Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Żulczyk Jakub, Zmorojewo

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Zmorojewo
Autor: Jakub Żulczyk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 480
Rok wydania: 2011
Cena: 39,90 PLN
Ocena recenzenta: 6+/10

 

Głuszyce. Już sama nazwa wskazuje, że diabeł nie powie tu dobranoc, bo wyniósł się dawno temu (jednak nikt nie powiedział, że niedługo znowu nie zacznie tego robić). Młody Tytus traktuje tutejszy pobyt u dziadków jak zsyłkę na Sybir. W końcu co można robić w zapadłej dziurze, w której wydarzeniem tygodnia jest fakt, że miejscowy pijaczyna wyrżnął twarzą w zaoraną glebę?

Gdy Żulczyk bierze się za pisanie książki, recenzent do końca nie wie, czego może się spodziewać. Bo na początek spodziewałem się najgorszego – książki przygodowej dla dzieci, podlanej lekką ilością fantastyki. Ale już Strzępowaty i Gangrena budzą tu milsze uczucia. W końcu człowiek najlepiej czuje się w otoczeniu podobnych do siebie, prawda?

Zmorojewo to już większe miasto niż same Głuszyce. Miasto o tyle intrygujące, że ukryte przed oczami śmiertelników od niepamiętnych czasów w obecnej chwili zaczyna przyciągać do siebie wiele ciekawskich i niepożądanych spojrzeń. I psychopatyczny prezenter telewizyjny będzie tu jednym z najmniejszych zmartwień dla mieszkańców zaginionego miasta. Ech, nienawidzę wybuchów nagromadzonej akcji…

W porównaniu do „Instytutu” czytelnik nie ma ochoty, by wyrzucić książkę za okno z obrzydzenia. Tak po prawdzie, zbyt wiele okazji do przeklinania bohaterowie tu nie mają (zaś sama Baba Jaga robi to po prostu perfekcyjnie), ale i tak nie odnosi się wrażenia, że całość jest językową popłuczyną. Ot, strawnie użyty język i różne aspekty fabularne. Jednak jak już wspominałem, wyjątkowo denerwuje mnie fakt, że znowu akcja zaczyna wybuchać dopiero pod sam koniec, gdy siły ZŁA są jak zwykle bardzo blisko osiągnięcia swojego celu i niewielu może je powstrzymać… Ech.

„Zmorojewo” jest na pewno lekkie i łatwostrawne. Raczej nie ma tu nad czym rozmyślać, a samą pozycję czyta się szybko. Można ze spokojnym sercem polecić ją osobom, które nie szukają pełnokrwistej fantastyki, a zadowolą się lekkim fantasy w naszych polskich realiach.

 

 

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

Tytuł: Zmorojewo
Autor: Jakub Żulczyk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 480
Rok wydania: 2011
Cena: 39,90 PLN
Ocena recenzenta: 5+/10

 

Głuszyce. Już po samej nazwie wioski nie można spodziewać się niczego nadzwyczajnego – nawet diabeł przestał mówić tu „dobranoc”, bo uznał, że nie potrzebują go na takim zadupiu. Tytus, nastolatek który został wręcz skazany na pobyt u dziadków traktuje ten dar od losu niczym zsyłkę na Sybir. Jak się jednak okaże, niepozorne Głuszyce kryją w sobie dużo większą tajemnicę.

„Zmorojewo” budzą w recenzencie wszystkie możliwe uczucia – od niesmaku po zachwyt. I tak naprawdę trudno powiedzieć, które z nich wybija się ponad wszystkie inne. Z jednej strony Żulczyk stworzył iście tragiczną powieść młodzieżową, której na trzeźwo nie powinno się czytać, jednak ta zrównoważona została przez całkiem porządny wątek fantastyczny w polskich klimatach.

Tytułowe Zmorojewo to już właściwie prawdziwe miasto, które ukryte jest przed oczami zwykłych śmiertelników. Jednak w obecnej chwili zaczyna przyciągać ono do siebie zbyt wiele ciekawskich i – przez mieszkańców Zmorojewa – niepożądanych spojrzeń. A psychiczny prezenter telewizyjny będzie jednym z mniejszych zmartwień dla magicznych istot, które żyją spokojnie w Zmorojewie.

Najsłabszą, a zarazem jedną z silniejszych stron książki są bohaterowie. Tragicznie na tym polu wypada Tytus i cały ogół postaci „ludzkich”, który znowu kontrastuje wraz z Babą Jagą (stworzoną naprawdę ciekawie) lub Strzępowatym, krwiożerczym mordercą bez żadnych zahamowań – zarazem chyba największym atutem „Zmorojewa”.

Gdyby oceniać obie części książki, które w całości tworzą „Zmorojewo”, to za część przygodową autor dostałby największe możliwe baty, bo byłaby to jedna z najgorszych książek, jakie przeczytałbym w życiu. Sytuację ratuje jednak wcześniej wspomniana fantastyka, trochę nieporadnie wpleciona w całość, posiadająca jednak znaczny koloryt, naszą rodzimą „swojskość”, na dodatek potraktowana ze sporym przymrużeniem oczu. Na pewno na korzyść autora działa wykorzystanie postaci Twardowskiego (najsłynniejszego polskiego czarownika, takoż!) jako jednego z „prowodyrów” obecnych wydarzeń tak i w Zmorojewie, jak i Głuszycach. Mimo wszystko nie wróżę Jakubowi Żulczykowi dużej popularności za sprawą tego tytułu – autor nadal stanowi raczej bardzo średni poziom w polskim światku fantastyki, ale widać tu dobre zalążki.

 

wtorek, 10 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka