Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Szkolnikowa Wiera, Namiestniczka, księga II

Autor: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Namiestniczka, księga II
Autor: Wiera Szkolnikowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 556
Rok wydania: 2011
Cena: 39,90 PLN
Ocena recenzenta: 6+/10
Mogę śmiało stwierdzić, że pierwsza „Namiestniczka” była książką złą – w ponad ośmiu setkach stron powieści autorka zmieściła taką ilość materiału, że wprawny autor mógłby bez problemu zmieścić tamte wydarzenia na stu stronach. Druga część „Trylogii Suremu” przynosi znaczący powiew świeżości, pozbywając się smrodu rozkładającego się trupa.

 

Księga II trylogii jest właściwie oddzielną opowieścią, która w niewielkim stopniu nawiązuje do wydarzeń z poprzedniej części – na miejscu zmarłej Enrissy pojawiła się Salome, namiestniczka, której wiele brakuje do swojej poprzedniczki. Krótko mówiąc, sama Salome jest podatna na wpływy, nie dając sobie rady z rządzeniem królestwem.
Największą zmianą, jaką widać w drugiej części trylogii, jest skoncentrowanie się autorki na bieżących wydarzeniach, chociaż nadal potrafi ona lać potworne ilości wody, opisując nawet najbardziej błahe sytuacje. Niestety, ale zarazem stara się ona, by pierwsze skrzypce grali wszyscy obecni w książce – skutkuje to naprawdę dużą ilością wątków i postaci, które w dziewięćdziesięciu procentach niczemu i nikomu nie służą.
Szkolnikowa poprawiła się w kreowaniu bohaterów – w dużej mierze nadal są to postaci bez wyrazu, jednak można już rozpoznać kilka osób, które znacząco wyróżniają się na tle reszty. Czasami są one dość mocno przejaskrawione, ale i tak należy uznać to za plus autorce – w poprzedniej części „Namiestniczki” ten element właściwie nie istniał.
Cieszy niewiele odniesień do tego, co wydarzyło się w pierwszej części. Owszem, elementów wspólnych wcale nie jest tak mało, a niektóre z wątków są tu kontynuowane, jednak znacząca przerwa w lekturze nie jest tu czynnikiem, który może odstraszać od lektury drugiej „Namiestniczki”.
Pierwsza „Namiestniczka” była intelektualną rzeźnią, która doprowadzała do śmierci czytelnika z nudów – na ośmiuset stronach akcji autorka zawarła niewiele, wszystko rozdymając do granic absolutnej niemożliwości, przez co przedarcie się przez tamtą cegłę stanowiło godne wyzwanie, a nagradzane powinno być połową wydawnictwa i ręką córki naczelnego. Druga część stanowi wyraźną poprawę pod tym względem, Szkolnikowa nadal ma jednak tendencję do niemiłosiernego przedłużania i wsadzania do tekstu niepotrzebnych scen, które tylko irytują. Jednak z tego wszystkiego zaczyna wyłaniać się obraz całkiem porządnej powieści fantasy, a sama autorka wyrosła już z chorób wieku dziecięcego, które aż biły w oczy podczas lektury poprzedniej części trylogii. Jeśli tendencja zostanie zachowana, to zwieńczenie owej trylogii będzie naprawdę niezłą lekturą. Póki co można sięgnąć, ale nie jest to pozycja, którą koniecznie trzeba przeczytać.



czwartek, 12 lipca 2012, fosher

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka