Koalicja blogów na rzecz promocji fanstastyki
Blog > Komentarze do wpisu

Tomaszewska Marta, Królowa Niewidzialnych Jeźdźców

Autor recenzji: ZaczytAnia [zaczytania.blox.pl]

 

baśniowo i fantastycznie - (d)o celu

Czym fantasy różni się od baśni? Objętością? Targetem? Stopniem skomplikowania przekazu? A może jedyną różnicą jest to, że fabuła baśni toczy się w nieokreślonym miejscu i czasie (dawno, dawno temu za siedmioma morzami, siedmioma górami i siedmioma lasami), a miejscem akcji opowieści fantasy jest zazwyczaj jakaś precyzyjnie skonstruowana Nibylandia?

Książkowe wydanie (ja wysłuchałam audiobooka) "Królowej Niewidzialnych Jeźdźców" (po raz pierwszy wydanej w 1988r.) liczy 190 stron, jej przekaz zrozumie nawet dziecko, a fabuła toczy się w świecie, którego mapkę uważny czytelnik wykreśli bez większego trudu… Baśń to, czy fantasy?

Przyjmując za obowiązującą definicję, którą Andrzej Sapkowski podał w "Rękopisie znalezionym w smoczej jaskini": "Fantasy jest to, co opatrzono etykietką z napisem fantasy", pozbywamy się problemu – powieść Marty Tomaszewskiej należy do gatunku fantasy. Howgh! ;)

Powieściową Nibylandią są okolice wioski Ullamp, do której przed laty – w dramatycznych, choć nie wszystkim znanych, okolicznościach – trafił noworodek, zwany później Okiem. Przygarnęła go młoda wdowa po młynarzu i wychowała jak syna, chociaż nie był urodziwy i jej córka, piękna Ksyksy, nie darzyła go sympatią.

Od chwili pojawienia się chłopca, wioskę Ullamp nękają Trzy Czarne Konie – czy to przypadkowa zbieżność, czy te dwa fakty łączy jakiś związek przyczynowo-skutkowy? Targany wątpliwościami Oko postanawia odkryć swoją tożsamość i wyrusza w podróż, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest ktoś, kto usiłuje wpływać na jego decyzje i nawet czasem mu (a ściśle rzecz biorąc: jej) to się udaje, chociaż Oko został w tym względzie ostrzeżony przez postać w typie baśniowego wioskowego głupka.

Opowieść o przygodach Oka przeplata się z opowieścią o przygodach Ksyksy, która nigdy nie uwierzyła w śmierć swojego ojca, młynarza, i próbuje go odszukać. Jej poczynaniom trochę trudniej kibicować, bo choć cel ma szlachetny, to środki, którymi do niego dąży budzą wątpliwości, a i charakterek ma raczej trudny… Zaczynamy ją rozumieć dopiero wtedy, kiedy poznajemy wszystkie szczegóły dotyczące jej ojca oraz okoliczności jego zaginięcia.

"Królowa Niewidzialnych Jeźdźców" opiera się na motywach charakterystycznych dla fantasy, ale jej autorka trochę się zabawiła z tą konwencją, serwując nam opowieść, w której amulety nie stanowią ochrony, lecz pętają, szlachetny bohater postąpi słusznie nie dotrzymując złożonej obietnicy, a kolaborowanie z siłami zła nie tylko nie zostaje ukarane, ale wręcz prowadzi do pożądanego zakończenia.

Oczywiście, dzieje się tak tylko wówczas, gdy protagonista skupia wszystkie siły żywotne na swoim celu (dzisiaj pewnie powiedzielibyśmy, że realizuje swoją życiową misję), bo to właśnie jest głównym przesłaniem tej opowieści: należy podążać za własnym widzeniem; nie wolno pozwolić ani na spętanie swojego Losu, ani na to, by nas poniósł; w gąszczu krzyżujących się wątków należy odnaleźć własny, choć to wcale nie jest łatwe, bo plączą je inni poszukujący…

Czy współczesne dzieci potrzebują dodatkowej zachęty do tego, by robiły to, co mają ochotę robić...? Nie wiem. Wątpię. Wiem natomiast, że "Królowa Niewidzialnych Jeźdźców" to dobrze skonstruowana i napisana opowieść, która powinna przypaść do gustu i młodszym, i starszym czytelnikom, a fakt, że po jej przeczytaniu zaczyna się zadawać dodatkowe pytania, tylko przemawia na jej korzyść. Jedynie miłośnicy krwawych jatek mogą być tą lekturą rozczarowani, bo w tej trochę onirycznej i nieco infantylnej opowieści ich nie znajdą.

Na koniec kilka słów o autorce: Marta Tomaszewska pisała dla dzieci i dla dorosłych; była dziennikarką, poetką i prozaikiem, a wśród nagród, którymi ją uhonorowano są m.in. Order Uśmiechu, Medal Polskiej Sekcji IBBY i Złoty Medal Gloria Artis.

 

 


 Z "przygód" mola książkowego (czyli dopisek):

Sięgając po "Królową Niewidzialnych Jeźdźców" byłam pewna, że będzie to pierwsza przeczytana (tj. wysłuchana) przeze mnie powieść Marty Tomaszewskiej; dopiero przeglądając bibliografię jej powieści uświadomiłam sobie, że jest autorką książki, którą czytałam w dzieciństwie i która nadal powinna być w moim posiadaniu: "Przyprowadź go do nas, Pu-Bu". Natychmiast sprawdziłam, czy stoi tam, gdzie powinna i okazało się, że tak, co niezmiernie mnie ucieszyło i… pocieszyło, bo ostatnie powiększanie powierzchni półkowej zakończyło się wielką migracją książek i wciąż jeszcze nie jestem zadowolona z ich obecnego układu (rozkładu? ;)).

Kolejna niespodzianka czekała na mnie wewnątrz książki – znalazłam w niej… zaginioną stronę tytułową powieści Ewy Ostrowskiej "Mama, Kaśka, ja i gangsterzy"… :)



poniedziałek, 17 grudnia 2012, felicja79

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:




Koalicja blogów
Dołącz do nas :-) UWAGA: zmiany!

Recenzenci:
Nika
Ew
Felicja
Krainaczytania
Avo_lusion
Polonisty
Lena
Monweg
Jareckr
Pestis
Fenrir
ZaczytAnia
Viginti Tres
Jenny
Książkówka
Sophie
Isztar
Alannada
GumcioBook
Megajra
Clarissa
Honorata
Shadya
Shoko
Agnieszka (krimifantamania)
Barwinka
Agata Przygoda
Adam Kopeć


Spotkania autorskie
Rafał Kosik
Andrzej Pilipiuk


Szablon
28 szablon ornament - fioletowy


Spis treści
A - H
I - P
R - Ż




Wyszukiwarka