowo” poznamy jego konflikt z Gandalfem, samozwańczym i buńczucznym wodzem wioski, w której żyje Thorgal, obserwujemy pierwsze kontakty z Aaricią, jego przyszłą żoną, aż dochodzimy do wydarzeń opowiedzianych w „Zdradzonej czarodziejce”, gdzie główny bohater po raz pierwszy natrafia na ślad swojego pozaziemskiego pochodzenia.

Cała książka jest właściwie zbiorem krótkich fragmentów z dzieciństwa Thorgala, bardzo luźno powiązanych ze sobą (w przeciwieństwie do oryginału, autorka zachowała chronologię wydarzeń). W „Dziecku z gwiazd” znajdziemy zarówno epizody dobrze znane z komiksu (jak m.in. spotkanie Vigrida przez Aaricię), jak i wątki, które stworzyła już sama autorka (nie są one jednak istotne dla fabuły, stanowią raczej wypełniacz łączący wydarzenia z oryginału).

Niestety, cała przyjemność z lektury odebrana jest przez niezwykle siermiężny, wręcz prostacki język, jakim posługuje się autorka. Ale to wcale nie jest najgorsze – naprawdę dobijające jest to, że autorka na każdym kroku stara się stworzyć pozory „epickości”, które mają towarzyszyć jej „dziełu”. W efekcie perypetie Thorgala zamiast wciągać, silnie od siebie odpychają. W dodatku młoda Aaricia, która z uporem godnym lepszej sprawy obiecuje Thorgalowi, że zostanie jego żoną, przedstawia widok nie romantyczny, lecz tragikomiczny.

Trudno porównywać batalie przedstawione w formie opisu i w formie obrazków, ale choć powieść daje autorom większe pole do popisu, sceny walk są kolejnym gwoździem do trumny. Batalistyka w „Dziecku z gwiazd” jest uproszczona wręcz do bólu, zaś porządna jatka, jaką w komiksie Slivia, Gandalf i Thorgal urządzają napastnikom, została w książce przedstawiona na… trzech czwartych strony!

Płaszczyzna relacji między bohaterami także jest kiepska – istnieje tu tylko podział na dobrych, złych i neutralnych, przy czym dwie pierwsze grupy stanowią prawie błąd statystyczny. Dorastanie osieroconego wikinga to kolejny element, który autorka próbowała dobrze wykreować, jednak po prostu jej to nie wyszło.

„Thorgal. Dziecko z gwiazd” pokazuje wyraźnie, że trzeba mieć bardzo dobry pomysł i jeszcze lepszy styl, by wykorzystanie legendy nie pozostawiło niesmaku – przeciętni twórcy powinni zostawić ją w stanie nienaruszonym. Ze świetnych kilku komiksów stworzono mało treściwą, bezsmakową papkę, która jest jedynie kiepskim streszczeniem dzieciństwa Thorgala. Osoby, które znają komiks, powinny tę pozycję omijać szerokim łukiem, zaś ci, którzy nie znają Thorgala w ogóle, powinni sięgnąć właśnie po oryginał, zapominając o potworku, jakim jest „Thorgal. Dziecko z gwiazd”.

środa, 11 lipca 2012, felicja79
Tagi: Sarn Amelie

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka