Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

del Toro Guillermo, Hogan Chuck, Wirus

Autor recenzji: Fenrir [zaginionyalmanach.blogspot.com] 

 

Tytuł: Wirus
Autor: Guillermo del Toro, Chuck Hogan
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Ilość stron: 496
Rok wydania: 2010
Cena: 44,90 PLN
Ocena recenzenta: 7/10

 

Książka jest bardzo miłym zaskoczeniem w czasach, gdy Internet jest przesycony grzecznymi wampirkami, którym prędzej do modela niż do pradawnej, krwiożerczej bestii, którą wampir w założeniu powinien być.

W „Wirusie” wampiry nie są dostojnymi szlachcicami z szabelką u boku i czarną peleryną powiewającą na wietrze. Tutaj przyczyną tego stanu jest nieznany nauce wirus, który mutuje swoich nosicieli w dość osobliwe stworzenia. W każdym razie w ich ciałach zagnieżdża się coś nieznanego naszej medycynie. Zaczyna się od prawdziwego uderzenia. Samolot z dwustoma pasażerami na pokładzie ląduje na pasie startowym. Od tego łączność radiowa się urywa, zaś nikt z pasażerów nie wybiera nawet numeru ratunkowego ze swojej komórki. Sytuacja robi się bardzo napięta. W końcu niecodziennie wielki samolot traci kontakt ze światem, a wszyscy pasażerowie prawdopodobnie są martwi. I nic nie wskazuje na jakikolwiek sabotaż, sama maszyna też wyszła świeżo spod palników blacharzy.

Musiałbym się bardzo starać, by nie zauważyć tutaj silnej inspiracji „Miasteczkiem Salem” Stephena Kinga. Ten sam motyw trumny potrzebny, by wampir (lub istota wampiropodobna) przedostała się na inne miejsce. Oraz inne inspiracje, ale akurat nie oddziałuje to źle na całość książki. A te opisy przemiany ludzi w wampiry i ich wewnętrznej walki… Miód!

           

Na początek obawiałem się tej pozycji tylko dzięki informacji, że jest to książka osoby związanej ze światem filmu. Co nie było dziwne, biorąc pod uwagę tytuł, który czytałem ostatnio. Książka była autorstwa (podobno) scenarzysty znanych filmów, a niewiele brakowało, aby wyleciała za okno. Dlatego bardzo miło przekonać się, że takie tytuły nie muszą być złe z definicji. Mogą nawet nieść kilka ciekawostek, o których czytelnik przedtem nie miał bladego pojęcia.

 „Wirusa” oczywiście nie mogę postawić na równi ze wspomnianym wcześniej „Miasteczkiem Salem”. O ile książka Kinga koncentrowała się na atmosferze grozy i tajemniczości, tu wszystko wyjaśnia się dość szybko, a autorzy stawiają raczej na akcję i jej zwroty, niż na mrok towarzyszący podobnym wydarzeniom.

Jest jedna rzecz w tytule, która nie podoba mi się bardzo. A tą jest okładka, która wygląda jak brak funduszy na porządnego grafika, który stworzyłby miłą dla oka ilustrację. Nie wiem, może to moje zboczenie, wszak nigdy nie cierpiałem patrzeć na okładki typowo tekstowe. Nie uwzględniając tego „ozdobnika”, wirus wydaje się pozycją naprawdę ciekawą i warto chociażby spróbować, z czym to się je. W końcu jest to pierwsza część trylogii.

wtorek, 10 lipca 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka