Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Valente Catherynne M., Nieśmiertelny

Autor recenzji: Agnieszka [krimifantamania.blogspot.de]

 

Wydawca: Mag

Data premiery: 2012.03.02

Język wydania: polski

Język oryginału: angielski

Tłumaczenie: Waliś Robert

Tytuł oryginału: Deathless

Ilość stron: 287

Cena: 37 zł

 

Pierwsze zdanie: " Złoty dym z palonego drewna ciężko wisiał nad zżętą pszenicą, a ziemia jeżyła się rżyskiem niczym łysiejąca staruszka".

 

Podoba Wam się to pierwsze zdanie? To nie jedyne w tej książce, które jak pędzlem maluje obrazy w wyobraźni czytelnika. Stwierdzenie, że Valente bardziej używa do tworzenia swych powieści pędzla i farb, niż atramentu, lub - nie daj Boże - komputera, nie jest przesadzone.

 

Dotychczas, śledząc entuzjastyczne recenzje, prześlizgiwałam się wokół książek tej amerykańskiej pisarki z dość dużą podejrzliwością. Jeśli coś jest chwalone w nadmiarze, to jest to dziwne, nietypowe i należy to zbadać. Mój wybór padł na wydaną w tym roku powieść "Nieśmiertelny" bowiem opis z okładki obiecywał niesamowitą mieszkankę rosyjskich mitów i słowiańskiej magii z historią około- i powojenną Związku Radzieckiego. Alternatywną historią. Wybuchowe połączenie, pomyślałam.

 

Powieść zaczyna się jak rosyjska baśń. Nie będę opowiadać w tym miejscu fabuły, bo autorka robi to po tysiąckroć lepiej, dość rzec, że bohaterką jest młoda dziewczyna Maria Moriewna, czwarta córka pod względem wieku i urody, która czeka na męża. I znajduje go. Kościej Bezsmiertnyj. "Miał długie, przydymione rzęsy jak dziewczyna, a jego włosy powiewały na wietrze niczym futro dzikiego psa. (...) Gdyby w wolnym czasie robiła sobie na drutach kochanka zamiast ubranek dla synka Anny, powstałby właśnie mężczyzna, który przed nią klęczał, wliczając nawet widmowe plamki srebra we włosach". Każdy, kto kiedykolwiek zetknął się z rosyjskimi baśniami, wie jednak, kim, lub czym jest Kościej, a Maria, biorąc go za męża, przypieczętuje swój los. Czytelnik towarzyszy jej w jej karkołomnych dziejach niemal do starości.

 

Okładka oryginału



Szalona to historia, wariacka, fantastyczna. Wątki mityczne splatają się z historycznymi, a całość opowiedziana jest monotonną, rytmiczną manierą opowiadacza bajek. I jaka galeria postaci! Oprócz Kościeja autorka przyzywa na karty powieści Babę Jagę (która każe mówić do siebie przewodnicząca Jaga - wszak to czasy porewolucyjne, a towarzyszką to ona dla zwykłych śmiertelników nie jest...), domowiki i domowichy, lesze, wiły - cały kalejdoskop figur z nostalgicznych rosyjskich opowiadań. Można się zakochać w tej kolorowej zbieraninie, dać się zaczarować poezji, którą nasiąknięte są kreowane przez Valente obrazy. Są to wizje poplątane, psychodeliczne, rozbuchane, a jednak wszystkie zakorzenione w słowiańskiej mitologii. Autorka przyznaje w posłowiu, że historie te zawdzięcza rodzinie swego rosyjskiego męża i to cementuje tylko ich potęgę, impet, autentyczność.

 

Tyle, że nie jest to bajka dla grzecznych dzieci, a autorka nie stroni od scen pełnych okrucieństwa, wyuzdanego dziwacznego seksu, brutalnych opisów głodującego Leningradu (te są jednymi z najbardziej przejmujących w tej powieści). Ale i osobliwy związek Marii i Kościeja daleki jest od folderowego, słodkiego opisu małżeńskiego pożycia. Mimo że opowiedziany w bajkowej konwencji, związek ten to relacja na trzeźwo z psychologicznych zmagań dwóch silnych osobowości, walki uczuć i namiętności, a są nimi nie tylko miłość, lecz nienawiść, zemsta, pogarda. Uszpikowane jest to wszystko pełnymi goryczy sentencjami (w ogóle z powieści tej można sypać bez końca cytatami...). Czyż nie są prawdziwe słowa Baby Jagi skierowane do Marii: "Nie rób takiej zaskoczonej miny; po kilku eonach spędzonych z mężczyznami ty też poszukasz sobie żony. To diabelnie przydatne istoty. Lepsze niż krowy. Kochają cię za to, że je bijesz, i harują aż do śmierci"?

 

Ogromnym plusem tej powieści jest jej plastyczność. Czytelnik nieustannie bombardowany jest obrazami, które materializują się, epatując kolorem, zapachem, smakiem. Właśnie, smakiem. Sam opis potraw, pojawiających się na wszystkich stronicach, jest bombastyczny (nie daj Boże czytać to na głodniaka). Ile zmysłowości w takich oto słowach: "Kościej ukroił grubą kromkę chleba. Skórka chrupnęła pod nożem i kromka upadła, wilgotna i ciężka, czarna jak ziemia. Jednym pociągnięciem ostrza posmarował ją zimnym solonym masłem, po czym nałożył trochę kawioru, tworząc smugę ciemnych jajeczek na bladozłotym tłuszczu." Mniam. Na antypodach stoi oczywiście opis potraw, przyrządzanych w głodującym Leningradzi - ale tego Wam oszczędzę. Przyznam, że ten nieustanny atak żywych, plastycznych elementów momentami mnie przytłaczał i nużył, przywodząc na myśl umysł zmęczony nieustannym bombardowaniem bodźcami.

 

I podejrzewam w zwiazku z tym, że nie jest to lektura dla każdego. Pewna wytrwałość, otwartość na inność, zaprawienie w boju z podobnym bogactwiem i rozbuchaniem na pewno pomoże tę książkę strawić. Osoby szukające łatwej rozrywki polegną zniechęcone po kilu stronach, ale ci, dla których książka to coś więcej  niż zabicie kilku godzin, zostaną nagrodzeni prawdziwą lukulliczną ucztą. Ucztą wyobraźni.

 

Wielkie brawa na zakończenie dla tłumacza. Musi mieć duszę poety i warsztat solidnego rzemieślnika. Bez niego ta książka nie byłaby tym, czym jest.

 

Daję maksymalną ocenę: 5/5.

środa, 25 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka