Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Watts Peter, Wir

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Wir
Autor: Peter Watts
Wydawnictwo: Ars Machina
Ilość stron: 392
Rok wydania: 2011
Cena: 37,80 PLN
Ocena recenzenta: 9/10


Od wydarzeń opowiedzianych w „Rozgwieździe” nie minęło wiele czasu. Podwodna elektrownia geotermalna okazała się być bombą o opóźnionym zapłonie Wraz z uwolnieniem Behemota i wybuchem jądrowym świat nawiedził zwiastun Apokalipsy – a to dopiero początek problemów, bo pradawny mikrob dopiero rozpoczął swoją ekspansję.

W przeciwieństwie do pierwszej części „Trylogii Ryfterów” Watts nie skoncentrował się tym razem na jednym tle fabularnym („Rozgwiazda” w znacznej części rozgrywała się kilka tysięcy metrów pod powierzchnią oceanu). „Wir” jest rozbity na kilka wątków fabularnych, które nieustannie łączą się ze sobą i zaplatają, by kilkanaście stron dalej znów pójść swoim torem. Co jest zabiegiem wyjątkowo udanym (jednak niekiedy w tekst wplata się odrobina chaosu) – tym razem pierwszych skrzypiec nie gra grupa ryfterów, lecz znana z „Rozgwiazdy” Lenie Clarke, która przeżyła wybuch, a teraz podejmuje własną krucjatę. W jej wyniku kobieta urośnie wręcz do poziomu bogini, w czym pomoże jej inny główny bohater występujący w „Wirze”. Bohater o tyle niezwykły, że jest to… program działający w tytułowym Wirze, następcy dzisiejszego Internetu.


Wielopłaszczyznowość „Wiru” wprowadza w fabule dość sporo zmian – tym razem czytelnik nie śledzi poczynań tylko jednej grupy bohaterów – podczas lektury poznamy zarówno zwierzynę, myśliwych, jak i pozornie biernych obserwatorów. Te dwie pierwsze grupy są o tyle niezwykłe, że po obu stronach barykady stają dawni towarzysze broni – nikt inny, jak ryfterzy.


W porównaniu do „Rozgwiazdy” zdecydowanie trudniej zidentyfikować osobowości poszczególnych protagonistów. Nie da się wprawdzie powiedzieć, by przedstawieni w pierwszej części trylogii ryfterzy – którzy przed podjęciem się pracy na głębokości kilku tysięcy metrów świętymi na pewno nie byli – mieli łatwy do określenia charakter, ale w „Wirze” wyraźnie widać ich rozchwianie w podejmowanych decyzjach i jakichkolwiek reakcjach. Poza tym denerwować mogą nowi aktorzy na scenie trylogii – po lekturze „Wiru” można wręcz odnieść wrażenie, że ich kreowanie Peter Watts potraktował po macoszemu, co niekorzystnie odbija się na fabule - książka bez problemu obyłaby się bez kilku person.


Dość trudno powiedzieć, czy „Wir” jest bezpośrednią kontynuacją „Rozgwiazdy”. Z jednej strony, mimo niewielkiego przeskoku czasowego między końcówką poprzedniego tomu trylogii a początkiem „Wiru”, Watts dość mocno nawiązuje do minionych wydarzeń, przez co nieznajomość poprzedniej części początkowo może dość mocno przeszkadzać w lekturze. Dalsze losy byłych ryfterów w dużej mierze odcinają się jednak od przeszłości, zaś geneza i działanie Behemota wyjaśniane są w toku fabuły.


„Wir” jest najlepszym przykładem na to, jak można zgrabnie połączyć z pozoru dwa sprzeczne ze sobą terminy – fantastykę z nauką. Wydarzenia opowiedziane w książce cechuje duża doza „przewidywania” autora co do rozwoju technologicznego naszej cywilizacji na przełomie kolejnych kilkudziesięciu lat, wszystko to jednak poparte jest rzeczywistymi badaniami i odkryciami, zaś genezę najważniejszych tworów w książce autor wyjaśnia w krótkim słowniczku na jej końcu.


„Wir” ma na pewno jedną dużą wadę – choć Watts chciał przedstawić czytelnikowi zachodnie i wschodnie wybrzeże Ameryki Północnej zniszczone przez ogromne tsunami oraz panoszenie się Behemota na żywych organizmach, czytelnik dość rzadko faktycznie odczuwa rzekomo ogromny rozmiar tych wydarzeń, a powtarzane z częstotliwością lepszej sprawy „miliony ofiar” w końcu stają się nie tyle faktyczną tragedią, co ponurą statystyką. Znakomita większość oznak apokalipsy jest w „Wirze” tylko pustymi frazesami – jedynie kilka razy Wattsowi udaje się odwzorować ich prawdziwą skalę i rozmiar.


Zakończenie „Rozgwiazdy” było bezlitosne – kazało czekać na rozwinięcie wydarzeń, które doprowadziły do potężnych kataklizmów, jednocześnie nie dając jednoznacznej odpowiedzi na to, co stało się z ryfterami. „Wir” przynosi odpowiedź na to i na wiele innych pytań, a samo zakończenie drugiej części trylogii nie „wgniata” w fotel tak bardzo, jak końcówka „Rozgwiazdy”. Jednakże osobliwa krucjata niezwykłej istoty, jaką obecnie jest Lenie Clarke, wspieranej przez program komputerowy, to lektura obowiązkowa, szczególnie dla miłośników fantastyki naukowej w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nadal nie mamy do czynienia z ideałem, jednak „Wir” jest godnym kontynuatorem „Rozgwiazdy”. Polecam!



wtorek, 10 lipca 2012, felicja79
Tagi: Watts Peter

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka